05.02.2023, 16:40 ✶
Rzeczywiście, alkohol na Nokturnie zdecydowanie był tańszy, toteż może dlatego znacznie częściej można było ja widywać, gdy spędzała czas t tamtejszych barach, niż gdziekolwiek indziej. Chociaż może to tez fakt tego, że miała już tam swoich ulubionych barmanów.
Wielu bało się tej ulicy, przypisując jej bycie siedzibą czarnoksiężników, mało jednak zdawało sobie sprawę, że należała do ludzi zaznajomionych z mniej legalnymi sztukami różnych maści. Viorica, więc czuła się tam nawet czasem jak w domu. Co prawda różdżkę zawsze trzymała przy sobie blisko, przez wiele lat należała jednak to zagrożeń ciasnej i ciemnej uliczki, niż do ofiar.
Co innego mogła powiedzieć o swojej matce. Kochała tę kobietę, potrafiła jednak przywoływać wiele bólów głowy młodszej z Zamfirów, pakując się w niekoniecznie bezpieczne sytuacje. Szczególnie teraz, gdzie mugolaczka mogła naprawdę przypłacić swoją nieostrożność życiem. Vior więc stawała na rzęsach, próbując zapewnić jej należytą ochronę, której potrzeby Ralitsa nie rozumiała. Co potrafiło prowadzić do nieprzyjemnych kłótni, przez co czarnowłosa miała czasem dość. Nie chciała jednak stracić ostatniego znanego jej członka rodziny.
Westchnęła na słowa Fergusa, rozumiejąc, że rzeczywiście, jej plany mogły okazać się trochę zbyt ambitne. Z drugiej strony to była jej szansa. Chciała wyjść na swoje, do tego jednak potrzebowała środków, i no właśnie, towarów. Które trzeba było wykonać, z półproduktów, za które trzeba było zapłacić. Co sprowadzało się do tego, że musiała odłożyć znaczną sumę galeonów i wyrobić sobie w międzyczasie markę, poza swoim miejscem pracy. Co sprowadzało się do harowania w poczcie czoła, co wcale jej się nie podobało.
- Bogaczki nie są takie głupie, do edycji limitowanej potrzebowałabym złota i prawdziwych diamentów, a nie zwykłych kryształów górskich. A na to mnie nie stać, zresztą, za duże ryzyko trzymania czegoś tak cennego na stoisku podczas festynu. Wiem, jak zarabiałam na takich imprezach jeszcze parę lat wstecz - rzuciła, wiedząc, że przed Fergusem nie miała po co ukrywać swojej niezbyt praworządnej przeszłości. Nie, żeby teraz jeszcze nie zdarzały jej się dziwne wypadki.
Chciała jednak znana być z czegoś więcej niż lepkich łap i wątpliwych wyborów życiowych.
- Żywica to dobry pomysł, można do niej dodać barwniki, brokat albo inne rzeczy, które da się w niej zatopić. Myślisz, że dałoby radę zrobić tak na przykład z kwiatami? - wyraźnie wpadając na nowy pomysł, przez co jej twarz rozjaśniła się na chwilę. W końcu jednym z głównych elementów święta miały być wianki. Całkiem by to do siebie pasowało.
Parsknęła na propozycję pozbycia się nieskuszonych jej ofertą czarodziejów. Odsunęła się jednak lekko ze zmarszczonym nosem, czując dźgnięcie w policzek.
- Zawsze możemy pod koniec Beltane zamienić się w terrorystów i wyłudzić pieniądze od całej polany - usmiechnęła się, nagle jednak jej kąciki opadły. - Wiesz co, jednak nie, mało zabawne. I tak dzieje się już za dużo niepokojących rzeczy - mruknęła, wzdychając i w końcu się podnosząc, gdy Fergus położył się obok niej, mówiąc całkiem mądre słowa.
- Po prostu wiesz, to już chyba ten moment, gdzie dopada mnie frustracja. Jest coraz mniej czasu, ja jestem powoli tym zmęczona, a jednocześnie nie chcę się poddać i czuję się jakbym walczyła z samą sobą - przyjrzała się kamieniowi, który miała niedługo obsadzić w jednym ze specjalnych pierścionków. - Wszystko dobrze wyglądało na papierze, a rzeczywistość mnie powoli przeraża - mruknęła. Rzadko się tak czuła, wchodziła jednak na nowy grunt, gdzie miała być odpowiedzialna za własny interes. Gdzie zwykle unikała odpowiadania za cokolwiek.
