Jeśli chodzi o Roberta, nie określiłby tego mianem niechęci. Nie widział tego w ten sposób. W grę wchodziła raczej obojętność. Partnerka była mu potrzebna przede wszystkim dla budowania odpowiedniego wizerunku własnej osoby. Do tego dochodziło też kilka innych kwestii, ale to nie czas i nie miejsce, żeby się nad tym rozwodzić.
Nie podobała mu się reakcja Elliotta na zadane pytanie. I pewnie dało się to nawet przez moment wychwycić w spojrzeniu Roberta. Te jednak szybko stało się na nowo obojętne. Takie jak wcześniej. Nie widział niczego nieodpowiedniego w swoim zachowaniu. Może byłoby inaczej, gdyby swoją partnerkę szanował, ale... do większości kobiet odnosił się w ten sam sposób. Raczej nie było to coś, czego nie dało się nie zauważyć. Nieszczególnie się z tym krył, choć z drugiej strony - nie można powiedzieć, żeby zbyt często się z tym obnosił.
Choć pewne słowa bardzo chętnie wydostałyby się na wolność, Mulciber zdołał ugryźć się w język. Jedyne co zrobił, to pociągnął za sobą Henriettę, wchodząc do pomieszczeń, które nie były dla niego obcymi. Nie był przy tym delikatnym. Określić można byłoby to nawet mianem szarpnięcia. Kiedy oddalili się od Elliotta na wystarczającą odległość, zdecydował się skierować do małżonki kilka słów.
- Następnym razem zważaj na słowa. I nie zapominaj o swoim miejscu. - nie zabrzmiało to w żadnym razie łagodnie. Nie mówił też głośno. Starał się nie ściągać na siebie nadmiernej uwagi. Byłoby to co najmniej nie na miejscu, a jak już zostało wspomniane, Robert przykładał sporą wagę do tego, aby zachowywać się w odpowiedni sposób. Oczywiście był to sposób odpowiedni przede wszystkim w oczach jego samego, co nie zawsze było tak samo odbierane przez osoby postronne.
Nie widząc nigdzie nikogo, z kim mógłby zamienić tych kilka słów, zatrzymał się przy jednym ze stołów. Sięgnął po drinki. Jeden dla siebie, drugi wybrał z myślą o Henriettcie. Oczywiście nie bardzo zwracał uwagę na to, co przyszło mu podać małżonce. Nie miało to dla niego większego znaczenia. Poza tym nie miał zielonego pojęcia na temat tego, co rudowłosa lubiła, za czym nie przepadała. Nie uważał, żeby było mu to do czegokolwiek potrzebne. Swojej głowy nie zamierzał traktować niczym śmietnika i wypełniać informacjami pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia.
Wysłuchał toastu, cholera wie jak inaczej miałby określić słowa Malfoya, a następnie zainteresował się występem krewnej. Jego spojrzenie wyraźnie złagodniało, kiedy dane mu było wysłuchać utworu. Muzyka klasyczna była czymś za czym przepadał od zawsze. Cenił. Tak samo jak i samą Stellę, choć nie znaczy to, że na jej temat miał lepszą opinię niż to miało miejsce w przypadku innych przedstawicielek płci pięknej.
- Powinniśmy podejść, pogratulować Stelli występu. Jest niesamowita. - zadecydował, kolejny raz nieco zbyt mocno ciągnąc za sobą partnerkę. Tym razem nie do końca świadomie. Liczyło się dla niego tylko to, żeby podejść do prowizorycznej sceny, złożyć dziewczynie gratulacje, na które ta zasługiwała. Cud, że przy tym tym całym uroku wiły o Henriettcie tak po prostu nie zapomniał.
Akcja nieudana