02.04.2025, 08:43 ✶
Niestety londyńska socjeta miała przeorane mózgi. Ludzie na rynku matrymonialnym (co za paskudna nazwa) traktowani byli jak rasowe lub nierasowe psy. A jak można wziąć takiego, który może równie dobrze okazać się kundlem? Brzmiało to okropnie, ale z takim podejściem Icarus spotykał się zdecydowanie za często. Ojciec czasem mu wypominał, że trudno będzie zaaranżować dla niego małżeństwo. Jakby fakt, że się urodził był jego własną winą. Icarus coraz częściej przypominał sobie takie teksty. Wcześniej uznawał je za świętą prawdę, że to on robił coś złego. Jednak po zastanowieniu się, to w większości były jakieś wymysły Dedalusa.
— Wiesz co? Masz rację. Pierdolić socjetę. Nie żyjemy w dziewiętnastym wieku, żeby przejmować się ich opinią — odparł stanowczo. Miał już dosyć oceniania się przez pryzmat tego, co sobie wymyślą patriarchowie czystokrwistych rodów. Liczyć się powinno dla niego tylko zdanie osób, na których mu zależało: Mony, rodzeństwa, przyjaciół. — Damy z towarzystwa mają więc pecha. Moje serce już jest zajęte. I to przez kobietę, z którą by nie śmiały rywalizować. Nikt by nie chciał być zjedzony przez smoka...
To były odważne słowa. Tak odważne, że otoczony tym całym alkoholem, miał ochotę się sztachnąć dla animuszu. Jednak poprzysiągł sobie, że nie będzie pił. Nie wiedział przez jak długi czas. Nie było to łatwe. Ręce mu odrobinę drżały, myśli często krążyły wokół tego palącego smaku. W swojej szklance miał sok winogronowy, przypominający odrobinę wino. Może musiał się oszukiwać, zanim znajdzie spokój ducha potrzebny do tego, by już na dobre przestać pić.
Coś na dworze chyba spadło z któregoś budynku. Ari usłyszał jakieś głuche łupnięcie.
— Nieźle dziś balują — rzucił. — Mam nadzieję, że nikomu się nic nie stało.
— Wiesz co? Masz rację. Pierdolić socjetę. Nie żyjemy w dziewiętnastym wieku, żeby przejmować się ich opinią — odparł stanowczo. Miał już dosyć oceniania się przez pryzmat tego, co sobie wymyślą patriarchowie czystokrwistych rodów. Liczyć się powinno dla niego tylko zdanie osób, na których mu zależało: Mony, rodzeństwa, przyjaciół. — Damy z towarzystwa mają więc pecha. Moje serce już jest zajęte. I to przez kobietę, z którą by nie śmiały rywalizować. Nikt by nie chciał być zjedzony przez smoka...
To były odważne słowa. Tak odważne, że otoczony tym całym alkoholem, miał ochotę się sztachnąć dla animuszu. Jednak poprzysiągł sobie, że nie będzie pił. Nie wiedział przez jak długi czas. Nie było to łatwe. Ręce mu odrobinę drżały, myśli często krążyły wokół tego palącego smaku. W swojej szklance miał sok winogronowy, przypominający odrobinę wino. Może musiał się oszukiwać, zanim znajdzie spokój ducha potrzebny do tego, by już na dobre przestać pić.
Coś na dworze chyba spadło z któregoś budynku. Ari usłyszał jakieś głuche łupnięcie.
— Nieźle dziś balują — rzucił. — Mam nadzieję, że nikomu się nic nie stało.