• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies

[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
15.04.2025, 00:52  ✶  

Od niego zawsze dużo oczekiwano. Odkąd tylko pamiętał zawsze musiał się mierzyć z wygórowanymi oczekiwaniami. Nikt w domu Lestrangów nie mógł sobie pozwolić na bycie przeciętniakiem. Nie kiedy całe światło sceniczne spoczywało na nim i jego rodzeństwie, jako tych z głównej linii. Z definicji nigdy miał się nie doczekać tytułu dziedzica rodu oraz majątku, nie kiedy był nie tylko najmłodszym synem, ale również najmłodszym z rodzeństwa. To jednak nie zwalniało go z obowiązku wielkich ambicji. Dla niego podwójny trud, bo jak się szybko okazało nie był tak bystry i oczytany jak William, czy Annaleigh , ani nie miał ukrytego talentu do malowania jak Loretta. Ta cholerna miotełka okazała się być jedynym sposobem, żeby nie stać się odszczepieńcem we własnym, kruczym gnieździe.

Dlatego w prostym odruchu spodziewał się, a nawet oczekiwał, że dostrzeże w oczach tych którymi był zainteresowany, chociaż kroplę czegoś takiego jak pasja, aspiracja choćby. Jednak w tych martwych oczach była jedynie pustka. Jeżeli to nic w tym spojrzeniu można jakakolwiek nazwać, to słowo honoru rajfurki było jedynym dowodem na to, że kiedyś za tym smutnym jak tysiąc lat sraczki wzrokiem było jednak coś. Niby czuł jakby zdążył ją poznać dostatecznie dobrze, by wiedzieć jakie są jej słabości, a za każdym razem kiedy próbował ją poznać bardziej, czuł się jakby zwiedzał jedynie puste pokoje osobowości. W miejsce czegoś, wstawiono nic. Ale to nic jednak było czymś. Bo mieć dusze, a nie mieć duszy, to całe dwie dusze. Mimo tego nie wpuszczała do siebie żadnej. Bo tak jak nie mogła mieć miłości Alexa, bez nienawiści Louvaina, analogicznie, nie istniała ta dostawa skrajności jaką przynosił Louvain, bez miłości Alexa. I tak dostała od losu w niewdzięczny sposób jedyny dowód swojej miłości do Mulcibera w postaci gniewu Lestranga.

- Naprawdę? Nawet w taką noc jak dzisiaj chcesz sobie kpić? Dopytał zdegustowany, karcącym tonem. Podszedł bliżej, tak blisko, żeby nie czuła już zapachu własnych perfum, ani kadzideł, jedynie aromat spaczenia. Swąd niczym z dna starej popielniczki. Nie oczekiwał, że będzie w pełni posłuszna i pokorna. Tego by nie zniósł. Ta jej wyuczona apatia względem rzeczywistości, a zwłaszcza wobec niego była na swój pokrętny sposób pociągająca. Jednak nie mógł ukrywać irytacji kiedy tak frywolnie podchodziła sobie do największej od początku wojny manifestacji siły Czarnego Pana. - Uważaj, bo nikt Cię dzisiaj nie uratuje... Syknął półszeptem, jadowicie spomiędzy niemalże zaciśniętych od złości warg. Przeszedł nieco bokiem, ale wciąż trzymał się blisko. Zbliżył się twarzą do niej. Swoim nosem niemalże przylgnął do odkrytych ramion, tak blisko że mogła czuć jego zepsuty oddech na skórze. Niczym pies, który obwąchiwał swój jeszcze żywy posiłek, sondując na ile w nim strachu, a na ile obrzydzenia. - Ani Sauriel... Ani Stanley... Ciągnął dalej szept gorzki jak popiół i oślizgły jak żółta flegma. W końcu stanął za nią. Jedną ręką podniósł blond włosy, spinając je niby kok, odsłaniając blady kark, a na nim różowe blizny od poparzeń. Uśmiechnął się cynicznie sam do siebie. Znamiona po ich pierwszym spotkaniu, nie odpuścił sobie okazji by nie uraczyć się aromatem skąd cały jej wstręt do jego osoby niemalże pulsował. Czuł bijący rytm obrzydzenia. - Ani ten twój Svengali. W końcu położył obie ręce na jej przedramionach i zaczął powoli zjeżdżać w dół, chcąc poczuć na własnych opuszkach jak przyprawia ją własnoręcznie o gęsią skórkę. Zdążył się już nauczyć, że przemoc i kary cielesne już nie robią na niej większego wrażenia. Nawet coraz ciężej było z niej wycisnąć łzy, jakby naprawdę była wyjałowionym duchem dawnej Rose. By uprzykrzyć jej życia jedynie mógł przynosić dotyk, którego nie chciała, od którego wzbierało ją na wymioty.

- Chociaż może powinienem go przyzwać, żeby mógł być świadkiem jak sprawiam sobie trupiego bękarta. Jak myślisz? Powiedział już głośniej, wciąż jednak kpiąco. Ułożył dłonie na jej talii, tylko po to by szybkim i gwałtownym ruchem zderzyć ich sylwetki miednicami. Zaśmiał się w głos cynicznie i odstąpił od dalszych gierek. Odszedł w bok, siadając na stoliku do tarota nie dbając o to czy coś właśnie z niego przewraca, czy nie. - Przyjdzie tutaj więcej takich. W trupich maskach. A ty, Trupia Księżniczko, przyjmiesz każdego. Ugościsz i zapewnisz schronienie. Jasne? Splótł ręce na klatce piersiowej w zamkniętej postawie, oczy jednak wbił w swoją towarzyszkę oślizgłych cnót oczekując akceptacji. Albo chociaż odpowiednio wyważonej, ale zabawnej riposty.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambrosia McKinnon (3055), Louvain Lestrange (3210)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 23.03.2025, 01:05
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 25.03.2025, 16:46
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 30.03.2025, 13:19
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 02.04.2025, 03:31
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 15.04.2025, 00:52
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 15.04.2025, 21:30
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 26.04.2025, 21:34
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 07.05.2025, 07:38
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Louvain Lestrange - 21.05.2025, 23:20
RE: [08.09.72] By any means, my enemies, our enemies - przez Ambrosia McKinnon - 27.06.2025, 18:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa