• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett

[08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#2
12.04.2025, 17:07  ✶  

Po odbytej rozmowie z Charlesem, w drodze powrotnej do kamienicy, pozwolił sobie przy okazji wstąpić do Olibanum. Sprawdzić, jak wygląda sytuacja w sklepie. Zabrać kilka świec i kadzideł do zrealizowania jednego zamówienia, które niespodziewanie dnia wczorajszego zostało złożone przez sowę. Stracił współpracę z jedną firmą, lecz wciąż miał umowy z innymi.

Dokonując tego, co planował w sklepie, wychodząc, zamknął drzwi porządnie i zabezpieczył zaklęciem. Spojrzał na wyniszczony napis przez lata, ani razu nieodnawiany. Pomyślał, ile to planów miał z bratem do zrealizowania. A teraz nie widział sensu ich realizować. Nie bez niego.

Wrócił do kamienicy. Skierował się do gabinetu, komunikując skrzatom, że śniadanie zjadł u syna. Domyślał się, że będą go o to pytać, szczególnie Selar, wykazująca bardziej troskę o domowników. Wychodząc z rana, Richard nie tknął śniadania. Jedynie poprosił o kawę, aby przyniesiono mu do gabinetu. Potrzebował być sam. Zrealizować zamówienie, wysłać sowę i przemyśleć kilka spraw. Podjąć także decyzję, czy warto pisać wyjaśnienia do Lorraine. Lecz ilekroć spoglądał na napisany przez nią list, o definitywnym zakończeniu współpracy. Tym bardziej czuł dziwną przegraną. Nie powinno go dziwić, skoro jest spokrewniona z Baldwinem, chroni go jak członka rodziny i mu wierzy. Jak on sam, powinien wierzyć swoim dzieciom.

Mijały godziny, a Richard pozostawał w gabinecie, ogarniając papierową pracę. Próbował skupić się na czymś innym. Zająć myśli pracą, zamówieniami. To jednak nie pomagało. A że był sam w kamienicy ze skrzatami, oznajmił im że obiadu nie zje. Nie miał apetytu. Kolejnego dnia, wypalił paczkę papierosów, opróżniając także papierośnicę.


Właśnie tego późnego wieczora, stał przy biurku i ją uzupełniał, dopalając papierosa. Tytoń był jego pożywką. Mając nadzieję, że jeżeli faktycznie szkodzi zdrowiu, to zabije go szybko. Panujący spokój w kamienicy został naruszony. Na zewnątrz dało się słyszeć jakiś huk. Hałas? Zmarszczył brwi, zamykając uzupełnioną papierośnicę i chowając do tylnej kieszeni czarnych spodni. Podszedł do okna, odsuwając zasłonę. W oddali widział płonący budynek. Nieopodal niego, kolejny. Tuż za ogrodzeniem ich kamienicy.

- Co do cholery…
Jeszcze nie miał pojęcia co się wyprawiało na dzielnicy mugolskiej.
- Panie Richardzie!
Teleportowała się Selar do jego gabinetu, odwracając mu uwagę, którą skierował od razu na skrzatkę.
- Selar jest przerażona. Dach się pali.
Zakomunikowała skrzatka wyglądając na przerażoną.

Richard od razu wyjął różdżkę i opuścił gabinet aby to sprawdzić. Wychodząc na korytarz, kierując się na schody do góry, usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, które pokryło część pomieszczenia. Ktoś wybił im szybę w oknie. Ogień jednak był ważniejszy do opanowania, jeżeli faktycznie taki był. Udał się, zatem na strych, aby ocenić straty. Dymiło się, kiedy dotarł na miejsce. Belenos na szczęście działał, próbując ugasić ogień. Richard machnął różdżką, wyczarowując strumień wody, aby wzmocnić gaszenie płomieni. I choć sytuację mieli opanowaną, dach był zwęglony. Opadła sadza na wielu meblach, kartonach i innych rzeczach, opadła. Nie mieli jednak czasu na sprzątanie. Richard od razu skierował się do pomieszczenia na strychu, które mieli przeznaczone na sowiarnię. Upewnił się, że ptakom nic się nie stało. Były niespokojne, ale odetchnął z ulgą, że w tej części strychu, dach w miarę zachował się. Sytuacja była niepewna. A kiedy podszedł do okna, aby je im otworzyć, zobaczył jak dzielnicę trawi ogień. Nie wszędzie, ale w wielu zamieszkanych domach mugoli i mugolaków. A mroczny znak nad ich domami, nie był jeden. Było ich wiele.

