12.04.2025, 19:15 ✶
Czy wiedziałeś, że dopiero w 1916 roku wydano(...) - już wiedział. Od tej chwili do momentu śmierci, pamiętając o tym fakcie za każdym razem, gdy jego oczy osiądą na kominku.
Zerknął za siebie, zupełnie odruchowo. Cóż, gdyby takowe żeliwne kraty zdobiły jej kominek prawdopodobnie jego też dosięgnąłby takowy wypadek. Już bez nich miał wrażenie, że pękną albo kominkowe cegły, albo jego ramiona - nie był to zdecydowanie najwygodniejszy środek transportu. A jednak nie miało to teraz znaczenia. Nic nie miało znaczenia, gdy spoglądał na jego przeszłość.
Zapach jej krwi uderzył o jego nozdrza, a wzrok się wyostrzył. Próbował zlokalizować ranę i szybko połączył ją z różą, której płatki bezszelestnie uderzały o starą podłogę.
Gdy wstała, delikatnie przechylił głowę w bok, wsłuchując się w jej melodyjny głos, którego nie słyszał na żywo przeszło 15 lat. A jednak mimo, iż na jej ustach gościł uśmiech, miał wrażenie, że jest go zbyt mało.
Nie pisał, była to prawda. Nie wiedział dlaczego tym razem było inaczej - czy uznał, że teraz jest godny aby stanąć naprzeciw niej? A może nostalgia przezwyciężyła wolę?
Dobył jej dłoni, którą przyciągnął do swoich ust, delikatnie muskając wargami zraniony opuszek.
-Mia dolce - szepnął niskim, mrukliwym głosem, skupiając się na gładkiej skórze na jej dłoni - Nie jestem aż takim masochistą
Nie wiedział dlaczego odezwał się teraz - może nekrolog jej męża, widziany ukradkiem w jednej z gazet było w pewien sposób zachętą. A może usprawiedliwieniem własnych pobudek? wymyślonym powodem, aby ich spojrzenia na powrót się skrzyżowały.
-Gdybym Ci się oświadczał, Loricina, uklęknął bym... Bo przed damą należy paść do stóp... Jak wtedy, na trzecim roku, gdy białe kwiaty wianka, przyozdobiły twoje lśniące loki, odbijając blade światło księżyca - powoli opuścił jej drobną dłoń. Jej oczy tamtej nocy skradły wszystkie gwiazdy, pozostawiając niebo opustoszałe.
-Acz mogę poczekać tydzień - dodał żartobliwie, a na jego usta wpłynął rozbawiony uśmiech, gdy pozwalał jej dłoni wysunąć się, umknąć jego palcom.
-Długo byliście małżeństwem? - zagaił. Kobieta nie wyglądała na szczególnie zrozpaczoną, acz wiedział, że to nie znaczyło nic. Ona potrafiła skrzętnie chować to co chciała skryć. Pokazywać to co chciała abyś widział. Życie z nią było istnym wyzwaniem, wieczną grą w ciepło zimno. Niezłe z nią miał szkolenie na temat kobiet i tego jak absurdalny jest to gatunek.
-Z żałobą Ci do twarzy - dodał, zjeżdżając wzrokiem z jej oczu na usta, kolejno na szyje, powoli zsuwając spojrzenie na jej ramiona, które skryty były za półprzezroczystą tkaniną.
Zerknął za siebie, zupełnie odruchowo. Cóż, gdyby takowe żeliwne kraty zdobiły jej kominek prawdopodobnie jego też dosięgnąłby takowy wypadek. Już bez nich miał wrażenie, że pękną albo kominkowe cegły, albo jego ramiona - nie był to zdecydowanie najwygodniejszy środek transportu. A jednak nie miało to teraz znaczenia. Nic nie miało znaczenia, gdy spoglądał na jego przeszłość.
Zapach jej krwi uderzył o jego nozdrza, a wzrok się wyostrzył. Próbował zlokalizować ranę i szybko połączył ją z różą, której płatki bezszelestnie uderzały o starą podłogę.
Gdy wstała, delikatnie przechylił głowę w bok, wsłuchując się w jej melodyjny głos, którego nie słyszał na żywo przeszło 15 lat. A jednak mimo, iż na jej ustach gościł uśmiech, miał wrażenie, że jest go zbyt mało.
Nie pisał, była to prawda. Nie wiedział dlaczego tym razem było inaczej - czy uznał, że teraz jest godny aby stanąć naprzeciw niej? A może nostalgia przezwyciężyła wolę?
Dobył jej dłoni, którą przyciągnął do swoich ust, delikatnie muskając wargami zraniony opuszek.
-Mia dolce - szepnął niskim, mrukliwym głosem, skupiając się na gładkiej skórze na jej dłoni - Nie jestem aż takim masochistą
Nie wiedział dlaczego odezwał się teraz - może nekrolog jej męża, widziany ukradkiem w jednej z gazet było w pewien sposób zachętą. A może usprawiedliwieniem własnych pobudek? wymyślonym powodem, aby ich spojrzenia na powrót się skrzyżowały.
-Gdybym Ci się oświadczał, Loricina, uklęknął bym... Bo przed damą należy paść do stóp... Jak wtedy, na trzecim roku, gdy białe kwiaty wianka, przyozdobiły twoje lśniące loki, odbijając blade światło księżyca - powoli opuścił jej drobną dłoń. Jej oczy tamtej nocy skradły wszystkie gwiazdy, pozostawiając niebo opustoszałe.
-Acz mogę poczekać tydzień - dodał żartobliwie, a na jego usta wpłynął rozbawiony uśmiech, gdy pozwalał jej dłoni wysunąć się, umknąć jego palcom.
-Długo byliście małżeństwem? - zagaił. Kobieta nie wyglądała na szczególnie zrozpaczoną, acz wiedział, że to nie znaczyło nic. Ona potrafiła skrzętnie chować to co chciała skryć. Pokazywać to co chciała abyś widział. Życie z nią było istnym wyzwaniem, wieczną grą w ciepło zimno. Niezłe z nią miał szkolenie na temat kobiet i tego jak absurdalny jest to gatunek.
-Z żałobą Ci do twarzy - dodał, zjeżdżając wzrokiem z jej oczu na usta, kolejno na szyje, powoli zsuwając spojrzenie na jej ramiona, które skryty były za półprzezroczystą tkaniną.