05.02.2023, 18:24 ✶
Z obserwacji Cynthii wynikało jednak, że Brenna była znacznie bardziej pożądanym towarzystwem niż ona sama, nawet jeśli czasem jej zachowania wpasowywały się w schemat tych irytujących. Była głośna i było jej pełno, ale czy nie na tym polegała właśnie ich młodość? Burze hormonalne sprawiały, że nastoletnie oczy poszukiwały osób do pełnienia jakichś ról w "swoim świecie", a ona z pewnością mogłaby być takim śmieszkiem lub liderem. Sprawiała, że ludzie się uśmiechali, a jasnowłosa pamiętała, jak matka jej powtarzała, że uśmiechem możesz zdziałać wszystko i uzyskać to, czego chcesz. Była jednak pewna, że każdy Brennie trochę zazdrościł, nieświadomy jej przypadłości.
- Ah, możliwe, że któraś z dziewcząt w pokoju wspólnym o nim mówiła. Bała się jednak odrzucenia. - odpowiedziała po chwili namysłu, wytężając umysł. Miała dobrą pamięć i chociaż nie potrafiła skojarzyć buzi osób, o których rozmawiały, to jednak była przekonana, że obiło się jej o przystojnym puchnie na czwartym roku o uszy już wcześniej. Podobnie jak jej towarzyszka, nie interesowała się chłopcami, a przynajmniej nie w sposób romantyczny, zbyt pochłonięta nauką oraz opieką nad bratem-lubiła wierzyć, że robi to na swój własny sposób, niekoniecznie zrozumiały przez samego Castiela. Słuchała jej z jakimś zaintrygowaniem w stalowoniebieskich tęczówkach, za nic nie mogąc sobie owego "mugolskiego zapaśnika" w osobie siedzącej naprzeciw dziewczyny wyobrazić. Owszem, więcej w niej było chłopczycy niż damy, jednak przedstawiony przez nią schemat wydarzeń nijak Flintównie nie pasował. - Nasza Pani Profesor ma bardzo bogate porównania i ciekawe zainteresowania. Myślisz, że tym zajmuje się po przebrnięciu przez pergaminy z wypracowaniami, które tak ochoczo zadaje?
Pokręciła delikatnie głową, szorując kocioł z większą zawziętością. Wciąż było to dla niej trochę uwłaczające i godzące w wewnętrzne poczucie dumy, że ona — prefekt, skończyła na tak obrzydliwym szlabanie, bo chyba tylko szorowanie łazienek mogłoby być gorsze. Nawet puchary w izbie pamięci zdawały się zajęciem przyjemniejszym niż pozbywanie się resztek eliksirów. Śmierdzących, glutowatych i na dobrą sprawę mogących okazać się szkodliwymi. Całe szczęście, że miały dostępne rękawiczki! Ruchem głowy zgarnęła jasny kosmyk na bok, wracając do rzeczywistości i Brenny tym samym, porzucając użalanie się i niesprawiedliwości świata za sobą.
Piękno było trudnym pojęciem, dopasowanym indywidualnie do każdego człowieka. Nie miała pojęcia czemu, ale ludzie piękni tylko z zewnątrz — jak na przykład ona, wydawali się jej bardzo zgnili i martwi, obrzydliwi. Brenna mogła szczycić się promieniującym wnętrzem, które tylko podkreślało jej błyszczące oczy i zaróżowione policzki. Mogłaby być uznawana za prawdziwie zjawiskową, gdyby tylko chciała i nad tym popracowała. Ostatnio Cynthia pochłaniała wiele ksiąg pomiędzy tymi, które służyły do odrabiania prac domowych i jedna z nich właśnie zasugerowała, że wewnętrzny blask jest najlepszym upiękniaczem, a do tego podobno istniały kiedyś czary, które potęgowały jego efekt. W to jednak Ślizgonce nie chciało się wierzyć.
- A ma inny niż ten w kurczaki? - zaczęła, zastygając w bezruchu i obdarzając ją zaciekawionym spojrzeniem, uniosła nieco brew. - Na Merlina, nie widzę jej w koronkach czy satynach.
Drgnęła nieco na próbę wyobrażenia sobie tego, więc jej umysł szybko wrócił do tych kurczaków. Z dwojga złego już lepsze to niż próba wyciągnięcia z tej kobiety strony szykownej i eleganckiej. Wspomnienie klasy, której nauczyciel zapominał zamknąć, wydało się jej warta zapamiętania, obdarzyła więc dziewczynę lekkim uśmiechem i skinięciem głowy w podziękowaniu. Wróciła też do szorowania kociołka, który po chwili opłukała i odstawiła na bok, łapiąc za następny. Również oblepiony jakimś paskudztwem. Z odrobiną odrazy złapała miedzy palce coś, co chyba było resztką przypalonej skórki. - Wolałabym, żebyś nie rzucała się z wieży, nawet jeśli Ci któryś przedmiot nie wyjdzie tak, jak sobie zaplanowałaś. Mnie? Nie mam wyjścia, jak nie zdam na same Wybitne i Powyżej Oczekiwań, to mnie nie przyjmą później na staż do Munga,
Westchnęła, kołysząc odpadkiem w powietrzu, po czym ostrożnie rzuciła go w stronę kosza, modląc się przy tym, aby nie spadł na podłogę.
