Avelina nie uważała, aby początek tego spotkania był słaby. Uratował ją od strachu jaki człowiek czuje, gdy gubi drogę do domu, gdy przestaje panować nad instynktem i wpada w panikę, że już nigdy nie trafi do swojego ciepłego łóżka. Nikomu nie życzy tego uczucia zagubienia. Błądzenie po omacku po ciemnych uliczkach jest nieprzyjemne i dezorientujące, a Avelina nie lubiła tracić kontroli nad swoim życiem. Stąd też jej przywiązanie do utartych ścieżek, z których codziennie korzysta.
Uśmiech nie schodził z jej ust. Dziwnie czuła się będąc tak soczyście komplementowana, ale zaczynało się jej to podobać. To oznaczało, że nie była taka zła. Wiedziała, że brzydka nie jest, że ma urodę, którą niejedna dziewczyna by chciała, ale przez swój skryty charakter niewiele osób chciało z nią się zadawać. Dzisiaj otworzyła się na znajomość i bardzo jej się to podobało.
— Wiem – odpowiedziała krótko i pewnie.
Avelina zawsze mało mówiła, a jak już się odzywała starała się mówić mądrze i z sensem, ponieważ tracenie słów na głupie rzeczy były dla niej bezsensowne. Nie zmieniało to faktu, że lubiła otaczać się gadatliwymi osobami, bo wtedy dowiadywała się wielu ciekawych rzeczy. Z jej ust wydostał się cichy i stłumiony okrzyk zdumienia, gdy ucałował jej dłoń. To wywołało szerszy uśmiech, więc gdy ten się przedstawił skłoniła się delikatnie i odpowiedziała:
— Avelina Paxton, alchemiczka. – lubiła się tak przedstawiać. To pokazywało, że miała jakieś umiejętności, które były przydatne. Niby każdy uczy się wytwarzać eliksiry, ale nie każdy jest w stanie robić to perfekcyjnie. Trzeba wiele cierpliwości, aby niektóre z nich uwarzyć idealnie.
Gdy zaszedł ją od tyłu poczuła dziwny dreszcz na ramionach i karku. Zerknęła ukradkiem w kierunku klubokawiarni, gdzie mogła poczuć się pewnie i bezpiecznie dzięki znajomości tego miejsca, ale miała też poznać inne aspekty życia w Londynie. Miała szaleć, dlatego też spojrzała w kierunku bocznej ścieżki.
— Jestem wytwórcą eliksirów i… – zamilkła na chwilę jakby się nad czymś zastanawiała – pracuję w Miksturach Raven’a. – dodała podając mu miejsce, w którym będzie mógł ją kiedyś znaleźć jeśli będzie miał ochotę. – Dużo czytam i czasami gubię w ulicach Londynu. Lubię jeździć na wieś. – dodała jeszcze wpatrując się w ciemną uliczkę.
Odwróciła się do niego twarzą, kładąc dłonie na jego łokciach i spojrzała w jego oczy szukając jakiegoś podstępu, ale nic tam nie dostrzegła. Był blady i to nienaturalnie, ale Avelina nie miała instynktu, jeśli chodzi o mężczyzn, więc nawet się nad tym nie zastanawiała.
— Wejdę z tobą w ten zaułek. Zaufam, że poprowadzisz mnie do Gospody. Miałam już dawno zmienić moje życie, więc oddaje je dzisiaj w twoje ręce, drogi Cody. Masz dobre oczy. Musisz mi jednak obiecać, że poprowadzisz mnie z powrotem na główną ulicę skąd będę mogła udać się do mojego domu. – była to chyba jej najdłuższa wypowiedź jaką dzisiaj go uraczyła. Avelina nie należała do wylewnych osób, bo słowa były magią i trzeba je używać w jej mniemaniu z rozsądkiem.