Zaczęło się.
Zostawił okno otwarte, aby w razie zagrożenia ponownym pożarem kamienicy, mogły odlecieć. Następnie Richard zszedł na dół, zabierając ze sobą Belenosa. Weszli do pomieszczenia, gdzie wcześniej usłyszał dźwięk stłuczonego szkła. Jadalnia. Tam wybito im szybę.
- Panie Richardzie. Co się dzieje?
Zapytał Belenos, w tej chwili też dołączyła do nich Selar. Richard machnięciem różdżki rozsunął zasłony w całym pomieszczeniu, aby mieli widok na okolice.
- To co widać. Rewolucja.
Oznajmił, marszcząc brwi. Przechodząc zaraz do salonu, gdzie wykonał ten sam ruch różdżką, rozsuwając zasłony z okien. Dzielnica stanęła w ogniu. Mroczny znak był widoczny nad wieloma posiadłościami. Spalonymi, podpalonymi, czy nawet będących w gruzie. Oby skrzatom opadły uszy.
"Czy też to widzisz? – zapytał myślami, jakby swojego brata. Czy jako śmierciożercy nie dążyli do tego, aby pokazać siłę? Żeby pokazać się, gdzie jest miejsce mugoli i mugolaków? A tym bardziej zdrajców?
Richard przez moment się zamyślił wpatrując w języki zaklęć, jakie pojawiały się i znikały między oddalonymi od ich ogrodzenia budynkami.
- Panie Richardzie?
Zapytała Selar, jakby czekała z Belenosem na instrukcje. Co powinni zrobić?
Richard powoli spojrzał na nich, po czym znów w stronę okna. 
- Zachowajcie czujność i ostrożność.
Zostawił ich na moment w salonie, wydając polecenia dość standardowe. Sam musiał coś sprawdzić. Ocenić sytuację z zewnątrz. Ubrał swój czarny płaszcz i wyszedł przed kamienicę, poprawiając kołnierz. Różdżkę wciąż trzymając w dłoni. Stanął na ulicy, zadzierając głowę w górę, aby upewnić się, że nad ich kamienicą, nie ma nic. I nie było. Z kolei kamienice obok sąsiadujące, nieco ucierpiały. Jak nie z pożarem, tak okna miały powybijane. Drzwi rozwalone.
- Mordercy.
Usłyszał Richard gdzieś z pobliżu męski głos. Obejrzawszy się, dostrzegł mugolaka. Czarodziej brudnej krwi. Rozejrzał się jeszcze w upewnieniu, czy do niego te słowa kierował.
- Tak. Do Ciebie mówię!
Powtórzył mężczyzna a Richard skupił na nim poważny wzrok.
- Twoja rodzina za to odpowiada.
Wydarł się ponownie, drżącą ręką celując w Mulcibera z różdżki.
- Nie mamy z tym nic wspólnego.
Wyjaśnił mu ze spokojem. Jakby ten cały atak na dzielnicę Londynu mu nie przeszkadzał. Bo ich dom, nie ucierpiał. Ich to nie dotyczyło. Jego rodziny.
- Nie? Od lat tu mieszkacie. Pewnie jesteście szpiegiem tego szaleńca i czekaliście na moment do ataku!
Wydzierał się dalej, ukazując odwagę w słowach, nie bojąc się wytknąć coś Richardowi, co mogło nawet i prawdą nie być. A może i było?
- Opuść różdżkę.
Zwrócił mu dość stanowczo uwagę, aby do niego nie celował.
- Nie wyprzesz się tego! Jak Twój krewniak Julius! Ministerstwo Was dosięgnie! Zobaczysz! Zaślepieni jesteście władzą i zachłyśnięci czystością krwi. Tacy jak my was nic nie obchodzą!
Richard słysząc te słowa zacisnąć dłoń na swojej różdżce. Powstrzymywał się od rzucenia zaklęciem w miejscu publicznym. Mając świadomość, że wokół są mugole. Gdy obejrzał się, zebrało wokół kilkoro ludzi. Obserwowali. Coś szeptali.
- Radzę Ci przestać.
Ostrzegł do Richard ostrzejszym tonem, wciąż powstrzymując się od rzucenia zaklęciem.
- Bo co mi zrobisz?! Hipokryci. Zadumani w sobie. Sprawiedliwość was dopadnie. Mój ojciec pamięta co zrobiliście, jak rządził Nobby Leah.
Odgrażał się dalej i Richard już miał wycelować w niego różdżkę, kiedy to nagle pojawiła się kobieta, chwytająca pyskującego szlamę.
- James, daj spokój. Szkoda na takich czasu. Musimy uciekać. Pamiętaj o dzieciach.
Żona mężczyzny próbowała go odciągnąć o kolejnego konfliktu i zmusić do odpuszczenia sobie. Posłuchał. Powoli opuszczając różdżkę i oddalając z nią do samochodu, gdzie czekała dwójka dzieci.

