24.04.2025, 16:55 ✶
Rejwach pełen był przypadkowych przedmiotów (zawada Zbieracz), lecz nie tylko o samym budynku można było to powiedzieć. Zdawało się, że chaos i bajzel wnikają we wszystko, co dłużej tam zabawi. Kurtki również nie ominął ten los: kieszenie były pełne najróżniejszych szpargałów, raz coś się z nich wyrzuciło, raz dodało. Nie miała stałej wagi ani środka ciężkości, więc dodatkowe obciążenie po tej czy innej stronie Woody’ego wcale nie zastanowiło. No bo co? Może po prostu jak Asena wychodziła na zewnątrz na pięć minutek, na chwilę tylko, to ją capnęła, bo była pod ręką i mu coś nawrzucała do tych kieszeni. W końcu za duża kurtka twojego starego to stylowy dodatek dla każdej dziewczynki.
Kurtkę cechowała zmienność, charakter służbowo-spółdzielczy, ale też przy tym solidne wykonanie i wygoda. Woody był więc może i zaskoczony, gdy w kieszeni tego fantastycznego okrycia znalazł zwierzę, lecz nie zdziwił się nadto. Fretka miała najsłodsze oczka pod słońcem, była mięciutka i roztapiała serce. Od razu wiedział, że nie ma mowy o porzuceniu jej na Ścieżkach czy — nie daj bogini — w tym paskudnym Zwierciadle. Nie trzeba było mu zresztą wiele argumentów ku temu, aby coś lub kogoś zabrać ze sobą (zawada Zbieracz, ponownie). Zgarniał z ulicy wszystko, co się dało: dzieci, szczury, koty oraz przesyłki, które sowy kurierskie zostawiły sąsiadowi na wycieraczce.
Odkrycie nowej towarzyszki rozpogodziło ściągnięte groźnie oblicze czarodzieja, które miało dotychczas odstraszać łotrzyków. Woody wyszczerzył się zadowolony, świecąc przerwą między zębami, i wyciągnął ku fretce palucha.
— A co ty tu robisz, co? — I jeśli tylko przed tym nie uciekła nie uciekła, pomiział ją palcem wskazującym po łebku, śmiejąc się bezgłośnie (coby jakiś serdeczny dźwięk przypadkiem nie wydostał się za drzwi kibla, do którego ktoś wciąż się dobijał). — Gryziesz?
Zarówno naturalny czar, jak i czar mający źródło w magii, którą posługiwała się Keyleth, zadziałały na Tarpaulina wybornie. Na moment zapomniał o niepokojach związanych z gromadzącymi się na niebie popiołami i zachwycił nowo nawiązaną znajomością z uroczym stworzonkiem o łudząco inteligentnym spojrzeniu. Łupanie w drzwi nie dawało jednak zapomnieć o tym, że był w pubie na Podziemnych Ścieżkach i że jeśli się nie spręży, to drzwi te mogą zostać otwarte wbrew niemu.
— No, to teraz się trzymaj blisko.
Kurtkę cechowała zmienność, charakter służbowo-spółdzielczy, ale też przy tym solidne wykonanie i wygoda. Woody był więc może i zaskoczony, gdy w kieszeni tego fantastycznego okrycia znalazł zwierzę, lecz nie zdziwił się nadto. Fretka miała najsłodsze oczka pod słońcem, była mięciutka i roztapiała serce. Od razu wiedział, że nie ma mowy o porzuceniu jej na Ścieżkach czy — nie daj bogini — w tym paskudnym Zwierciadle. Nie trzeba było mu zresztą wiele argumentów ku temu, aby coś lub kogoś zabrać ze sobą (zawada Zbieracz, ponownie). Zgarniał z ulicy wszystko, co się dało: dzieci, szczury, koty oraz przesyłki, które sowy kurierskie zostawiły sąsiadowi na wycieraczce.
Odkrycie nowej towarzyszki rozpogodziło ściągnięte groźnie oblicze czarodzieja, które miało dotychczas odstraszać łotrzyków. Woody wyszczerzył się zadowolony, świecąc przerwą między zębami, i wyciągnął ku fretce palucha.
— A co ty tu robisz, co? — I jeśli tylko przed tym nie uciekła nie uciekła, pomiział ją palcem wskazującym po łebku, śmiejąc się bezgłośnie (coby jakiś serdeczny dźwięk przypadkiem nie wydostał się za drzwi kibla, do którego ktoś wciąż się dobijał). — Gryziesz?
Zarówno naturalny czar, jak i czar mający źródło w magii, którą posługiwała się Keyleth, zadziałały na Tarpaulina wybornie. Na moment zapomniał o niepokojach związanych z gromadzącymi się na niebie popiołami i zachwycił nowo nawiązaną znajomością z uroczym stworzonkiem o łudząco inteligentnym spojrzeniu. Łupanie w drzwi nie dawało jednak zapomnieć o tym, że był w pubie na Podziemnych Ścieżkach i że jeśli się nie spręży, to drzwi te mogą zostać otwarte wbrew niemu.
— No, to teraz się trzymaj blisko.
piw0 to moje paliwo