05.04.2025, 19:45 ✶
— Ministerstwo to faktycznie czasem jak bagno z hydrami. Odetniesz jedną głowę, odrosną dwie — przyznała z uśmiechem. Co właściwie wtedy jej Jonathan zasugerował o Prewettach? ,,Przeklęte geny... Rozumiem, ale nie wszystko złotem, co się świeci moja droga, mówiłaś, że ten Icarus był Prewettem, tak? Może lepiej, że nie jesteś z kimś kto bogaci się jedynie na zysku kasyn i stracie cudzych pieniędzy”. Kasyna, hazard, szemrane układy… To przecież nie musi być od razu mafia, prawda? — Skąd nagle to porównanie do mafii? To już któryś raz jak słyszę sugestie, że… — przyznała ze zmarszczonymi brwiami i już miała opowiedzieć coś więcej o tym, co zasugerował starszy Slaywin tamtego sierpniowego popołudnia, ale nie zdążyła. To był krzyk, który kaleczył gardło i obudziłby martwego. Czysty, nieoszlifowany paniczny wrzask. Włosy stanęły jej dęba. Wymieniła spojrzenie z Icarusem. A potem drzwi do baru z hukiem się otworzyły, uderzając w ścianę. Wpadł chłopak. Może siedemnaście lat. Sadza oblepiała mu twarz, włosy miał spalone na końcach, kurtkę postrzępioną. Cały trząsł się jak struna.
— Londyn płonie! — wrzasnął. — Pożar! Pożar! Na matkę, wszystko się pali! To nie ogień… To magia, jakaś cholerna, ogromna magia! — i wtedy uderzyła fala ciśnienia. Powietrze nagle zgęstniało, ściany baru zadrżały. Ktoś ponownie krzyknął. Siedzieli w barze, odcięci od nocy, która zaczynała się gotować za murami. Rozbrzmiewały głuche, rytmiczne huki z zewnątrz. Mona zerwała się z krzesła.
— Londyn płonie! — wrzasnął. — Pożar! Pożar! Na matkę, wszystko się pali! To nie ogień… To magia, jakaś cholerna, ogromna magia! — i wtedy uderzyła fala ciśnienia. Powietrze nagle zgęstniało, ściany baru zadrżały. Ktoś ponownie krzyknął. Siedzieli w barze, odcięci od nocy, która zaczynała się gotować za murami. Rozbrzmiewały głuche, rytmiczne huki z zewnątrz. Mona zerwała się z krzesła.