Mulciber obserwował jak mężczyzna się oddalał, ale zaraz rozejrzał się po innych osobach, które miały wpatrzone nienawistnie w jego kierunku spojrzenie. Wycofał się ostatecznie do kamienicy, zamykając za sobą drzwi.

- Banda nieudaczników. Oby zdechli.
Skomentował do siebie zachowanie szlamy. Wyjrzał przez okno dyskretnie, aby sprawdzić, czy wciąż tam byli. Za ich ogrodzeniem, po drugiej stronie ulicy. Część wciąż stała, część ruszyła do ucieczki albo udzielania innym pomocy. Richard nie chciał narażać swojej reputacji i rodziny na publiczne użycie magii, na oczach innych. Znajdzie jakiś sposób, aby tego mugolaka uciszyć raz na zawsze. Chyba, że szybciej padnie ofiarą śmierciożerców. Co by go jedynie wyręczyli.

Upływający czas był wielką niewiadomą co wydarzy się dalej. Jak długo ten atak potrwa. Można było odnieść wrażenie, że atakujący przemieszczali się i pozostawiali za sobą popiół i ruinę, ruszając dalej. Kamienica Mulciberów przetrwała jakimś cudem atak i kolejny ogień nie dotknął jej fundamentów. Richard nie jednokrotny obchód zrobił, zmierzając na najwyższe piętra. Już wtedy coś mu nie pasowało. Wszędzie, z piętra na piętro osadzała się sadza. Logicznym dla niego byłoby jej osadzenie się tylko na strychu. Ale kiedy zajrzał do swojego pokoju, nie spodziewał się jej dostrzec na swoich meblach. Zmarszczył brwi, zaglądając do kolejnych pomieszczeń. Pokoi synów, córki, brata, rodziców. Sytuacja była taka sama. Docierając na parter, zaczęła się osadzać na kolejnych meblach. Dotknął materiału kanapy i przetarł w palcach u dłoni. Próbował wytrzeć o spodnie, ale nic to nie dawało.

- Panie Richardzie. Sadza jest wszędzie.
Powiedziała Selar, przynosząc mu do pokazania kosz z owocami. Co znaczyło, że w kuchni także.
- Uniknęliśmy większych zniszczeń i pożaru…
Na głos szukał logicznego zrozumienia co się właśnie dzieje z kamienicą. Aż wtedy, gdy spojrzał na ścianę, gdzie padało światło nocy. Dostrzegł docisk dłoni. Serce mu zabiło mocniej. Odruchowo dotknął się karku, jakby w przeświadczeniu że dusza jego brata mogłaby gdzieś tutaj być. To jednak nie mogła być prawda. I choć na karku nic nie miał, to odcisk dłoni na ścianie mu o tej klątwie przypominał.
- Klątwa?
Wypowiedział na głos. Pierwsze, co przyszło mu do głowy. Skrzatka nie wiedziała jak na to zareagować. Z przerażeniem dużych oczu wpatrując się w miejsce odciśniętej dłoni na ścianie.
- Panie Richardzie. Belenos próbował wyczyścić stół w jadalni. Sadza nie chce zejść.
Poinformował go drugi ze skrzatów.
- Na wszelki wypadek. Spakujcie niezbędne i najcenniejsze rzeczy. Później powiem wam co dalej.
Poinstruował skrzaty, a te udały się wykonać polecenie. W salonie został już sam.
Nie w głowie było mu opuszczanie rodzinnego domu. Choć raz już to zrobił, nie myślał o porzucaniu go na pastwę losu, kiedy to miejsce dosięgła jakaś klątwa. Być może, było to coś innego?

