01.04.2025, 19:51 ✶
— No widzisz, bo tu dochodzimy do fundamentalnego problemu, bo jeśli chodzi o kajdanki, to akurat one są bardzo praktyczne. Łatwe w użyciu, szybkie do zapięcia, wytrzymałe… — urwał, przez chwilę faktycznie rozważał kwestię ich skuteczności. Po czym spojrzał na polityka spod przymrużonych powiek. — Ale skoro masz takie teoretyczne doświadczenie w tej kwestii, może powinieneś złożyć oficjalny wniosek o poprawę wyposażenia aurorów. Tylko nie wiem, czy Ministerstwo zgodziłoby się na piętnaście metrów liny w standardowym zestawie — o czym oni właściwie pierdolili? O tym, że po prostu lubili mieć pewność, że to oni trzymają końca liny? Z takimi myślami w głowie aurora spodnie dołączyły do reszty, buty wcześniej zostawił w domku. Nie krępował się, bo ciało było tylko ciałem, a obecność drugiego mężczyzny jakkolwiek by nie chciał, nie była w stanie go speszyć (nie pierwszy raz rozbierał się przed kimś w półmroku… Chociaż rzadko w tak leniwej atmosferze).
— Mam znajomego, który w podobnych okolicznościach uznałby za stosowne pokazać mi tyłek — oznajmił z pełnym przekonaniem, bo toż to było absolutnie nieuniknione prawo natury. Zszedł za towarzyszem do term, zanurzył się powoli, pozwalając aby gorąca woda objęła go stopniowo i przyzwyczajając ciało do temperatury. Milczał przez dłuższą chwilę, oparł się wygodnie o śliską krawędź zbiornika. — Jak tylko nadarzyłaby się okazja, rzuciłby ciuchy w kąt i wchodziłby do wody jakby to była jego osobista wanna. A jak ktoś by się gapił, to tylko bardziej by wypinał dupsko, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróci wzrok. No ale ty to chyba nie ten typ co? Za dużo klasy, za mało chęci do robienia ludziom traumatycznych wspomnień — najwyraźniej Julian Bletchley lubił rozmawiać o tyłku swojego przyjaciela. Może sam był gorszy, bo był przekonany, że każda okazja była dobra, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróciłby wzrok. Zamknął na moment oczy. Auror pozwolił, aby ciepło wody i gęste powietrze nasycone siarką wprowadziły go w ten osobliwy stan zawieszenia, w którym rzeczywistość wydawała się mniej surowa, a intencje mniej groźne. Co sprawiło, że nagle stał się łagodny i potulny jak baranek? Że zrezygnował z czujności, którą jeszcze przed chwilą trzymał się kurczowo? Był to alkohol, który spłynął przez gardło jak rozgrzane złoto i roztapiając napięcie w mięśniach? Był to dźwięk znajomego języka, czy sam Anthony, który w tej poświacie parujących term wyglądał prawie że niewinnie? W ostatnich tygodniach czasu na relaks było mało, a kiedy przychodziło co do czego, to wiedział, aby nie zwieść iluzji. Jednakże z jakiegoś powodu pozwolił jej na siebie działać.
— Miałem podobną sprawę bodajże dwa lata temu — zaczął i sięgnął po szklankę, może alkohol mógł pomóc mu wyłuskać z pamięci szczegóły. — Ktoś z biura rzucił mi wtedy pomysł, żeby zamiast szukać odpowiedniego sędziego, sprawić tak, aby sędziowie zaczęli zgłaszać się sami. Więc tak też i stało. O śledztwie zrobiło się głośno i nagle ci wszyscy prawi, nieskazitelni przedstawiciele Temidy zaczęli walić drzwiami i oknami, przekonani, że oto nadarza się ich wielka chwila. Nie każdy musi mieć ambicję, żeby rządzić. Czasem wystarczy tylko podrażnić ego i dać im uwierzyć, że to ich jedyna szansa na wielkość — myślał głośno. — Ale nie jestem do końca przekonany, czy tędy droga w tym przypadku. Szukaj wśród Crouchów jak już — Wizengamot miał przecież młodziutką Virginię, ale rysy znacznie złagodniały na stare wspomnienie sprzed dekady, kiedy to Bones musiał się tłumaczyć z świerszczyków w szufladzie biurka, a sam Bletchley w sercu zaadoptował małego zdenerwowanego jak kotek zjeżonego od czubka uszu po końcówkę ogona stażystę z tych Crouchów. Opróżnił wreszcie szklankę po raz drugi. Może to był alkohol. Może rodzimy język. A może był to Anthony.
— Mam znajomego, który w podobnych okolicznościach uznałby za stosowne pokazać mi tyłek — oznajmił z pełnym przekonaniem, bo toż to było absolutnie nieuniknione prawo natury. Zszedł za towarzyszem do term, zanurzył się powoli, pozwalając aby gorąca woda objęła go stopniowo i przyzwyczajając ciało do temperatury. Milczał przez dłuższą chwilę, oparł się wygodnie o śliską krawędź zbiornika. — Jak tylko nadarzyłaby się okazja, rzuciłby ciuchy w kąt i wchodziłby do wody jakby to była jego osobista wanna. A jak ktoś by się gapił, to tylko bardziej by wypinał dupsko, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróci wzrok. No ale ty to chyba nie ten typ co? Za dużo klasy, za mało chęci do robienia ludziom traumatycznych wspomnień — najwyraźniej Julian Bletchley lubił rozmawiać o tyłku swojego przyjaciela. Może sam był gorszy, bo był przekonany, że każda okazja była dobra, żeby sprawdzić, kto pierwszy odwróciłby wzrok. Zamknął na moment oczy. Auror pozwolił, aby ciepło wody i gęste powietrze nasycone siarką wprowadziły go w ten osobliwy stan zawieszenia, w którym rzeczywistość wydawała się mniej surowa, a intencje mniej groźne. Co sprawiło, że nagle stał się łagodny i potulny jak baranek? Że zrezygnował z czujności, którą jeszcze przed chwilą trzymał się kurczowo? Był to alkohol, który spłynął przez gardło jak rozgrzane złoto i roztapiając napięcie w mięśniach? Był to dźwięk znajomego języka, czy sam Anthony, który w tej poświacie parujących term wyglądał prawie że niewinnie? W ostatnich tygodniach czasu na relaks było mało, a kiedy przychodziło co do czego, to wiedział, aby nie zwieść iluzji. Jednakże z jakiegoś powodu pozwolił jej na siebie działać.
— Miałem podobną sprawę bodajże dwa lata temu — zaczął i sięgnął po szklankę, może alkohol mógł pomóc mu wyłuskać z pamięci szczegóły. — Ktoś z biura rzucił mi wtedy pomysł, żeby zamiast szukać odpowiedniego sędziego, sprawić tak, aby sędziowie zaczęli zgłaszać się sami. Więc tak też i stało. O śledztwie zrobiło się głośno i nagle ci wszyscy prawi, nieskazitelni przedstawiciele Temidy zaczęli walić drzwiami i oknami, przekonani, że oto nadarza się ich wielka chwila. Nie każdy musi mieć ambicję, żeby rządzić. Czasem wystarczy tylko podrażnić ego i dać im uwierzyć, że to ich jedyna szansa na wielkość — myślał głośno. — Ale nie jestem do końca przekonany, czy tędy droga w tym przypadku. Szukaj wśród Crouchów jak już — Wizengamot miał przecież młodziutką Virginię, ale rysy znacznie złagodniały na stare wspomnienie sprzed dekady, kiedy to Bones musiał się tłumaczyć z świerszczyków w szufladzie biurka, a sam Bletchley w sercu zaadoptował małego zdenerwowanego jak kotek zjeżonego od czubka uszu po końcówkę ogona stażystę z tych Crouchów. Opróżnił wreszcie szklankę po raz drugi. Może to był alkohol. Może rodzimy język. A może był to Anthony.