Na początku kiwał głową, odpowiadał co najwyżej, a właściwie jak historia się potoczyła, a jak zaczęli to zaczęła płynąć jak długa, wściekła rzeka! - to zaczął naprawdę swoje komentarze wrzucać! Świetnie się zaczął bawić. I to było widać. Wkręcił się w absurdalną historię dwóch duchów i jeszcze pomagał im się napuszczać na siebie wzajem, kręcąc w tym kotle bałkańskim i dodając niepotrzebnych spięć. To taka nauka na przyszłość, żeby Sauriela nie brać na rodzinną Wigilię. Bo jak przy stole zaczną się kłócić o politykę, to Sauriel zacznie się kłócić z nimi jako strona trzecia bez własnego zdania - a tylko dobijająca szpilki, żeby te dwie strony kłóciły się bardziej. Tak, bawiło go to. Trywialność i banalność takich wydarzeń, robił sobie żarty czyimś kosztem, jakkolwiek ładnie by tego nie ujmować w słowa. Ale też dlatego pokochał przemoc. Bo mogłeś być silniejszy od innego człowieka i wbijać go w parter. Jakoś tak człowiekowi od razu lepiej się robiło, kiedy miał nad innymi przewagę.
Tym nie mniej taka zabawa jak zabawa, jak już zaczęli się przekrzykiwać i za długo to trwało, bo ich historia to skakała w wątkach, gubiła się, nie wiadomo już było kto i z kim, bo oczywiście każda ze stron miała swoją osobę do poparcia ich racji, a to kuzynów ciotecznych a to piątą wodę po kisielu i milionowe rodzeństwo, to nawet czarnowłosy miał dość. I nawet zagaił do Victorii, że ej, może byśmy... nie miał jednak szansy dokończyć, bo oba duchy jak jeden mąż i jedno ciało wyjechały z tym swoim "PLEPLEPLE". Znowu go trochę zaskoczyły, trzeba przyznać. I stwierdziły, że jak ich nie wysłuchają, to nie mogą stąd odejść. Sauriel nie był pewien, czy powinien się bać duchów. Tym bardziej nie był pewien, czy powinien je ignorować - historia pokazywała, że duchy może i nie czyniły krzywdy, ale niektóre potrafiły być niebezpieczne. I niebezpiecznie upierdliwe. Ryzykować, że będą cię prześladować jakkolwiek? Że jednak się z cmentarza wyrwą? Nie był taki przekonany. Więc usiadł w końcu na dupsku z powrotem i wzruszył ramionami w kierunku Viki, poklepując miejsce zaraz po tym obok siebie. Stuknął nawet swoją whisky o jej.
Gdy duchy skończyły i rozpłynęły się w powietrzu, Sauriel był już wstawiony. Bo pił zdecydowanie za szybko, ale przynajmniej po alkoholu na nowo zaczął doceniać ten kabaret na żywo, jakie robiło im stare małżeństwo.
- Ale kurwa cicho. - W uszach mu piszczało wręcz, kiedy te duchy przestały nadawać jak katarynki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.