W pierwszej wersji udał się do swojego pokoju, wyjmując z szafy swoją specjalną, magiczną torbę podróżną, która miała to zadanie bycia bardzo głęboką w środku. Dzięki temu, mógł bez problemu przywozić pozyskaną masę książek dla Roberta ze Skandynawii. Często służyła mu do przeprowadzek. Spakował do niej swoje ubrania i przedmioty jakie posiadał. Udał się następnie do pokoju Roberta, z niego zabierając wszystko co po bracie zostało, włącznie z ubraniami. Przy zabieraniu szaty śmierciożercy się na moment zatrzymał. Wypadła z niej także maska. Mógłby tego użyć. Przez moment przeszło mu to przez myśl. Nie miał jednak czasu aby się nad tym zastanawiać. Schował wszystko do torby. Pokój zamknął i udał ostatecznie do gabinetu, aby z biurka pozbierać najważniejsze księgi, pisma, listy. Sięgnął po szkatułkę, w której mieli świstokliki. Sprawdził ile w jaką stronę im pozostało. Spokojnie mogliby się przenieść do Szkocji jak i do Norwegii. Wyjął po dwa przedmioty mugolskiego pochodzenia, pełniącego rolę świstoklika. Schował do kieszeni spodni, resztę w szkatułce do torby. Torbę zapiętą już i spakowaną, pozostawił pod biurkiem. Im ciemniej robiło się na zewnątrz, co ciężko było można odczuć przez ogień na zewnątrz, nieugaszony w niektórych budynkach, coraz bardziej dawało się odczuć klątwę w kamienicy. Odciski dłoni zaczęły pojawiać się częściej. Wszędzie. Jakby ich zadaniem było dawać poczucie lokatorom o swojej obecności. Że są obserwowani. Że po nich idą. Richard, który już był świadom posiadania klątwy podobnego typu przez brata, nie robiło na nim wrażenia, lecz zachowywał czujność. Co innego skrzaty, których niepokój na każdym kroku był odczuwalny.

Gdy Selar i Belenos spakowali to co im nakazał Richard, Mulciber podszedł do nich i wręczył Selar spinkę do włosów, która była świstoklikiem.

- Udasz się do rezydencji mojej matki w Szkocji. Dotrzymasz towarzystwa Sophie i poczekasz tam aż do was dołączę. Belenos zostaniesz tutaj.
Oba skrzaty zrozumiały polecenie i Selar za pomocą świstoklika, wraz z torbą rzeczy, przeniosła się do Szkocji. Richard z Belenosem zostali w kamienicy.

W obliczu tego wydarzenia, które niespodziewanie wybuchło tejże nocy, Richard wierzył, że jego dzieciaki sobie poradzą. Po to ich szkolił, aby w trudnych warunkach umieli sobie poradzić i ze sobą współpracować. Być może powinien martwić się o Charlesa. Ale póki był z Leonardem, nie obawiał o niego.

W momencie kiedy Scarlett postanowiła go szukać, Richard był na strychu z sowami. Upewniając się, że nic im nie jest, pomimo tego, czym skażona została kamienica. Pogłaskał obie. Swoją i Roberta. Okno wciąż było otwarte. Mogłoby się wydawać, że atak się wyciszał.

Wtem usłyszał, że ktoś go wołał. Głos Scarlett. Opuścił strych i zszedł na dół. Na sobie miał standardowo czarny sweter i spodnie a na sobie także i płaszcz. Podczas całego ogarniania i zabezpieczania miejsca, pakowania i czuwania, nie zdejmował go.

- Scarlett?
Odezwał się. Aby córka nie miała problemu z odnalezieniem go. Możliwe, że spotkali się na korytarzu jednego z pięter.


@Scarlett Mulciber

_________________
Rozegranie spalonych kart dłonie i narastająca nienawiść.
Przewaga: Odwaga - nie odczuwanie strachu przez obecność "klątwy dłoni" w kamienicy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (3202), Scarlett Mulciber (2093)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 05.04.2025, 13:56
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Richard Mulciber - 12.04.2025, 17:07
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 21.04.2025, 11:40
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Richard Mulciber - 29.04.2025, 13:02
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 18.05.2025, 07:18
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Richard Mulciber - 27.05.2025, 00:31
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 15.06.2025, 20:38
RE: [08.09.1972] Odcisk dłoni | Richard&Scarlett - przez Richard Mulciber - 15.07.2025, 21:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa