23.04.2025, 22:30 ✶
,,A wiecie, że jaja opalookiego mają najdłuższy okres inkubacji? Dojrzewają przez 267 dni, ale ich młode potrafią wzbić się w powietrze już po 27 minutach od wyklucia. Rekordowy lot noworodka zarejestrowano w 1904 roku: 34 metry i 70 centymetrów w linii prostej zanim runął w krzaki” powiedziała kiedyś mała Mona do równie młodej osoby, która jako jedyna we wszechświecie mogła nazwać ją małpą. Bo młodziutka Rowle tamtego popołudnia, gdy zanim starsi chłopcy z siódmej klasy zdążyli pokazać jak świat dorosłych uczył pokory, bracia zjawili się na ratunek. Usłyszała wtedy, że nie musiała zawsze czarować, bo czasem wystarczył sam cios w ryj. Trudno było to nazwać lekcją, prędzej prostym gestem solidarności, ale stanowił zdecydowanie prezent, który czarownica zabrała ze sobą aż do ostatniej klasy. Na przyjęciu u Slughorna wśród czekoladowych fontann i kryształowych kieliszków, gdy ktoś nazwał Icarusa Prewetta bękartem, Mona nie sięgnęła po różdżkę. Wyprowadziła cios. I nauka nie poszła w las.
Piętnaście lat później, gdyby nie to jedno słowo, prawdopodobnie nie rozpoznałaby ich wcale, bo dwie wysokie sylwetki wyrastały z tłumu jak ostrzeżenie. Panowie Greyback z krwi, pazura, legend, które nie potrzebowały rozgłosu, aby były znane. Jeśli jeden z nich był Skollem, to drugi musiał być Hatim. Nie istnieli oddzielnie w jej wspomnieniach.
Tyle że przez dym i krew, który zlał się już dawno w bezkształtny ryk, przebił się dźwięk. Był to krzyk kobiety. Sąsiadki młodszej może o parę lat, drobnej, z kruchym uśmiechem i manierycznym sposobem wiązania apaszki. Jej ręce były rozciągnięte, ktoś trzymał jej głowę i wciskał w bruk. Mona nie wiedziała, co tak właściwie przyszło pierwsze — strach czy furia. Własny głos zdziczały. Ból stłumiony. Strach przekuty. Wstręt. Wszystko się wymieszało. Greybackowi nie odpowiedziała ani słowem, ani spojrzeniem, bo gdy Hati otworzył usta, kobieta już ruszyła w stronę makabrycznego przedstawienia. Bez planu i cienia rozsądku. Impuls poprowadził ją przez tłum. Przecięła gęstą jak smoła ciszę, która nagle zapadła między kolejnym wrzaskiem a dźwiękiem pękających szwów. Światło odbiło się na ostrzu noża w dłoni mężczyzny. Rzuciła się w niego z całym impetem ciała, mając nadzieję, że sama siła uderzenia rozwiążę sprawę.
Aktywność fizyczna III, czy staranuję typa z nożem
Piętnaście lat później, gdyby nie to jedno słowo, prawdopodobnie nie rozpoznałaby ich wcale, bo dwie wysokie sylwetki wyrastały z tłumu jak ostrzeżenie. Panowie Greyback z krwi, pazura, legend, które nie potrzebowały rozgłosu, aby były znane. Jeśli jeden z nich był Skollem, to drugi musiał być Hatim. Nie istnieli oddzielnie w jej wspomnieniach.
Tyle że przez dym i krew, który zlał się już dawno w bezkształtny ryk, przebił się dźwięk. Był to krzyk kobiety. Sąsiadki młodszej może o parę lat, drobnej, z kruchym uśmiechem i manierycznym sposobem wiązania apaszki. Jej ręce były rozciągnięte, ktoś trzymał jej głowę i wciskał w bruk. Mona nie wiedziała, co tak właściwie przyszło pierwsze — strach czy furia. Własny głos zdziczały. Ból stłumiony. Strach przekuty. Wstręt. Wszystko się wymieszało. Greybackowi nie odpowiedziała ani słowem, ani spojrzeniem, bo gdy Hati otworzył usta, kobieta już ruszyła w stronę makabrycznego przedstawienia. Bez planu i cienia rozsądku. Impuls poprowadził ją przez tłum. Przecięła gęstą jak smoła ciszę, która nagle zapadła między kolejnym wrzaskiem a dźwiękiem pękających szwów. Światło odbiło się na ostrzu noża w dłoni mężczyzny. Rzuciła się w niego z całym impetem ciała, mając nadzieję, że sama siła uderzenia rozwiążę sprawę.
Aktywność fizyczna III, czy staranuję typa z nożem
Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana