30.03.2025, 22:05 ✶
- Tak, pamiętam. Sprawdziłam jednak i skoro ogień miał związek z limbo, Twoja krew powinna się nadać. Wydaje mi się, że jeśli przyniosłaś stamtąd coś do.. Hm, nazwijmy to, naszego świata, to powinno działać w dwie strony. Źródło jest w ciele, a jednak jest dotknięte. Więc powinno być tak również z krwią, czy Twoim ciałem, skoro działa na nie tamten efekt. To mi się wydawało logicznym przypuszczeniem. Mogę się jednak mylić. - odparła po wysłuchaniu czarnowłosej, nie uciekając od niej spojrzeniem. To były skomplikowane sprawy, pełne niewiadomych. Limbo przypominało przecież znacznie potężniejszą i kryjącą większe niebezpieczeństwo, komnatę tajemnic. W całej tej tajemnicy było jednak coś pociągającego, zwłaszcza jeśli było się głodnym wiedzy. Cały jego wpływ na istoty śmiertelne, możliwe zmienienie lub zniekształcenie działania zaklęć, większy przepływ energii, który mógłby zachwiać lub zwiększyć efekt. Może gdyby nekromanta zdołał czerpać bezpośrednio z limba, wskrzeszanie kogoś i regeneracja ciała nawet od poziomu kości byłaby możliwa? Starała się zwykle nie fantazjować, nie snuć, podejrzeć, które nie opierały się na zatwierdzonych informacjach, ale grzebanie w sprawie zimna odrobinę ją do tego zachęcało.
- Dlaczego nie jestem zaskoczona tym błyskotliwym pomysłem z jego strony? - mruknęła pod nosem, nie mając absolutnie żadnego problemu z wyobrażeniem sobie aurora w tej sytuacji. Ciekawość u niego wygrywała z odpowiedzialnością chyba od zawsze.
Kącik ust jej drgnął, bo jeśli już Sauriel miałby być rycerzem na koniu, to ten niewątpliwie musiałby być czarny lub chociaż szary. Doceniała jednak zaangażowanie wampira, a fakt, że łączyły ich podobne priorytety, sprawiały, że wszystko pięknie mogło się zazębić. Cieszyła się, że jej przyjaciółka, siostra praktycznie, miała kogoś takiego, jak on w swoim życiu, nawet jeśli książę ciemności bywał wredny i humorzasty. W jakiś dziwny sposób większość mężczyzn, wśród których się obracały, miewało charakterek znacznie trudniejszy, niż większość kobiet. - Nie wątpię, ale są takie momenty, że nie trzeba radzić sobie samemu i można trochę odetchnąć. Zrobisz jednak tak, jak uznasz to za stosowne. - wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu przeciągające się odrobinę spojrzenie. Jeśli chciał, mógł skorzystać z worka, a jeśli nie był głodny, cóż, to znaczy, że był w pełni sił. To dobrze.
- Przydatne, jeśli będę potrzebowała obiektów do testów, zgłoszę się do Ciebie. Zaskakująco pasujesz do tego rynku, chociaż w zakładzie pogrzebowym byś się też odnalazł. Razem z.. - umilkła jednak, przypominając sobie, co mówiła Tori na temat Borgina i uśmiechnęła się jedynie krótko, wyganiając sprzed oczu obraz tej dwójki chcących zachować powagę przy świadczonych usługach. Z pewnością padłoby wiele komentarzy. Ton Sauriela nie raził jej w żaden sposób mógł brzmieć chłodno, paskudnie, niemiło lub też cynicznie, nie szkodzi, bo niczego to nie zmieniało. Ściągnęła jednak brwi, odrobinę zaskoczona, lustrując go mimowolnie wzrokiem. Czyżby Lestrange miał więcej sekretów, niż go podejrzewała?
- To tylko jedna z możliwości. Nie umiem Ci powiedzieć, co się wydarzy i czy w ogóle uda się zrobić cokolwiek z tą nietypową przypadłością.
Nie chciała jej okłamywać, więc starała się tego nie robić. Scenariuszy było wiele, ale Cynthia nie będzie w stanie powiedzieć, która droga będzie dla nich dostępna, dopóki nie dotrze do źródła problemu i bezpośrednio nie zobaczy, z czym mają do czynienia. - Nie martw się. - poprosiła ją jeszcze z tym charakterystycznym dla siebie spokojem, który miał kobiecie zasugerować, że jej przyjaciółka była gotowa praktycznie na wszystko. Musiała ją z tego wyciągnąć. Nie musiała zbawić całego świata, nie musiała ratować wszystkich — ale nie mogłaby żyć ze świadomością, że nie pomogła Victorii Lestrange. - Tak, splącze to. Dzięki temu będę mogła zareagować, jeśli coś się wydarzy w przyszłości. Chciałabym sprawić, jak zareaguje wówczas zimno, gdy dostanie innej energii. Czy zwolni, bo będzie musiało się od nowa zaadaptować. Myślałam też o próbie przeniesienia jej części na inny nośnik, co też ma ułatwić cmentarz — mnóstwo tu kości czarodziejów i ich artefaktów, które wciąż mają część ich źródła — tak zasugerowała mi znajoma z Nowego Orleanu. Być może zaabsorbują fragment, a mnie udałoby się to dokładniej zbadać.
Wyjaśniła jeszcze, nawiązując do jednej z wiedźm, które poznała w Stanach, a które miały znacznie więcej doświadczenia, niż ona. I chociaż ją uczyły, nie zdążyły przekazać Cynthii całej swojej wiedzy.
- Zadbałam o to, aby nasze bezpieczeństwo było priorytetem. Umiem też sprawnie manipulować energią, precyzyjnie, więc będę mogła szybko reagować, gdyby coś się działo. Magia bywa jednak kapryśna, nawet jeśli analizowałam to tysiące razy, nie znalazłam pewnie wszystkich wydarzeń, które mogą mieć miejsce. Musisz mi chyba po prostu zaufać.
Nie miała pojęcia, co więcej mogłaby jej powiedzieć. Ufała w swoje zdolności, bo poświęciła tej jednej dziedzinie praktycznie całe życie, mozolnie praktykując precyzje i prędkość, związywanie energii, przekaz, przerywanie, przekształcanie i zmianę działalności organizmu. To, co robiła teraz, odrobinę się różniło, bo korzystało z tego, co było już martwe, ale nie było to coś, czego się bała. Jedyny lęk, który towarzyszył jej dzisiejszego wieczora, dotyczył tego, że nic dla Tori nie zrobi. Louvain nie był zbyt pomocny, a jego Czarnoksiężnik nie kwapił się do dzielenia informacjami.
- Najpierw muszę się dostać do Twojego źródła i powiązać nasze energie, żebym mogła sprawniej działać. I zobaczymy, co się wydarzy z esencją zimna, gdy to zrobię.
Była pewna, że będzie chciała spróbować, chociaż część przenieść, zyskać dla Tori więcej czasu. Najprościej by było, gdyby istniał magiczny sposób otworzenia szczeliny, która prowadziła do Limbo i odesłanie tego, co ją zaatakowało, bezpośrednio tam, ale nie sądziła, że mogłaby to zrobić. Jeszcze nie teraz. Musiałaby więcej praktykować.
- Hmmm? - odwróciła spojrzenie na czarownicę, zerkając przez ramię. - To skomplikowane. Ostatnio wszystko jest paskudnie skomplikowane.- westchnęła w odpowiedzi, nie bardzo wiedząc, co dodać, bo była to sytuacja surrealistyczna. I nie umiała się jeszcze w tym wszystkim odnaleźć, zwłaszcza gdy ważniejszą sprawą był obecnie ten rytuał.
