Sytuacja zaliczała się w jakimś stopniu do tych... dość delikatnych. Choć na tym spotkaniu nie pojawili się przypadkowi czarodzieje, w dalszym stopniu należało zachować ostrożność. Człowiek nigdy nie może być pewnym tego czy jakaś informacja nie wycieknie; nie dotrze do niewłaściwych uszu. To mogłoby prowadzić do problemów. Zarówno w życiu prywatnym jak i tych o charakterze zawodowym. Jednych i drugich lepiej było unikać. Dla własnego dobra. Ryzyka nie da się ograniczyć do zera. Można je tylko zminimalizować.
Skoro Theon zadał pytanie, to oczywiście odpowiedzi zamierzał wysłuchać. Znalazł się na tyle blisko Rookwooda, że skupienie się na jego słowach nie stanowiło większego problemu. Nie przeszkadzały mu mniej i bardziej gorączkowe rozmowy prowadzone przez zebranych. Ludzie nie potrafili się przed nimi powstrzymać. Yaxley był w stanie to jednak zrozumieć. W grę wchodziły w jakimś stopniu emocje. Czy to co usłyszał go uspokoiło? Do pewnego stopnia na pewno. Czy podobnie odebrali to pozostali zgromadzeni? Nie wszyscy. Nie stanowiło to jednak dla niego większego zaskoczenia.
Nie zadawał kolejnych pytań, zamiast tego pozwalając, żeby zajęli się tym inni. Sam musiał to rozgryźć. Przetrawić. Nie cofnął się jednak, nie próbował ukryć w tłumie, co przy jego wzroście i tak byłoby zadaniem trudnym do realizacji. Pozostał na miejscu, uważnie słuchając, wszystko obserwując. Nie ruszył w ślad za zebranymi, kiedy Ci zaczęli z wolna opuszczać pomieszczenie. Zamiast tego zdecydował się zaczekać na Chestera.
Nie znał Rookwooda szczególnie dobrze. Mężczyzna był jednak dobrym znajomym ojca, mieli okazje widywać się w przeszłości. Tym samym nie był on dla Theona kimś całkowicie obcym, choć nadal stanowił pewną zagadkę. Tylko czy Yaxley faktycznie chciałby tę zagadkę rozwiązać? Czasami lepiej być pewnych rzeczy nieświadomym.
Choć może niekoniecznie tym razem.
- Nie powinniśmy atakować demonstrujących? - gdy tylko stało się to możliwe, podszedł do aurora, rzucając w jego stronę słowami, które padły kilka minut temu. Podczas wygłoszonej przemowy. Uniósł ku górze jedną brew. - Naprawdę sądzisz, że to będzie miało znaczenie? To co mówiłeś, podczas tego spotkania? - zapytał, sięgając do kieszeni po paczkę fajek i zapalniczkę. Zakupioną w mugolskim sklepie benzynówkę. Nie zamierzał się przejmować tym, gdzie się znajdują. To miejsce i tak było norą. Niemiłosiernie tu cuchnęło.
Jakież to typowe dla Nokturnu.
Odpalił papierosa, wyciągając uprzednio opakowanie w kierunku Chestera. Wiedział, że ten papierosów nie unika. Pracowali w jednym budynku, choć różnych departamentach.
- Nie wiem czy na Twoim miejscu odważyłbym się na takie wystąpienie. - przyznał się. W jego głosie wybrzmiało coś na kształt podziwu? Ledwie wyczuwalny, ale niewątpliwie się pojawił. Sam Theon wolałby pewnie nie wychodzić przed szereg. Nie podejmować nadmiernego ryzyka. Daleki był od tego, żeby decydować się na tak radykalne działania. Bo chyba właśnie w ten sposób można określić to, co miało miejsce ledwie kilka chwil temu. Nie oznacza to jednak, że do pewnego stopnia się z tym wszystkim nie zgadzał.
Mógł mieć swoje poglądy. Mógł mieć swoje przekonania. Tylko czy był skłonny nadstawiać w ich imieniu karku? Podejmować dla nich większe ryzyko? Wszystko miało swoje granice. Czasami tylko trzeba było odkryć, gdzie leżały te własne. Na tym polu nadal zdawał się stawiać swoje pierwsze kroki.