02.04.2025, 21:41 ✶
— Ciekawe czy smok kiedykolwiek na coś takiego zasługiwał. Poza tym te gady bywają strasznie kapryśne — i terytorialne, pomyślała, bo Icarus znowu to robił. Znowu sprawiał, że jej serce biło mocniej, coś w jej wnętrzu drżało. Mało dostrzegalnie i nieuchwytnie, ale niezaprzeczalnie. Serce. Jego serce. Zarezerwowane. Kobieta odwróciła wzrok, ale uśmiech zatańczył jej na ustach, ponieważ jednak po raz pierwszy od dawna wszystko było proste. Bez cienia przeszłości kładącego się między nimi, bez słów, które grzęzłyby w gardle zanim zdołałyby wybrzmieć. Po prostu siedzieli, rozmawiali i śmiali się, a Icarus z naturalną swobodą nalewał jej kolejnego drinka. Patrzyła na jego pewne i precyzyjne dłonie, które poruszały się z łatwością przy obsłudze baru. Poza tym było coś jeszcze. Czasem w zupełnie nieodpowiednich momentach myślała o nim za dużo. O tym jak jego dłoń przypadkiem zetknęła się z jej ramieniem, jak raz nachylił się, zeby coś powiedzieć, a ciepło jego oddechu musnęło jej skórę. Jak wtedy w drodze do księgarni ich palce splotły się na zbyt krótką chwilę, jak pozwolił jej się o siebie oprzeć tamtej nocy po incydencie w alejce. Jak trzymał ją wtedy blisko, jak jego obecność koiła. Jak wtedy gdy… Wszystkie momenty pamiętała nadwyraz irytującego wyraźnie, a siedząc przed nim na wysokim stołku przed barem czuła się zawstydzona tym jak bardzo wyczekiwała kolejnej okazji, aby znaleźć się bliżej niego.
— Hm? Dzisiaj piątek. I tak chyba nie masz dużo ludzi…
Na zewnątrz ktoś krzyknął. Dźwięk przytłumiony na tyle, aby wydawał się być w połowie drogi między śmiechem a rozpaczą.
— Hm? Dzisiaj piątek. I tak chyba nie masz dużo ludzi…
Na zewnątrz ktoś krzyknął. Dźwięk przytłumiony na tyle, aby wydawał się być w połowie drogi między śmiechem a rozpaczą.