04.02.2023, 19:45 ✶
- Co właściwie planujesz robić przez następne dwa miesiące, skoro nie pracujesz? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany, bo o ile znał Castiela, tak przeczuwał, że nie będzie on w stanie po prostu siedzieć w miejscu, ewentualnie plewić ogródka. On zawsze o czymś myślał, ciągle poszukiwał czegoś nowego. Wiedział o tym już od Cynthii, ale też zdążył zauważyć przez ostatnie tygodnie, zwłaszcza gdy odrywał Flinta od pracy. – Jakie prawdopodobieństwa?
Uśmiechnął się pod nosem, słuchając o testach, badaniach i raportach. Zdecydowanie brzmiało jak ta bardziej uporządkowana strona Casa. Ta, w której nie było miejsca na jakikolwiek chaos, więc spodziewał się, że raczej nie zostanie do niej dopuszczony. Im dłużej obserwował blondyna, tak po prostu, uświadamiał sobie, że sam był zbyt roztrzepany i niespójny, by rzeczywiście zajmować się pracą naukową. To nie Fergus miał być tym poważnym człowiekiem, który osiągnie coś wielkiego, uratuje świat, a potem jeszcze znajdzie chwilę na wypicie kawy. On raczej pozostawał destrukcją, przed którą ten świat trzeba było chronić.
- Są, a mam wrażenie, że moja rodzina ma już u nich raczej przechlapane – przyznał, zamyślając się na moment nad tym, jak bardzo Castiel miał rację. Elliott zdawał się wówczas niezwykle zmyślnie operować słowami, bez zbędnego wysiłku korzystając z formuł i argumentów, nad którymi Fergus musiałby myśleć z tydzień i nauczyć się wszystkich na pamięć. Chaos Ollivanderów przeciwko zorganizowaniu Malfoyów. Wiadomym było, kto miał większą szansę wygrać ten pojedynek.
- Co sobie zrobiłeś? – zapytał, nie przypominając sobie, by Castiel wspominał mu o jakimkolwiek wypadku. Z drugiej strony mógł mieć on miejsce w momencie, gdy niespecjalnie ze sobą rozmawiali. I tak był na tyle ciekawy, by chcieć o tym usłyszeć. Potrzebował rozrywki, a starcie Flinta z panią Bulstrode mogło mu ją zapewnić. – Mnie groziła paraliżem, bo za bardzo się ruszam. Ale muszę przyznać, że nie pogardziłbym tym, jeśli miałoby przestać boleć i swędzieć.
Nawet sterylność mogła kojarzyć się ze smrodem: z ziołowymi eliksirami, środkami dezynfekującymi i czymś niezidentyfikowanym, lekko gorzkawym, co było po prostu zapachem szpitala. Znajdował się w tym miejscu jako pacjent chyba po raz pierwszy w życiu i zdecydowanie miał dość. Jeśli amortencja miała jakieś przeciwieństwo, aseptyczność i jałowość byłyby tym, co wywoływałoby u niego dreszcz obrzydzenia.
- A zasłużyłeś? – zapytał z pozostającym na twarzy uśmiechem osoby, która coś kombinowała, by zaraz zacząć go łaskotać. – Hej, oszukujesz! – jęknął, gdy Castiel chwycił jego rękę, uniemożliwiając mu tym samym dalsze drażnienie go. Zdecydował się skorzystać się z drugiej dłoni, choć gwałtowny ruch mógł nieco zaszkodzić gojącej się ranie. Czego się nie robiło dla zwycięstwa? Został jednak zaskoczony nagłym pocałunkiem. Zdecydowanie oszukujesz, przeszło mu przez myśl, ale zaniechał dalszych prób łaskotania Flinta. Przymknął oczy, oparł uniesioną do ataku dłoń o jego biodro i oddał się pocałunkowi. Pocałowanie go wtedy w wodzie było jedną z niewielu spraw w jego życiu, których naprawdę nie żałował. Gdyby tego nie zrobił, zapewne nie mógłby teraz powtórzyć. Za pierwszym razem obawiasz się, że oberwiesz w twarz, albo że już nigdy więcej go nie zobaczysz. Kiedy to jednak nie następuje, a osoba, której pragniesz, nadal pozostaje u twojego boku, już się nad niczym nie zastanawiasz. Po prostu zamykasz oczy i czujesz bliskość kogoś, kogo towarzystwo uwielbiasz; nie liczy się cały świat poza dotykiem ust i dłoni i ciepłym oddechem. Jego usta wciąż smakowały skrzelozielem. Fergus musiał przyznać, że całowanie Casa stało się jego nowym ulubionym zajęciem. Czuł pod palcami ciepło skóry Flinta, a mimo to zaczynał wątpić, czy znów nie śnił. Wszystko jednak było prawdziwe, a przez to jeszcze bardziej ulotne i niebezpieczne, nieprzewidywalne. Jednak niezależnie od tego, czy była to jawa, czy tylko nocna mara, blondyn rzeczywiście znajdował się tuż obok.
- Ja ciebie też, Cas – powiedział równie cicho, uśmiechając się szeroko i mrużąc przy tym oczy. Pozwolił mu zerknąć na zegarek i zaraz zatopił uwolnioną z uścisku dłoń w jego włosach, chcąc ponownie wciągnąć go w pocałunek. Zrobił to jednak zbyt gwałtownie, przesuwając się nie w tę stronę, w którą powinien. Sam nie wiedząc kiedy, zsunął się z łóżka, ciągnąc za sobą Castiela, aż obaj uderzyli w twarde płytki podłogowe. Fergus jęknął, czując nieprzyjemny ból przechodzący prądem po jego kręgosłupie. – Przepraszam – jęknął, gubiąc się w plątaninie ich własnych rąk i nóg.