- Ah, możliwe, że któraś z dziewcząt w pokoju wspólnym o nim mówiła. Bała się jednak odrzucenia. - odpowiedziała po chwili namysłu, wytężając umysł. Miała dobrą pamięć i chociaż nie potrafiła skojarzyć buzi osób, o których rozmawiały, to jednak była przekonana, że obiło się jej o przystojnym puchnie na czwartym roku o uszy już wcześniej. Podobnie jak jej towarzyszka, nie interesowała się chłopcami, a przynajmniej nie w sposób romantyczny, zbyt pochłonięta nauką oraz opieką nad bratem-lubiła wierzyć, że robi to na swój własny sposób, niekoniecznie zrozumiały przez samego Castiela. Słuchała jej z jakimś zaintrygowaniem w stalowoniebieskich tęczówkach, za nic nie mogąc sobie owego "mugolskiego zapaśnika" w osobie siedzącej naprzeciw dziewczyny wyobrazić. Owszem, więcej w niej było chłopczycy niż damy, jednak przedstawiony przez nią schemat wydarzeń nijak Flintównie nie pasował. - Nasza Pani Profesor ma bardzo bogate porównania i ciekawe zainteresowania. Myślisz, że tym zajmuje się po przebrnięciu przez pergaminy z wypracowaniami, które tak ochoczo zadaje?
Pokręciła delikatnie głową, szorując kocioł z większą zawziętością. Wciąż było to dla niej trochę uwłaczające i godzące w wewnętrzne poczucie dumy, że ona — prefekt, skończyła na tak obrzydliwym szlabanie, bo chyba tylko szorowanie łazienek mogłoby być gorsze. Nawet puchary w izbie pamięci zdawały się zajęciem przyjemniejszym niż pozbywanie się resztek eliksirów. Śmierdzących, glutowatych i na dobrą sprawę mogących okazać się szkodliwymi. Całe szczęście, że miały dostępne rękawiczki! Ruchem głowy zgarnęła jasny kosmyk na bok, wracając do rzeczywistości i Brenny tym samym, porzucając użalanie się i niesprawiedliwości świata za sobą.
Piękno było trudnym pojęciem, dopasowanym indywidualnie do każdego człowieka. Nie miała pojęcia czemu, ale ludzie piękni tylko z zewnątrz — jak na przykład ona, wydawali się jej bardzo zgnili i martwi, obrzydliwi. Brenna mogła szczycić się promieniującym wnętrzem, które tylko podkreślało jej błyszczące oczy i zaróżowione policzki. Mogłaby być uznawana za prawdziwie zjawiskową, gdyby tylko chciała i nad tym popracowała. Ostatnio Cynthia pochłaniała wiele ksiąg pomiędzy tymi, które służyły do odrabiania prac domowych i jedna z nich właśnie zasugerowała, że wewnętrzny blask jest najlepszym upiękniaczem, a do tego podobno istniały kiedyś czary, które potęgowały jego efekt. W to jednak Ślizgonce nie chciało się wierzyć.
- A ma inny niż ten w kurczaki? - zaczęła, zastygając w bezruchu i obdarzając ją zaciekawionym spojrzeniem, uniosła nieco brew. - Na Merlina, nie widzę jej w koronkach czy satynach.
Drgnęła nieco na próbę wyobrażenia sobie tego, więc jej umysł szybko wrócił do tych kurczaków. Z dwojga złego już lepsze to niż próba wyciągnięcia z tej kobiety strony szykownej i eleganckiej. Wspomnienie klasy, której nauczyciel zapominał zamknąć, wydało się jej warta zapamiętania, obdarzyła więc dziewczynę lekkim uśmiechem i skinięciem głowy w podziękowaniu. Wróciła też do szorowania kociołka, który po chwili opłukała i odstawiła na bok, łapiąc za następny. Również oblepiony jakimś paskudztwem. Z odrobiną odrazy złapała miedzy palce coś, co chyba było resztką przypalonej skórki. - Wolałabym, żebyś nie rzucała się z wieży, nawet jeśli Ci któryś przedmiot nie wyjdzie tak, jak sobie zaplanowałaś. Mnie? Nie mam wyjścia, jak nie zdam na same Wybitne i Powyżej Oczekiwań, to mnie nie przyjmą później na staż do Munga,
Westchnęła, kołysząc odpadkiem w powietrzu, po czym ostrożnie rzuciła go w stronę kosza, modląc się przy tym, aby nie spadł na podłogę.