14.04.2025, 22:00 ✶
– Nie, oczywiście, że nie specjalnie. Po prostu... – westchnął cicho uznając, że chyba ciągnięcie tej rozmowy nie miało zbyt dużo sensu. Nie. Inaczej. Że jego reakcja nie miała sensu. – Nie ważne. Przepraszam. Możesz nią ruszać?
Ostrożnie, na razie jeszcze jej nie dotykając przyjrzała się nodze Atreusa. Krew. Nogawka była przesiąknięta krwią, ale nie miał jeszcze pojęcia, jak zła była sytuacja pod materiałem. Przynajmniej wbrew temu co przed chwilą powiedział, nie było to oparzenie. I przynajmniej, jak się zaraz dowiedział, nikt go nie zaatakował.
Odpowiedź Roselyn była dość niepokojąca i uzdrowiciel przyglądał się jej przez nieco dłuższą chwilę, próbując zrozumieć, czy była to kwestia szoku, obrażeń, czy może coś co towarzyszyło czarownicy całe jej życie.
Słowa kuzyna jednak chociaż trochę rzuciły mu obraz na całą sytuację.
– Na urodziny kupię ci kursy doszkalające z teleportacji – oznajmił, mając już w sobie przynajmniej na tyle litości, że nie przypomniał mu o tym, że był to drugi raz w ciągu tak naprawdę miesiąca, w którym się rozczepił. To był jednak w stanie nieco mu wybaczyć, bo zakładał, że teleportacja z płonącego budynku, rzeczywiście mogła być nieco nerwową sytuacją. – Nie jesteście jeszcze jakoś ranni? Żadnych oparzeń? – upewnił się i jeszcze zanim zabrał się, za rozcinanie nogawki Atreusa, zwrócił się do Roselyn. – Pamięta pani, ktory dzisiaj jest? Wie pani gdzie jest? Jak ma pani na imię? – spytał kontrolnie.
Jednoszcześnie za sprawą kilku zaklęć, Prewett, ostrożnie odsłonił ranę i na całe szczęście nie było, aż tak źle jak mogłoby być.
– Widywałem gorsze w tym tygodniu – skłamał i sięgnął po eliksir na uśmierzenie bólu, który zaraz potem wręczył kuzynowi. – Wypij cały. Proszę pani, na ile ocenia pani ból głowy w skali od jednego do dziesięciu?
Korzystam z przewagi Leczenie (III)
Ostrożnie, na razie jeszcze jej nie dotykając przyjrzała się nodze Atreusa. Krew. Nogawka była przesiąknięta krwią, ale nie miał jeszcze pojęcia, jak zła była sytuacja pod materiałem. Przynajmniej wbrew temu co przed chwilą powiedział, nie było to oparzenie. I przynajmniej, jak się zaraz dowiedział, nikt go nie zaatakował.
Odpowiedź Roselyn była dość niepokojąca i uzdrowiciel przyglądał się jej przez nieco dłuższą chwilę, próbując zrozumieć, czy była to kwestia szoku, obrażeń, czy może coś co towarzyszyło czarownicy całe jej życie.
Słowa kuzyna jednak chociaż trochę rzuciły mu obraz na całą sytuację.
– Na urodziny kupię ci kursy doszkalające z teleportacji – oznajmił, mając już w sobie przynajmniej na tyle litości, że nie przypomniał mu o tym, że był to drugi raz w ciągu tak naprawdę miesiąca, w którym się rozczepił. To był jednak w stanie nieco mu wybaczyć, bo zakładał, że teleportacja z płonącego budynku, rzeczywiście mogła być nieco nerwową sytuacją. – Nie jesteście jeszcze jakoś ranni? Żadnych oparzeń? – upewnił się i jeszcze zanim zabrał się, za rozcinanie nogawki Atreusa, zwrócił się do Roselyn. – Pamięta pani, ktory dzisiaj jest? Wie pani gdzie jest? Jak ma pani na imię? – spytał kontrolnie.
Jednoszcześnie za sprawą kilku zaklęć, Prewett, ostrożnie odsłonił ranę i na całe szczęście nie było, aż tak źle jak mogłoby być.
– Widywałem gorsze w tym tygodniu – skłamał i sięgnął po eliksir na uśmierzenie bólu, który zaraz potem wręczył kuzynowi. – Wypij cały. Proszę pani, na ile ocenia pani ból głowy w skali od jednego do dziesięciu?
Korzystam z przewagi Leczenie (III)