-No właśnie, skąd Ty o tym wiesz??
Żyli w czasach, gdzie trudno było ludziom wybierających na partnerów tę samą płeć, ale przecież i to się zdarzało. Z perspektywy czasu zrozumiała, że jej brat nie chciał angażować się w sprawy małżeństwa i prowadzenia rodu Flintów właśnie za sprawą swojej orientacji. Nie było w niej niczego złego, bo w końcu, co to Cynthię obchodziło, kto z kim sypiał i kogo kochał? Nie mogłaby też skreślić brata przez takie upodobania.
Gdy Sauriel wybrał sobie miejsce, Tori była ustawiona i wyjęła już wszystkie zawiniątka, westchnęła, odkładając dziennik. - Możemy zaczynać.
- Dlaczego nie jestem zaskoczona tym błyskotliwym pomysłem z jego strony? - mruknęła pod nosem, nie mając absolutnie żadnego problemu z wyobrażeniem sobie aurora w tej sytuacji. Ciekawość u niego wygrywała z odpowiedzialnością chyba od zawsze.
Kącik ust jej drgnął, bo jeśli już Sauriel miałby być rycerzem na koniu, to ten niewątpliwie musiałby być czarny lub chociaż szary. Doceniała jednak zaangażowanie wampira, a fakt, że łączyły ich podobne priorytety, sprawiały, że wszystko pięknie mogło się zazębić. Cieszyła się, że jej przyjaciółka, siostra praktycznie, miała kogoś takiego, jak on w swoim życiu, nawet jeśli książę ciemności bywał wredny i humorzasty. W jakiś dziwny sposób większość mężczyzn, wśród których się obracały, miewało charakterek znacznie trudniejszy, niż większość kobiet. - Nie wątpię, ale są takie momenty, że nie trzeba radzić sobie samemu i można trochę odetchnąć. Zrobisz jednak tak, jak uznasz to za stosowne. - wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu przeciągające się odrobinę spojrzenie. Jeśli chciał, mógł skorzystać z worka, a jeśli nie był głodny, cóż, to znaczy, że był w pełni sił. To dobrze.
- Przydatne, jeśli będę potrzebowała obiektów do testów, zgłoszę się do Ciebie. Zaskakująco pasujesz do tego rynku, chociaż w zakładzie pogrzebowym byś się też odnalazł. Razem z.. - umilkła jednak, przypominając sobie, co mówiła Tori na temat Borgina i uśmiechnęła się jedynie krótko, wyganiając sprzed oczu obraz tej dwójki chcących zachować powagę przy świadczonych usługach. Z pewnością padłoby wiele komentarzy. Ton Sauriela nie raził jej w żaden sposób mógł brzmieć chłodno, paskudnie, niemiło lub też cynicznie, nie szkodzi, bo niczego to nie zmieniało. Ściągnęła jednak brwi, odrobinę zaskoczona, lustrując go mimowolnie wzrokiem. Czyżby Lestrange miał więcej sekretów, niż go podejrzewała?
- To tylko jedna z możliwości. Nie umiem Ci powiedzieć, co się wydarzy i czy w ogóle uda się zrobić cokolwiek z tą nietypową przypadłością.
Nie chciała jej okłamywać, więc starała się tego nie robić. Scenariuszy było wiele, ale Cynthia nie będzie w stanie powiedzieć, która droga będzie dla nich dostępna, dopóki nie dotrze do źródła problemu i bezpośrednio nie zobaczy, z czym mają do czynienia. - Nie martw się. - poprosiła ją jeszcze z tym charakterystycznym dla siebie spokojem, który miał kobiecie zasugerować, że jej przyjaciółka była gotowa praktycznie na wszystko. Musiała ją z tego wyciągnąć. Nie musiała zbawić całego świata, nie musiała ratować wszystkich — ale nie mogłaby żyć ze świadomością, że nie pomogła Victorii Lestrange. - Tak, splącze to. Dzięki temu będę mogła zareagować, jeśli coś się wydarzy w przyszłości. Chciałabym sprawić, jak zareaguje wówczas zimno, gdy dostanie innej energii. Czy zwolni, bo będzie musiało się od nowa zaadaptować. Myślałam też o próbie przeniesienia jej części na inny nośnik, co też ma ułatwić cmentarz — mnóstwo tu kości czarodziejów i ich artefaktów, które wciąż mają część ich źródła — tak zasugerowała mi znajoma z Nowego Orleanu. Być może zaabsorbują fragment, a mnie udałoby się to dokładniej zbadać.
