06.04.2025, 17:34 ✶
Icarus wzdrygnął się, zapytany o mafię. Nie lubił tego faktu na swój temat, nie czuł się z nim dobrze. Tak naprawdę starał się przecież ograniczać kontakty z Okiem. Czasem podsłuchiwał kilentów i przekazywał Laurentowi informacje, a członkowie gangu byli często w Convivium mile widziani. O ile oczywiście się dobrze zachowywali. Nie zmieniało to oczywiście faktu, że tatuaż wciąż znajdował się na jego przedramieniu. Że za sprawą ojca został członkiem organizacji, która robiła złe rzeczy. Nie tak złe, jak śmierciożercy, ale nie można było być z tego dumnym.
Po chwili jednak do Convivium wbiegł nastolatek krzyczący, że Londyn stanął w ogniu. Icarus najpierw nie dowierzał. Stał przez chwilę jak wryty, nie mogąc się ruszyć. Dopiero głośne skrzypnięcie sufitu i smród dymu uświadomiły go o tym, że chłopak mówił prawdę. Panika rozgorzała w sercach klientów. Zaczeli miotać się, zbierać swoje rzeczy i wybiegać z baru. Mimo, że było ich mało, udało się im stłumić w wejściu.
— Musimy uciekać, Mo. Nie możemy dłużej tu zostać — wydusił z siebie, po czym zakaszlał, bo witrażowane okno obok niego się otworzyło, wpuszczając do baeu Convivium obrzydliwy, duszący dym. Pachniał jak śmierć. Icarus poczuł, jak oczy mu zaczęły łzawić. Podbiegł jednak do Mony i objął ją ramieniem — Wyjdźcie po kolei, bo jak bogów kocham, wszyscy się tu udusimy!
Zaraz cały jego dobytek miał zapewne być pożarty przez płomienie. To, na co pracował przez te dwa lata miało przepaść w ciągu jednej nocy. Nie liczyło się to ani trochę. Nie w momencie, w którym życie Mony było zagrożone.
Kochał ją. Nie było na to lepszego dowodu. W przypadku katastrofy to ona była ważna. Byłby gotów porzucić to wszystko, na co pracował, byle by Monie nic się nie stało. Mógł sam rzucić się w płomienie, by ją uratować. Nie żeby miał zamiar to robić w tej chwili. Chciał bowiem żyć, by być blisko niej.
Klienci przetarabanili się przez drzwi, a Icarus wypadł wraz z nimi na ulicę. To, co się działo stanowiło kompletny armageddon. Ludzie uciekali w panice, budynki płonęły, ich kawałki upadały z hukiem na ziemię. Gdzieniegdzie zalegali ranni. Icarus dostrzegł faceta, któremu ktoś tamował krwawiącą obficie nogę. Jedna kobieta krzyczała, bo odłamki szkła poharatały jej policzek.
Czerwień i czerń, dym i ogień. Saturn nawiedził Londyn, a śmierć zbierała swe żniwo. Kto mógł być za to odpowiedzialny? Icarus spojrzał w niebo i poznał odpowiedź. Znak czaszki i węża patronował całemu temu chaosowi. Śmierciożercy. Zło wcielone.
Po chwili jednak do Convivium wbiegł nastolatek krzyczący, że Londyn stanął w ogniu. Icarus najpierw nie dowierzał. Stał przez chwilę jak wryty, nie mogąc się ruszyć. Dopiero głośne skrzypnięcie sufitu i smród dymu uświadomiły go o tym, że chłopak mówił prawdę. Panika rozgorzała w sercach klientów. Zaczeli miotać się, zbierać swoje rzeczy i wybiegać z baru. Mimo, że było ich mało, udało się im stłumić w wejściu.
— Musimy uciekać, Mo. Nie możemy dłużej tu zostać — wydusił z siebie, po czym zakaszlał, bo witrażowane okno obok niego się otworzyło, wpuszczając do baeu Convivium obrzydliwy, duszący dym. Pachniał jak śmierć. Icarus poczuł, jak oczy mu zaczęły łzawić. Podbiegł jednak do Mony i objął ją ramieniem — Wyjdźcie po kolei, bo jak bogów kocham, wszyscy się tu udusimy!
Zaraz cały jego dobytek miał zapewne być pożarty przez płomienie. To, na co pracował przez te dwa lata miało przepaść w ciągu jednej nocy. Nie liczyło się to ani trochę. Nie w momencie, w którym życie Mony było zagrożone.
Kochał ją. Nie było na to lepszego dowodu. W przypadku katastrofy to ona była ważna. Byłby gotów porzucić to wszystko, na co pracował, byle by Monie nic się nie stało. Mógł sam rzucić się w płomienie, by ją uratować. Nie żeby miał zamiar to robić w tej chwili. Chciał bowiem żyć, by być blisko niej.
Klienci przetarabanili się przez drzwi, a Icarus wypadł wraz z nimi na ulicę. To, co się działo stanowiło kompletny armageddon. Ludzie uciekali w panice, budynki płonęły, ich kawałki upadały z hukiem na ziemię. Gdzieniegdzie zalegali ranni. Icarus dostrzegł faceta, któremu ktoś tamował krwawiącą obficie nogę. Jedna kobieta krzyczała, bo odłamki szkła poharatały jej policzek.
Czerwień i czerń, dym i ogień. Saturn nawiedził Londyn, a śmierć zbierała swe żniwo. Kto mógł być za to odpowiedzialny? Icarus spojrzał w niebo i poznał odpowiedź. Znak czaszki i węża patronował całemu temu chaosowi. Śmierciożercy. Zło wcielone.