Uśmiechnął się pod nosem, słuchając o testach, badaniach i raportach. Zdecydowanie brzmiało jak ta bardziej uporządkowana strona Casa. Ta, w której nie było miejsca na jakikolwiek chaos, więc spodziewał się, że raczej nie zostanie do niej dopuszczony. Im dłużej obserwował blondyna, tak po prostu, uświadamiał sobie, że sam był zbyt roztrzepany i niespójny, by rzeczywiście zajmować się pracą naukową. To nie Fergus miał być tym poważnym człowiekiem, który osiągnie coś wielkiego, uratuje świat, a potem jeszcze znajdzie chwilę na wypicie kawy. On raczej pozostawał destrukcją, przed którą ten świat trzeba było chronić.
- Są, a mam wrażenie, że moja rodzina ma już u nich raczej przechlapane – przyznał, zamyślając się na moment nad tym, jak bardzo Castiel miał rację. Elliott zdawał się wówczas niezwykle zmyślnie operować słowami, bez zbędnego wysiłku korzystając z formuł i argumentów, nad którymi Fergus musiałby myśleć z tydzień i nauczyć się wszystkich na pamięć. Chaos Ollivanderów przeciwko zorganizowaniu Malfoyów. Wiadomym było, kto miał większą szansę wygrać ten pojedynek.
- Co sobie zrobiłeś? – zapytał, nie przypominając sobie, by Castiel wspominał mu o jakimkolwiek wypadku. Z drugiej strony mógł mieć on miejsce w momencie, gdy niespecjalnie ze sobą rozmawiali. I tak był na tyle ciekawy, by chcieć o tym usłyszeć. Potrzebował rozrywki, a starcie Flinta z panią Bulstrode mogło mu ją zapewnić. – Mnie groziła paraliżem, bo za bardzo się ruszam. Ale muszę przyznać, że nie pogardziłbym tym, jeśli miałoby przestać boleć i swędzieć.
Nawet sterylność mogła kojarzyć się ze smrodem: z ziołowymi eliksirami, środkami dezynfekującymi i czymś niezidentyfikowanym, lekko gorzkawym, co było po prostu zapachem szpitala. Znajdował się w tym miejscu jako pacjent chyba po raz pierwszy w życiu i zdecydowanie miał dość. Jeśli amortencja miała jakieś przeciwieństwo, aseptyczność i jałowość byłyby tym, co wywoływałoby u niego dreszcz obrzydzenia.
- A zasłużyłeś? – zapytał z pozostającym na twarzy uśmiechem osoby, która coś kombinowała, by zaraz zacząć go łaskotać. – Hej, oszukujesz! – jęknął, gdy Castiel chwycił jego rękę, uniemożliwiając mu tym samym dalsze drażnienie go. Zdecydował się skorzystać się z drugiej dłoni, choć gwałtowny ruch mógł nieco zaszkodzić gojącej się ranie. Czego się nie robiło dla zwycięstwa? Został jednak zaskoczony nagłym pocałunkiem. Zdecydowanie oszukujesz, przeszło mu przez myśl, ale zaniechał dalszych prób łaskotania Flinta. Przymknął oczy, oparł uniesioną do ataku dłoń o jego biodro i oddał się pocałunkowi. Pocałowanie go wtedy w wodzie było jedną z niewielu spraw w jego życiu, których naprawdę nie żałował. Gdyby tego nie zrobił, zapewne nie mógłby teraz powtórzyć. Za pierwszym razem obawiasz się, że oberwiesz w twarz, albo że już nigdy więcej go nie zobaczysz. Kiedy to jednak nie następuje, a osoba, której pragniesz, nadal pozostaje u twojego boku, już się nad niczym nie zastanawiasz. Po prostu zamykasz oczy i czujesz bliskość kogoś, kogo towarzystwo uwielbiasz; nie liczy się cały świat poza dotykiem ust i dłoni i ciepłym oddechem. Jego usta wciąż smakowały skrzelozielem. Fergus musiał przyznać, że całowanie Casa stało się jego nowym ulubionym zajęciem. Czuł pod palcami ciepło skóry Flinta, a mimo to zaczynał wątpić, czy znów nie śnił. Wszystko jednak było prawdziwe, a przez to jeszcze bardziej ulotne i niebezpieczne, nieprzewidywalne. Jednak niezależnie od tego, czy była to jawa, czy tylko nocna mara, blondyn rzeczywiście znajdował się tuż obok.
- Ja ciebie też, Cas – powiedział równie cicho, uśmiechając się szeroko i mrużąc przy tym oczy. Pozwolił mu zerknąć na zegarek i zaraz zatopił uwolnioną z uścisku dłoń w jego włosach, chcąc ponownie wciągnąć go w pocałunek. Zrobił to jednak zbyt gwałtownie, przesuwając się nie w tę stronę, w którą powinien. Sam nie wiedząc kiedy, zsunął się z łóżka, ciągnąc za sobą Castiela, aż obaj uderzyli w twarde płytki podłogowe. Fergus jęknął, czując nieprzyjemny ból przechodzący prądem po jego kręgosłupie. – Przepraszam – jęknął, gubiąc się w plątaninie ich własnych rąk i nóg.