Lubiła ten blask, nie bił za mocno po oczach, nie raził, ale też nie wprowadzał zbyt dużo ciepła. Był chłodnym, stonowanym kolorem i można było przy nim zasypiać. Wpatrywała się w płomień nie zwracając na wyszczerzone zęby towarzysza, więc też nie dostrzegła, że ten się dziwnie speszył swoim własnym uśmiechem. Nie było to teraz ważne. On tworzył magię, którą Avelina była otoczona od dziecka, a mimo to cieszyła się, kiedy ktoś tworzył dla niej coś nowego. Jego tajemniczość była zdecydowanie bardzo intrygująca. Ciemnowłosa dziewczyna lubiła tajemnice, sekrety. Lubiła poznawać, coś czego nie mogła znać. W pewnym sensie od zawsze lubiła wchodzić w miejsca nie dla niej stworzone, dowiadywać się o informacjach, które nie chciały spotkać światła dziennego.
Dlatego nie raz podsłuchiwała rozmowy w opuszczonych salach. Nie pytajcie, jak dowiadywała się o takich tajemniczych schadzkach. Nogi same wiodły ją do miejsc, w których nie mogła być. Nie powinna być.
Jej oczy uważnie śledziły poczynania mężczyzny. Gdy stworzył obraz konia na słoiku po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz podniecenia. Był to dla niej niesamowity widok. Rodzice często tworzyli dla niej magiczne rysunki, które oświetlały jej pokój, ale rzadko widywała takie cuda stworzone na ulicy z niczego.
— To jest niesamowite. Uwielbiam patrzeć, jak czarodzieje tworzą magiczne rzeczy. Jestem otoczona magią od dziecka, moi rodzice są czarodziejami, ale nadal cieszę się z takich rzeczy jak dziecko. – wyznała obserwując rozbieganego konika.
Nie zdążyła mu nawet podziękować, a uraczył ją widokiem swojego patronusa. Sama nigdy nie wyczarowała pełnej formy tego zaklęcia. Widok świetlistego konia połyskującego białoniebieskim światłem wywołał u niej uśmiech i ciepło na sercu. Było to dobre zaklęcia. Zaklęcie kojące i wywołujące dobre wspomnienia. Miała ochotę dotknąć tego światełka, ale szybko zniknęło pozostawiając po sobie mgliste wspomnienie tego dzieła.
— Wow. – szepnęła patrząc w miejsce, gdzie zniknął patronus. – I dziękuję. – odpowiedziała biorąc do ręki słoik i przyglądając się konikowi na jego szkle.
— Nikt dla mnie nigdy nie stworzył czegoś takiego. Chyba zaczynam się cieszyć, że się zgubiłam. – uśmiechnęła się odrywając na chwilę wzrok od słoika i przyglądając się mu z uwagą jakby chciała zapamiętać każdy skrawek jego twarzy. By trwał w jej pamięci właśnie tak jak teraz wyglądał. Majestatycznie intrygująco.
— Nigdy cię nie zapomnę. Dzisiejsze zakończenie paskudnego dnia było dla mnie bardzo przyjemne i oczyszczające. – usta uśmiechały się jej szeroko, a jej oczy niknęły pod grubymi rzęsami. Zaczęła nagle szperać w kieszeniach kurtki oddając mu na chwilę słoik z krótkim potrzymaj chwilę. Intensywnie czegoś szukała, aż w końcu wyjęła z kieszeni małą fiolkę z jakimś płynem. – Nie jest to żaden eliksir, ale jest to fiolka z olejkiem zapachowym. Spróbowałam odtworzyć zapach deszczu i starych książek. Lubię ten zapach. Nie jest idealny, ale to będzie pamiątka po mnie. Proszę. – wręczyła mu ją z uśmiechem ponownie przejmując słoik od chłopaka.