06.04.2025, 19:06 ✶
Ach tak: miał położyć się na leżance, powiedzieć o tym, co go trapiło... Było to tak oczywiste, niemal stereotypowe. Zresztą czego innego się spodziewał? Ze Fawley rzuci na niego jakieś zaklęcie i mu przejdzie? A może jeszcze lepiej? Przecież psychiatra mógłby podłączyć go do jakiejś nieziemskiej maszyny i jak w mugolskich filmach, razić go błyskawicami, aż ból przepędziłby wszelkie złe myśli.
Usiadł na zielonej leżance. Starał się wyglądać na wyluzowanego, choć w tym celu musiał położyć sobie dłoń na kolanie, ustabilizować je, by nie latało tak jak zwykle, gdy się stresował. Ojciec nazywał to "niewskazaną nadpobudliwością" i twierdził, że powinien był to powstrzymywać. Robert nie mógł pielęgnować negatywnych nawyków takich jak ten. Były też inne rzeczy tego typu. Rozkręcanie różnych urządzeń i składanie ich z powrotem. Kręcenie guzikami przy rękawach marynarki, które sprawiało, że często musiał przyszywać sobie guziki z powrotem. Tak jakby siedziała w nim jakaś siła, która fundamentalnie nie zgadzała się ze światem.
Fawley jednak brzmiał jak fachowiec (Robert uznał, że jego słowa należały do jakiegoś żargonu magipsychiatrów). Może miał rację? Może trzeba było się przyjrzeć bliżej problemom Croucha, by potem się nich skuteczniej pozbyć. W końcu nie miał pojęcia, jak to wszystko działało.
— Można w sumie zacząć od tego, że moja córka wyjechała do Hogwartu. Wie pan, to jej pierwszy rok. Wcześniej była cały czas ze mną, a teraz w moim domu jest tak... pusto. Martwię się o nią, choć nie powinienem. Trafiła do Slytherinu, może dlatego, że jest ambitna jak diabli. Wie pan zapewne, czego chce każdy rodzic chce dla swojego dziecka? Żeby miało lepsze życie. Żeby nie powtarzało jego błędów i żeby on nie powtarzał błędów własnych rodziców — rozgadał się. Chyba nie na temat. Jednak powoli zmierzał do sedna — Kilka dni po tym, jak wyjechała, znalazłem na półce w moim domu pozytywkę. Na oczy jej wcześniej nie widziałem, myślałem, że to moja córka zostawiła ją w domu. Jednak, gdy ją podniosłem, muzyka przeniosła mnie do jednego z moich wspomnień. Najgorsze, że nawet nie jestem panu w stanie o nim powiedzieć. Wiem tylko, że... było bolesne. Wiązało się z moją matką. Gdybym tylko pamiętał jej słowa... Ale zatraciły się. To zostawiło mnie w jakimś stanie skołowania. Tak jakbym nie wiedział, czy to się działo na jawie czy we śnie. Zwaliłem to wtedy na zmęczenie, pracowałem cały dzień.
Wreszcie zawiesił się. Trudno mu było mówić o Dziewczynce z Zapałkami. Wiedział, że będzie musiał wreszcie do niej przejść. Zdekoncentrował się, noga już mu latała ze stresu. Coś się w nim zablokowało. Jakby te wspomnienia, które przywołała wtedy Dziewczynka były zbyt intymne. Zbyt bolesne. Matko, przecież nie mógł ich streścić w całości...
Usiadł na zielonej leżance. Starał się wyglądać na wyluzowanego, choć w tym celu musiał położyć sobie dłoń na kolanie, ustabilizować je, by nie latało tak jak zwykle, gdy się stresował. Ojciec nazywał to "niewskazaną nadpobudliwością" i twierdził, że powinien był to powstrzymywać. Robert nie mógł pielęgnować negatywnych nawyków takich jak ten. Były też inne rzeczy tego typu. Rozkręcanie różnych urządzeń i składanie ich z powrotem. Kręcenie guzikami przy rękawach marynarki, które sprawiało, że często musiał przyszywać sobie guziki z powrotem. Tak jakby siedziała w nim jakaś siła, która fundamentalnie nie zgadzała się ze światem.
Fawley jednak brzmiał jak fachowiec (Robert uznał, że jego słowa należały do jakiegoś żargonu magipsychiatrów). Może miał rację? Może trzeba było się przyjrzeć bliżej problemom Croucha, by potem się nich skuteczniej pozbyć. W końcu nie miał pojęcia, jak to wszystko działało.
— Można w sumie zacząć od tego, że moja córka wyjechała do Hogwartu. Wie pan, to jej pierwszy rok. Wcześniej była cały czas ze mną, a teraz w moim domu jest tak... pusto. Martwię się o nią, choć nie powinienem. Trafiła do Slytherinu, może dlatego, że jest ambitna jak diabli. Wie pan zapewne, czego chce każdy rodzic chce dla swojego dziecka? Żeby miało lepsze życie. Żeby nie powtarzało jego błędów i żeby on nie powtarzał błędów własnych rodziców — rozgadał się. Chyba nie na temat. Jednak powoli zmierzał do sedna — Kilka dni po tym, jak wyjechała, znalazłem na półce w moim domu pozytywkę. Na oczy jej wcześniej nie widziałem, myślałem, że to moja córka zostawiła ją w domu. Jednak, gdy ją podniosłem, muzyka przeniosła mnie do jednego z moich wspomnień. Najgorsze, że nawet nie jestem panu w stanie o nim powiedzieć. Wiem tylko, że... było bolesne. Wiązało się z moją matką. Gdybym tylko pamiętał jej słowa... Ale zatraciły się. To zostawiło mnie w jakimś stanie skołowania. Tak jakbym nie wiedział, czy to się działo na jawie czy we śnie. Zwaliłem to wtedy na zmęczenie, pracowałem cały dzień.
Wreszcie zawiesił się. Trudno mu było mówić o Dziewczynce z Zapałkami. Wiedział, że będzie musiał wreszcie do niej przejść. Zdekoncentrował się, noga już mu latała ze stresu. Coś się w nim zablokowało. Jakby te wspomnienia, które przywołała wtedy Dziewczynka były zbyt intymne. Zbyt bolesne. Matko, przecież nie mógł ich streścić w całości...