Wyjaśniła jeszcze, nawiązując do jednej z wiedźm, które poznała w Stanach, a które miały znacznie więcej doświadczenia, niż ona. I chociaż ją uczyły, nie zdążyły przekazać Cynthii całej swojej wiedzy.
- Zadbałam o to, aby nasze bezpieczeństwo było priorytetem. Umiem też sprawnie manipulować energią, precyzyjnie, więc będę mogła szybko reagować, gdyby coś się działo. Magia bywa jednak kapryśna, nawet jeśli analizowałam to tysiące razy, nie znalazłam pewnie wszystkich wydarzeń, które mogą mieć miejsce. Musisz mi chyba po prostu zaufać.
Nie miała pojęcia, co więcej mogłaby jej powiedzieć. Ufała w swoje zdolności, bo poświęciła tej jednej dziedzinie praktycznie całe życie, mozolnie praktykując precyzje i prędkość, związywanie energii, przekaz, przerywanie, przekształcanie i zmianę działalności organizmu. To, co robiła teraz, odrobinę się różniło, bo korzystało z tego, co było już martwe, ale nie było to coś, czego się bała. Jedyny lęk, który towarzyszył jej dzisiejszego wieczora, dotyczył tego, że nic dla Tori nie zrobi. Louvain nie był zbyt pomocny, a jego Czarnoksiężnik nie kwapił się do dzielenia informacjami.
- Najpierw muszę się dostać do Twojego źródła i powiązać nasze energie, żebym mogła sprawniej działać. I zobaczymy, co się wydarzy z esencją zimna, gdy to zrobię.
Była pewna, że będzie chciała spróbować, chociaż część przenieść, zyskać dla Tori więcej czasu. Najprościej by było, gdyby istniał magiczny sposób otworzenia szczeliny, która prowadziła do Limbo i odesłanie tego, co ją zaatakowało, bezpośrednio tam, ale nie sądziła, że mogłaby to zrobić. Jeszcze nie teraz. Musiałaby więcej praktykować.
- Hmmm? - odwróciła spojrzenie na czarownicę, zerkając przez ramię. - To skomplikowane. Ostatnio wszystko jest paskudnie skomplikowane.- westchnęła w odpowiedzi, nie bardzo wiedząc, co dodać, bo była to sytuacja surrealistyczna. I nie umiała się jeszcze w tym wszystkim odnaleźć, zwłaszcza gdy ważniejszą sprawą był obecnie ten rytuał.
-No właśnie, skąd Ty o tym wiesz??
Żyli w czasach, gdzie trudno było ludziom wybierających na partnerów tę samą płeć, ale przecież i to się zdarzało. Z perspektywy czasu zrozumiała, że jej brat nie chciał angażować się w sprawy małżeństwa i prowadzenia rodu Flintów właśnie za sprawą swojej orientacji. Nie było w niej niczego złego, bo w końcu, co to Cynthię obchodziło, kto z kim sypiał i kogo kochał? Nie mogłaby też skreślić brata przez takie upodobania.
Gdy Sauriel wybrał sobie miejsce, Tori była ustawiona i wyjęła już wszystkie zawiniątka, westchnęła, odkładając dziennik. - Możemy zaczynać.