27.04.2025, 00:32 ✶
Z trudem powstrzymała prychnięcie na jego stwierdzenie dotyczące załatwiania spraw, którymi rodzina Borgin nie chciała sobie oficjalnie brudzić rąk. Mogła jednak wywrócić oczami, bo tego już zauważyć nie mógł, głównie przez sposób, w który siedzieli. Jej dłonie nie mogły znaleźć sobie miejsca, palce nerwowo skubały materiał ubrania, stukały wzajemnie w swoje paznokcie lub wędrowały wzdłuż ud, które zakrywał ciemny materiał. Starała się skupić na tym, co było tu i teraz, ale sprawy związane z szukaniem sposobu na wejście do Limba lub też przeniesienie źródła chłodu na inną istotę żyjącą skutecznie zajmowały jej myśli. Nie chodziło nawet o ambicje, o chęć zapisania się w historii lub zrobienie czegoś wielkiego — musiała po prostu zrobić coś, co uratowałoby Tori i innych. Zwilżyła wargi, pozwalając sobie na uwolnienie chłodnej, ale uspokajającej fali, która przemknęła przez jej ciało od góry do dołu, niesiona pociągnięciem magicznej struny, precyzyjnym wyborem ten jednej, konkretnej, która odpowiadała za koncentrację i wyciszenie.
- Odpowiada Ci ciągłe brudzenie sobie rąk? Jestem przekonana, że w połowie tych spraw nie brałeś udziału. - zauważyła ze spokojem, wpatrując się w liście na gałęzi drzewa. Niedługo miały zmienić kolor, opaść i uschnąć. Umrzeć. Wszystko sprowadza się do kręgu życia, napędzania cyklu, a magia kryła się w każdym elemencie otoczenia, chociaż pozyskiwanie jej bezpośrednio ze źródeł żywiołów było tematem tabu, jak i niezbadanym gruntem jednocześnie. A gdyby tak.. Przymknęła oczy, wykonując niezauważalny ruch głową. Nie miała czasu na eksperymenty. Dla niepoznaki obróciła głowę, zerkając na niego przez ramię. Jego też trzeba było uratować, zanim pogrąży się w ciemności, z której nie będzie umiała go wyciągnąć.
- Powinieneś teraz bardziej skupić się na tym, czego Ty potrzebujesz, a nie na tym, czego potrzebują inni. To też Twoja strata, jakkolwiek duża lub mała by nie była. - jej wzrok powędrował za kamykiem, który kilka sekund później zniknął pod taflą wody, zostawiając zaburzające ją kręgi. Cynthia wyprostowała się, jej ciało drgnęło niespokojnie, a dłonie zacisnęły się mocniej, splecione ze sobą. - Czasem mam wrażenie, że owe "niewinne" oblicze nigdy nie istniało. Jest zamazanym wspomnieniem, które czasem odzywa się w biegu pędzących wydarzeń i chaosu, który panuje dookoła. A wyrok w zawieszeniu, to nie jest Twój największy problem. - stwierdziła z cichym westchnieniem, jawnie nawiązując do tatuażu, który zdobił jego przedramię. Tego samego, który z taką dumą nosił Louvain. Ta dwójka się przyjaźniła, a była ze sobą tak skrajnie różna — w zachowaniu, jak i w powodach, dla których znaleźli się po stronie Czarnoksiężnika. No i jeden był dotknięty rozprzestrzeniającym się zimnem dementora, które miało prowadzić do śmierci, a drugi był trochę martwy w środku i wędrujący, niczym śniący. Wszystko było na jej głowie.
- Jest jakaś szansa, że zdejmą Ci ten wyrok w zawieszeniu? Rozmawiałeś z Brenną? Jeśli chcesz, mogę spróbować się czegoś dowiedzieć.
Zasugerowała mu jeszcze, nawiązując do swojej przyjaciółki, która również cierpiała na pewien rodzaj pracoholizmu i miała ten brzydki nawyk chęci zbawienia całego świata. Całe szczęście, Victorii to nie dotknęło — przynajmniej tak mocno, jak ją i Bri.
- Tego nie wiesz, pewnie dawno się nie badałeś. - zauważyła ze słodkim uśmiechem, posyłając mu kątem oka spojrzenie, bo znów odwróciła głowę. Ostatnie czego Stanley potrzebował, to martwienie się o nią. A była przecież silniejsza niż oni wszyscy.
Na znajome drobnienie, uśmiechnęła się lekko i znów drgnęła, aby zaraz się podnieść. Przeciągnęła się leniwie, pogodnie wręcz i rozejrzała się dookoła, pozwalając sobie głębiej zaczerpnąć leśnego powietrza. Stanęła obok niego i spojrzała w dół, jasne włosy leniwie kołysały się pod wpływem gwałtownego wstania na plecach, a luźniejsze ubranie zaczynało pogrążać się w chaosie na szczupłym ciele czarownicy, wyglądając odrobinie nieporządnie.
- Badania nad nekromancją są wyczerpujące. - zaczęła po dłuższej przerwie, odrywając jedną z dłoni od ciała i położyła ją na głowie mężczyzny, mierzwiąc mu włosy. Uśmiechnęła się subtelnie, skupiając na tym, aby wyglądać niewinnie i pogodnie. - Nie musisz się o mnie martwić, bo to nic, z czym bym sobie nie poradziła. Tylko nie znalazłam jeszcze sposobu na osiągnięcie efektu, którego szukam. Brakuje mi elementu zamykającego układankę, a piętrzące się zwłoki w kostnicy nieszczególnie ułatwiają mi życie. - jej palce kolejny raz poruszyły się w ciemnych pasmach, nawijając je kilkukrotnie, zanim znów się wyprostowała i spojrzała na jezioro, cofając rękę. - Wiem, że zawsze mogę Cię poprosić o pomoc, gdybym jej potrzebowała.
