03.04.2025, 14:43 ✶
Wiadomość dostarczył Millie baldwinowy gołąb przyjemniaczek bliżej południa 9.09.1972 (do rąk własnych, albo zostawił tam, gdzie na pewno dziewczyna znalazła). I chociaż sam ptak zdawał się nie ucierpieć to list naskrobano na brudnym od popiołu, nieco pogniecionym kawałku pergaminu.
Żyjesz?!
Nie dopadł Cię nikt z fanklubu tego Czarnego Pojeba? Banda debili. Rozjebali pół Londynu w imię jakiś wyższych, chuja wartych idei. Jak Ministrialnym psów nie lubię, tak nawet wam współczuję.
Ja pierdolę co za Noc, nie? Słyszałem, że ludziom całe chałupy zjarało. Jak potrzebujesz gdzieś przekimać przez kilka dni - mam wolną kanapę. Zimno w chuj, bo okna od żaru potrzaskały, ale to ponoć zdrowe spać w chłodzie. Mam jakiś koc jak coś.
Odezwij się jeśli żyjesz.
A jeśli nie żyjesz... To też się odezwij, ok?
09.09.1972, Londyn
Mills!Żyjesz?!
Nie dopadł Cię nikt z fanklubu tego Czarnego Pojeba? Banda debili. Rozjebali pół Londynu w imię jakiś wyższych, chuja wartych idei. Jak Ministrialnym psów nie lubię, tak nawet wam współczuję.
Ja pierdolę co za Noc, nie? Słyszałem, że ludziom całe chałupy zjarało. Jak potrzebujesz gdzieś przekimać przez kilka dni - mam wolną kanapę. Zimno w chuj, bo okna od żaru potrzaskały, ale to ponoć zdrowe spać w chłodzie. Mam jakiś koc jak coś.
Odezwij się jeśli żyjesz.
A jeśli nie żyjesz... To też się odezwij, ok?
xoxo,
Baldwin
List spłonął po przeczytaniu.