28.03.2025, 23:59 ✶
Nadamiar możliwości przytłaczał ją. Chciała bardzo zjeść ciastko i mieć ciastko. Mieć możliwie dużo ciastek.
Nie zwracała najmniejszej uwagi na kolejnego klienta, bo porzuciwszy kolczaste dziwo, przeniosła siebie (i swój niekłamany zachwyt) na niewielką witrynkę poświęconom wypiekom. Niby miała pieniądze, ale szybkie kalkulacje pokazały jej, że nie starczy jej w sumie na nic z frykasów, które pożerała oczami. Jej wrażliwy nos wychwytywał nęcące wonie, splecione ciasno korzenne pomysły tutejszych kubków smakowych, które i jej przypadały do gustu.
Trochę słabo, że w sklepie zapanowała taka cisza, kiedy jej brzuch skręciło w środku dając akompaniament przypominający otwieranie wielkich skrzypiących drzwi, choć wszyscy obecni wiedzieli przecież, cóż to mógł być za odgłos. Jej policzki zaczerwieniły się tak mocno, że piegi zniknęły z zasięgu wzroku. Podniosła się nieco sztywnawo i spojrzała skonsternowana na rozmawiających. W sumie nie musiała im się tłumaczyć, kto nie był głodny niech pierwszy rzuci kamieniem, czy coś. Niestety, już otworzyła usta:
— Ja nie wiem! — odpowiedziała nieco piskliwie. Jej angielski nieco śmierdział nietutejszością. — Ja nie wiem o kogo chodzi? Ktoś kradnie te… — najwonniejsze arcydzieła wszechświata, zupełnie jakbym jadła rubiny, jeśli to smakuje chociaż w połowie tak dobrze jak pachnie to umrę od kulinarnego orgazmu — wypieki?
Nie zwracała najmniejszej uwagi na kolejnego klienta, bo porzuciwszy kolczaste dziwo, przeniosła siebie (i swój niekłamany zachwyt) na niewielką witrynkę poświęconom wypiekom. Niby miała pieniądze, ale szybkie kalkulacje pokazały jej, że nie starczy jej w sumie na nic z frykasów, które pożerała oczami. Jej wrażliwy nos wychwytywał nęcące wonie, splecione ciasno korzenne pomysły tutejszych kubków smakowych, które i jej przypadały do gustu.
Trochę słabo, że w sklepie zapanowała taka cisza, kiedy jej brzuch skręciło w środku dając akompaniament przypominający otwieranie wielkich skrzypiących drzwi, choć wszyscy obecni wiedzieli przecież, cóż to mógł być za odgłos. Jej policzki zaczerwieniły się tak mocno, że piegi zniknęły z zasięgu wzroku. Podniosła się nieco sztywnawo i spojrzała skonsternowana na rozmawiających. W sumie nie musiała im się tłumaczyć, kto nie był głodny niech pierwszy rzuci kamieniem, czy coś. Niestety, już otworzyła usta:
— Ja nie wiem! — odpowiedziała nieco piskliwie. Jej angielski nieco śmierdział nietutejszością. — Ja nie wiem o kogo chodzi? Ktoś kradnie te… — najwonniejsze arcydzieła wszechświata, zupełnie jakbym jadła rubiny, jeśli to smakuje chociaż w połowie tak dobrze jak pachnie to umrę od kulinarnego orgazmu — wypieki?