Wielu bało się tej ulicy, przypisując jej bycie siedzibą czarnoksiężników, mało jednak zdawało sobie sprawę, że należała do ludzi zaznajomionych z mniej legalnymi sztukami różnych maści. Viorica, więc czuła się tam nawet czasem jak w domu. Co prawda różdżkę zawsze trzymała przy sobie blisko, przez wiele lat należała jednak to zagrożeń ciasnej i ciemnej uliczki, niż do ofiar.
Co innego mogła powiedzieć o swojej matce. Kochała tę kobietę, potrafiła jednak przywoływać wiele bólów głowy młodszej z Zamfirów, pakując się w niekoniecznie bezpieczne sytuacje. Szczególnie teraz, gdzie mugolaczka mogła naprawdę przypłacić swoją nieostrożność życiem. Vior więc stawała na rzęsach, próbując zapewnić jej należytą ochronę, której potrzeby Ralitsa nie rozumiała. Co potrafiło prowadzić do nieprzyjemnych kłótni, przez co czarnowłosa miała czasem dość. Nie chciała jednak stracić ostatniego znanego jej członka rodziny.
Westchnęła na słowa Fergusa, rozumiejąc, że rzeczywiście, jej plany mogły okazać się trochę zbyt ambitne. Z drugiej strony to była jej szansa. Chciała wyjść na swoje, do tego jednak potrzebowała środków, i no właśnie, towarów. Które trzeba było wykonać, z półproduktów, za które trzeba było zapłacić. Co sprowadzało się do tego, że musiała odłożyć znaczną sumę galeonów i wyrobić sobie w międzyczasie markę, poza swoim miejscem pracy. Co sprowadzało się do harowania w poczcie czoła, co wcale jej się nie podobało.
- Bogaczki nie są takie głupie, do edycji limitowanej potrzebowałabym złota i prawdziwych diamentów, a nie zwykłych kryształów górskich. A na to mnie nie stać, zresztą, za duże ryzyko trzymania czegoś tak cennego na stoisku podczas festynu. Wiem, jak zarabiałam na takich imprezach jeszcze parę lat wstecz - rzuciła, wiedząc, że przed Fergusem nie miała po co ukrywać swojej niezbyt praworządnej przeszłości. Nie, żeby teraz jeszcze nie zdarzały jej się dziwne wypadki.
Chciała jednak znana być z czegoś więcej niż lepkich łap i wątpliwych wyborów życiowych.
- Żywica to dobry pomysł, można do niej dodać barwniki, brokat albo inne rzeczy, które da się w niej zatopić. Myślisz, że dałoby radę zrobić tak na przykład z kwiatami? - wyraźnie wpadając na nowy pomysł, przez co jej twarz rozjaśniła się na chwilę. W końcu jednym z głównych elementów święta miały być wianki. Całkiem by to do siebie pasowało.
Parsknęła na propozycję pozbycia się nieskuszonych jej ofertą czarodziejów. Odsunęła się jednak lekko ze zmarszczonym nosem, czując dźgnięcie w policzek.
- Zawsze możemy pod koniec Beltane zamienić się w terrorystów i wyłudzić pieniądze od całej polany - usmiechnęła się, nagle jednak jej kąciki opadły. - Wiesz co, jednak nie, mało zabawne. I tak dzieje się już za dużo niepokojących rzeczy - mruknęła, wzdychając i w końcu się podnosząc, gdy Fergus położył się obok niej, mówiąc całkiem mądre słowa.
- Po prostu wiesz, to już chyba ten moment, gdzie dopada mnie frustracja. Jest coraz mniej czasu, ja jestem powoli tym zmęczona, a jednocześnie nie chcę się poddać i czuję się jakbym walczyła z samą sobą - przyjrzała się kamieniowi, który miała niedługo obsadzić w jednym ze specjalnych pierścionków. - Wszystko dobrze wyglądało na papierze, a rzeczywistość mnie powoli przeraża - mruknęła. Rzadko się tak czuła, wchodziła jednak na nowy grunt, gdzie miała być odpowiedzialna za własny interes. Gdzie zwykle unikała odpowiadania za cokolwiek.