Dlatego właśnie nie mogła mu powiedzieć. Nie mógł wiedzieć o tym, czego szukała i co chciała zrobić, bo z pewnością by próbował ją powstrzymać. Czasem jedyne rozwiązanie było tam, gdzie najbardziej nie chciało się go odnaleźć.
- Co zamierzasz teraz zrobić Stanley? - zapytała cicho, nawiązując chyba do wszystkiego, co aktualnie działo się w jego życiu, włącznie z pracą.
- Odpowiada Ci ciągłe brudzenie sobie rąk? Jestem przekonana, że w połowie tych spraw nie brałeś udziału. - zauważyła ze spokojem, wpatrując się w liście na gałęzi drzewa. Niedługo miały zmienić kolor, opaść i uschnąć. Umrzeć. Wszystko sprowadza się do kręgu życia, napędzania cyklu, a magia kryła się w każdym elemencie otoczenia, chociaż pozyskiwanie jej bezpośrednio ze źródeł żywiołów było tematem tabu, jak i niezbadanym gruntem jednocześnie. A gdyby tak.. Przymknęła oczy, wykonując niezauważalny ruch głową. Nie miała czasu na eksperymenty. Dla niepoznaki obróciła głowę, zerkając na niego przez ramię. Jego też trzeba było uratować, zanim pogrąży się w ciemności, z której nie będzie umiała go wyciągnąć.
- Powinieneś teraz bardziej skupić się na tym, czego Ty potrzebujesz, a nie na tym, czego potrzebują inni. To też Twoja strata, jakkolwiek duża lub mała by nie była. - jej wzrok powędrował za kamykiem, który kilka sekund później zniknął pod taflą wody, zostawiając zaburzające ją kręgi. Cynthia wyprostowała się, jej ciało drgnęło niespokojnie, a dłonie zacisnęły się mocniej, splecione ze sobą. - Czasem mam wrażenie, że owe "niewinne" oblicze nigdy nie istniało. Jest zamazanym wspomnieniem, które czasem odzywa się w biegu pędzących wydarzeń i chaosu, który panuje dookoła. A wyrok w zawieszeniu, to nie jest Twój największy problem. - stwierdziła z cichym westchnieniem, jawnie nawiązując do tatuażu, który zdobił jego przedramię. Tego samego, który z taką dumą nosił Louvain. Ta dwójka się przyjaźniła, a była ze sobą tak skrajnie różna — w zachowaniu, jak i w powodach, dla których znaleźli się po stronie Czarnoksiężnika. No i jeden był dotknięty rozprzestrzeniającym się zimnem dementora, które miało prowadzić do śmierci, a drugi był trochę martwy w środku i wędrujący, niczym śniący. Wszystko było na jej głowie.
- Jest jakaś szansa, że zdejmą Ci ten wyrok w zawieszeniu? Rozmawiałeś z Brenną? Jeśli chcesz, mogę spróbować się czegoś dowiedzieć.
Zasugerowała mu jeszcze, nawiązując do swojej przyjaciółki, która również cierpiała na pewien rodzaj pracoholizmu i miała ten brzydki nawyk chęci zbawienia całego świata. Całe szczęście, Victorii to nie dotknęło — przynajmniej tak mocno, jak ją i Bri.
- Tego nie wiesz, pewnie dawno się nie badałeś. - zauważyła ze słodkim uśmiechem, posyłając mu kątem oka spojrzenie, bo znów odwróciła głowę. Ostatnie czego Stanley potrzebował, to martwienie się o nią. A była przecież silniejsza niż oni wszyscy.
Na znajome drobnienie, uśmiechnęła się lekko i znów drgnęła, aby zaraz się podnieść. Przeciągnęła się leniwie, pogodnie wręcz i rozejrzała się dookoła, pozwalając sobie głębiej zaczerpnąć leśnego powietrza. Stanęła obok niego i spojrzała w dół, jasne włosy leniwie kołysały się pod wpływem gwałtownego wstania na plecach, a luźniejsze ubranie zaczynało pogrążać się w chaosie na szczupłym ciele czarownicy, wyglądając odrobinie nieporządnie.
- Badania nad nekromancją są wyczerpujące. - zaczęła po dłuższej przerwie, odrywając jedną z dłoni od ciała i położyła ją na głowie mężczyzny, mierzwiąc mu włosy. Uśmiechnęła się subtelnie, skupiając na tym, aby wyglądać niewinnie i pogodnie. - Nie musisz się o mnie martwić, bo to nic, z czym bym sobie nie poradziła. Tylko nie znalazłam jeszcze sposobu na osiągnięcie efektu, którego szukam. Brakuje mi elementu zamykającego układankę, a piętrzące się zwłoki w kostnicy nieszczególnie ułatwiają mi życie. - jej palce kolejny raz poruszyły się w ciemnych pasmach, nawijając je kilkukrotnie, zanim znów się wyprostowała i spojrzała na jezioro, cofając rękę. - Wiem, że zawsze mogę Cię poprosić o pomoc, gdybym jej potrzebowała.
Dlatego właśnie nie mogła mu powiedzieć. Nie mógł wiedzieć o tym, czego szukała i co chciała zrobić, bo z pewnością by próbował ją powstrzymać. Czasem jedyne rozwiązanie było tam, gdzie najbardziej nie chciało się go odnaleźć.
- Co zamierzasz teraz zrobić Stanley? - zapytała cicho, nawiązując chyba do wszystkiego, co aktualnie działo się w jego życiu, włącznie z pracą.