Faktycznie. Nie z powodów miłosierdzia zaplanował organizację opcji ewakuacji. Raczej dla czystego pragmatyzmu. W pierwszej kolejności dla własnego, potem dla bezpieczeństwa całej reszty. Nie żeby posądzał towarzyszy o jakiś wrodzony gen donosiciela. Istniały sposoby na wyciągnięcie informacji z każdego czarodzieja, o wiele silniejsze niż przysięga wierności Czarnemu Panu i lojalność wobec kolegów z rebelii. Z drugiej strony, musiał zadbać o morale w szeregach. Nie byli żadną dywizją karną, by nikt nie liczył się z tym czy przeżyją, czy też nie. Niezależnie czy to Śmierciożercy, czy Naśladowcy, każdy rewolucjonista zawalczy skuteczniej, efektywniej, wiedząc że w razie sytuacji krytycznej będzie miał bezpieczną drogę na pozycje odwrotu. Jasne, że każdy mógł się teleportować w dowolnej chwili, ale w ferworze walki różnie mogło wyjść. Zwiększenie szansy powodzenia zdecydowanie sprzyjały bezpieczne warunki, a o takie właśnie miał zamiar postarać się kiedy skończą robotę w tym miejscu.
- Rób swoje. I oczy dookoła głowy. Odpowiedział Rudolfowi, zapewniając go o swobodzie działania. Nie potrzebowali aktualnie jego rozkazów do niszczenia i sabotowania wszelkich węzłów komunikacyjnych. Powiedział, choć mógłby to powiedzieć nawet sam do siebie, jak zaraz miało się okazać. Skinął głową na wzmiankę Leviathana. To co powiedział było rozsądne i mógłby się nawet z nim zgodzić, proponując zniszczenie jakiegoś wejścia dla gości do Ministerstwa, czy skierowania się bardziej w stronę metra gdzie również znajdowały się ukryte dla mugoli przejścia do placówki. Miał się już odzywać, ale poczuł jak coś paskudnego spada na jego szatę. Właściwie mogło to być do przewidzenia, mimo to Louvain poirytował się. I to bardzo. Spodziewał się, że może się ubrudzić tej nocy, nie sądził jednak że pierwsze czym to kałomocz jakiejś opierzonej kurwy. Wrzasnąłby gdyby nie to, że w obecnej formie, nawet jeśli cholera obsranej, wymagana była odpowiednia powściągliwość. Jedyne co mógł zrobić to w szybkiej kontrze wymierzył różdżką w niebo z zamiarem skrzywdzenia śmiertelnie tego paskudnego zwierza. Używając magii translokacji zamierzał złapać ją w locie i z całym możliwym impetem roztrzaskać o dach najbliższego budynku, licząc że połamie jej wszystkie kości od uderzenia.
translokacja celem uderzenia sową o dach budynku
Akcja nieudana