Z całą stanowczością, na czystą logikę, najlepszym sposobem byłoby teraz się... odmeldować. Tak po prostu wziąć, powiedzieć "hasta la vista, baby" i wyjść. Z alkoholem i ciastkami pod paszką. Albo najlepiej nic nie mówić, żeby dwójka duchów nie przypomniała sobie o ich istnieniu, kiedy już zajęli się sobą. A zajęli, ooooj zajęli! Usteczka Sauriela, w przeciwieństwie do tych Airanowych, były zamknięte. Za to uniósł brwi i siupnął sobie dużego łyka whisky. Na nietrzeźwo ten spektakl będzie jak nic jeszcze lepszy. A już zapowiadało się na świetną komedię.
- Ha! Nie wierzcie w te jego plecione bajki. - Spojrzała w kierunku słuchaczy, a Sauriel z pełnym przekonaniem pokiwał głową, że tak tak, totalnie nie wierzy, na pewno racja była po JEJ stronie! W zasadzie to w chuju to miał, po prostu chciał utrzymać pozór, żeby duch się nagle do niego nie dosrał. Odebrał wrażenie, że tutaj bardzo łatwo było zostać tą trzecią stroną, na którą przechodzi kłótnia. Więc trzeba było taktycznie. - Moja matka była kobietą światłą i wykształconą. Już jako medyczka w szpitalu Munga pomogła wielu parom, które nie mogły doczekać się dziecka. Tylko i wyłącznie dzięki niej doczekaliśmy się pierwotnego! Jej nauki nie poszły ci na marne! - Kobieta uniosła dumnie podbródek i trochę podfrunęła do góry. Tak parę centymetrów, żeby móc spojrzeć na męża... z góry.
- Musiało być pani bardzo ciężko. - Powiedział Sauriel ze współczuciem, a przynajmniej taką jego ilością, jaką był w stanie udawać. Czyli całkiem sporą. Nawet zrobił smutną minę przy tym, ściągnął brwi i znowu kiwał głową. I uniósł butelkę, by wypić za kobiety zdrówko. Przynajmniej tego jednego łyczka. Mógł się powstrzymać, ale jednak wcale nie mógł. Bo nie chciał. Jego szok i niedowierzanie, a potem wkurw, zaczęły przechodzić w rozbawienie tym całym absurdem.
- Nawet dziecko rozumie, że twoja praca, twój urząd, że seks z tobą był utrapieniem! Musiałam szydełkować godzinami w fotelu, żeby zapomnieć, jak fatalnie mnie kochałeś, ACH! - Zrobiła dramatyczną pozycję, przykładając dłoń do czoła jakby tu zaraz miała zemdleć.
- Jakie sześćdziesiąt lat, ty nawiedzony sklerotyku, PIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ! I pewnie nawet nie pamiętasz, jaką sukienkę miałam na naszej rocznicy! HA! Ty nawet nie pamiętasz, jaką miałam na pięćdziesiątą rocznicę! A była taka piękna, z koronkami...
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.