• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies

[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
30.03.2025, 13:19  ✶  

Nawet w taki dzień jak dziś potrafiła być biernym obserwatorem. Jak zwykle, niczym liść targany na wietrze historii. Jak zwykle w centrum wydarzeń, ale wciąż jakby nieobecna. Nigdy do końca tego nie rozumiał, ale ona wydawała się być nawet z tego zadowolona. Niemalże zerowy impakt na rzeczywistość, wciśnięta w sztucznie wykreowaną formę dwóch dupków z przerośniętym ego. Jeden jej nienawidził, za to wciąż pożądał. Drugi kochał, lecz nigdy nie wybierał. Zakładniczka własnego piękna.

- Taki komplement? Od Ciebie? Odparł unosząc brew, lekko rozbawiony jej otwarciem. Nie dla miłosierdzia i pomocy wzajemnej przywdział śmierciożerczą czerń. Nawet jeśli stwierdziła to ironicznie, nawet jeśli prześmiewczo, to jego ego wyłącznie rosło na takich pochlebstwach. Oczywiście, że chciał uchodzić za wielkiego złego. Mściciela czystej krwi i apologetę Czarnego Pana. - Kto jak kto, ale Kościana Księżniczka zna się na kurestwie najlepiej. Odpowiedział na złośliwość złośliwością, bo jeszcze wyszedłby na nietaktownego, nie odpowiadając na jej zaczepki. I tutaj musiał oddać Księżniczce co książęce, bo odbierać jej jedną z tych najważniejszych kwalifikacji to potworność. Pewnie zaraz mu odpowie coś o Lorettcie, bo tak zawsze było najłatwiej, na szczęście jego przestało już to obchodzić. W przeciwieństwie co do niektórych potrafił się odciąć od tego sprawiało, że był słaby i bezsilny. Dostrzegł też coś nietypowego dla jej obrazu. Albo przynajmniej dla tej wersji Ambrosie którą zwykle mu przedstawiała. Tak obce i niecodzienne dla niej spojrzenie, że nawet nie rozpoznał, że mógł to być uśmiech. Szczera radość, której jeszcze nigdy nie widział w jej oczach. Widział ją przecież uśmiechniętą nie raz. Czasem sztucznie w kpiącej z niego pozie. Częściej szyderczo, bo jedyne czym go częstowała to sarkazm oraz ironia, której nigdy mu nie żałowała. Ale radość? Emocja o którą nigdy by ją nie posądził. Nawet jeśli kiedyś sam miałby umrzeć, odejmując jej sporo trosk z życia, prędzej obstawiałby że głównie co poczuje to ulgę, niekoniecznie radość. Wydawało mu się, że dobrze ją znał. Sam stworzył wiele okazji, żeby wyciągnąć z niej to co najprawdziwsze. Bo ze szczęściem było już tak, że nawet ludzie w głębokiej depresji potrafili ją dobrze naśladować. Ale niechęć, apatia, nawet obrzydzenie. To coś czego nie dało się szczerze odtworzyć na życzenie.

- A Ty? Wybierasz się na bal? A może jesteś już z kimś dziś umówiona? Zbliżył się o kilka kroków jej stronę, uśmiechając się podstępnie. Przeciągnął wzrokiem od doły do góry i z powrotem. Oślizgłym spojrzeniem niemalże zmacał całą jej sylwetkę, ewidentnie pod wrażeniem jej kreacji. Nie przypominał sobie, żeby wybierał dla niej coś takiego z katalogów Rosierów. Aż ciężko było uwierzyć, że w cenie sykli można było dobrać coś takiego. Wszystko na niej idealnie współgrało z jej typową trupią aurą. Co jakiś czas zerkał niby ukradkiem na świat zza witryny. Ataraxia, jej miejsce było niczym bunkier. Bezpieczna kryjówka. Stąd pogrążony w anarchii Londyn wyglądał jeszcze piękniej. To jak kąpiel w oceanie rekinów w pomieszczeniu ze szkła i porcelany. Coś magicznego mocno działało na sentyment, pomimo że każdy widział to wszystko po raz pierwszy. - Będziesz mieć swoją rolę w tym wszystkim. Bezpieczeństwo kosztuje zabaweczko. Dobił w końcu do brzegu. Nie przyszedł tutaj przecież wzdychać do jej ramion i gawędzić o sukienkach. Była robota do zrobienia, dla nich wszystkich.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (3055), Louvain Lestrange (3210)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 23.03.2025, 01:05
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 25.03.2025, 16:46
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 30.03.2025, 13:19
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 02.04.2025, 03:31
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 15.04.2025, 00:52
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 15.04.2025, 21:30
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 26.04.2025, 21:34
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 07.05.2025, 07:38
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 21.05.2025, 23:20
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 27.06.2025, 18:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa