27.04.2025, 00:40 ✶
Wolała słuchać, niż mówić. Obserwować, niż się angażować. Była dokładnym przeciwieństwem sposobu życia Borgina, a do tego miała ponad przeciętną podzielność uwagi. Nie była dobra w mówieniu o sobie, ale miała doświadczenie w byciu wsparciem, dobrym rozmówcą — ile to razy Castiel, Tori czy Brenna się jej zwierzali, szukając być może wskazówki, a może poklepania po plecach? Nie mogła zliczyć. A Stanley miał taką minę, jakby potrzebował coś z siebie wyrzucić, skoro już rozmawiali, to zapytała. Nie chciała mu się rzecz jasna narzucać, niewiele o sobie wiedzieli. Nie miała świadomości, faktycznie, że zdjęła mu obrożę i kaganiec, ale też nie brała takich możliwości pod uwagę przez to, że nie miała pojęcia, czego się po nim spodziewać. Byli przecież jak dwa żywioły, to było widoczne na pierwszy rzutka, chociażby biorąc pod uwagę fakt samej aparycji, nie wspominając już o kwestiach charakteru. Nie było w tym nic złego, ba, sprawiało to, że gra wydawała się znacznie ciekawsza, ponieważ dwie jednostki o dużym podobieństwie, stawały się bardzo szybko dla siebie przewidywalne, a w znajomość — niezależnie od jej rodzaju — wdzierała się monotonność. Nie lubiła niespodzianek, ale lubiła ciekawych ludzi. Świat dla niej był głównie przecież szary, nudny i nijaki, każdy próbował się gdzieś wpasować, zamiast pilnować swojej unikalnej barwy. Pewnie, była hipokrytą, bo robiła tak samo, tylko ona się nie chciała wcale zmieniać, jedynie dostosować i zamknąć unikalność w szklanym pudełku.
Poza tym, czy zakazany owoc nie był tym, który kusił najmocniej? Oczywiście nie zakłada niczego w związku z ciemnowłosym chłopakiem, ale raczej nic się nie stanie, jak spędzi z nim jedno popołudnie. Badawczo. Myślała też, że zdawał sobie sprawę z tego, że zgraja najpopularniejszych chłopców ze Slytherina była sygnowana jego nazwiskiem, bo był chyba najstarszy lub przynajmniej na tle całej reszty, to on wypadał najrozsądniej. Do gromadzenia, a przede wszystkim utrzymania przy sobie ludzi, należało mieć odpowiednie predyspozycje. Wrodzoną charyzmę i umiejętność łagodzenia konfliktów w grupie, co niestety, ale było kombinacją zdolności wrodzonych, ekstremalnie trudnych do nabycia. Jak ktoś tego czegoś nie miał, to po prostu nie miał.
Pomimo tego, jak była cicha i raczej małomówna w tłumie, była paskudnie uparta, wysoką odporność psychiczną. Musiała dorosnąć szybciej, niż swoje rówieśniczki, co dodawało jej powagi i jakiegoś zdrowego lub też mniej rozsądku. Uleganie jego prowokacjom nie było mądre, ale nie wydawało się jej też czymś bardzo złym. A może po prostu chciała wierzyć w to, że nic się nie stanie? Wiedział, jak ją podejść i obrócić sprawę tak, żeby nie mogła odmówić — przez presję ze strony ojca i rodziny, tragicznie źle znosiła rozczarowanie innych osób, nawet jeśli ich nie znała lub byli jej obojętni.
Przezwisko się jej całkiem spodobało, bo w innym wypadku oznajmiła by, żeby tak jej nie nazywał. Ściągnęła brwi na jego teatralne zatroskanie, kręcąc zaraz głową. -No tak, jak mogłam tak się dać podejść synowi diabła, o ja głupia i naiwna.. Pewnie poza małymi dziećmi, jadasz też niewinne kobiety i owieczki? - zapytała z udawanym strachem, jakąś powagą, która miała powstrzymać drżenie kąciku jej warg na tyle, aby nie parsknęła śmiechem.
Miał ładne oczy, głębokie i z iskierką czegoś niepokojącego, jakąś emocją, której nie umiała odpowiednio nazwać. Nie dziwiła się, że mógł onieśmielać wzrokiem, pewność siebie układała się w łobuzerskie błyski, podkreślone tylko szelmowskim uśmiechem. Wzbudzał niepokój, ale wzbudzał też ciekawość. Nie była tchórzem, nie była też aż tak nieśmiała, żeby odwrócić spojrzenie przy tak bezpośrednim ich zetknięciu. Powtarzała sobie, że to nie był powód do wstydu. Myśliwy upoluje zajączka, czy zajączek okaże się sprytny i to on będzie zagrożeniem dla atakującego? Nie tylko ona dała mu do myślenia, on jej również.
Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, bo miała kolejny związany z nim lub też stworzony przez niego dylemat. Nie powiedziała jednak niczego, co dałoby mu wskazówkę odnośnie do tego, na którą stronę przechyla się szala — chęci czy też niechęci. Bo czy takie przezwiska nie zbliżały do siebie w jakiś sposób ludzi? Nie podglądała, bo była uczciwa. Bo dała słowo, że zamknie oczy pod groźbą utraty punktów. Korciło, owszem, ale miała silną wolę. Zresztą, tak skupiła się na jego dłoni, że zupełnie zapomniała o samej drodze. Była przyjemnie ciepła, wcale nie kojarzyła się Cynthii z łobuzem i łamaczem damskich serc, chociaż usilnie próbowała to powiązać.
- Tak myślałam, ale to bardziej opłacałoby Ci się porwać mojego bliźniaka, jest więcej wart. - wzruszyła ramionami, nie kryjąc rozbawienia w głosie. Kolejny raz chciała otworzyć oczy, więc mocniej zacisnęła powieki, odrobinę przyspieszając kroku, aby się tak za nim nie wlec. Miała wrażenie, że schodzą w dół, chociaż wystające z wydeptanej ścieżki korzenie mogły mamić jej zmysł orientacji, który wcześniej już naruszyły obroty.
Nie miała żadnej racjonalnej i logicznej wymówki, dlaczego w ogóle się na to zgodziła. Było to tak bardzo wbrew temu, co sobą reprezentowała, że pewnie kilka dni zajmie jej oswojenie się z tą myślą i tym odstępstwem od poczucia kontroli. Argument o ciekawości i uroczym chłopaku nie był wystarczająco sensowny, aby go uznała za wystarczający.
- To słodkie z Twojej strony, że chcesz się podzielić swoim ulubionym miejscem. Twoi koledzy nie byliby źli, że pokazałeś je komuś? Ta jaskinia.. - obróciła głowę przez ramię, gdy już siedziała na kamyku, wskazując na nią brodę. - Sprawia wrażenie miejsca, które zna wasze sekrety.
Dopowiedziała, powracając do niego spojrzeniem z dość spokojnym i łagodnym wyrazem twarzy, a potem zajęła się swoim wygranym papierosem, nie wiedząc, co właściwie czuje po jego podpaleniu. Uśmiechnęła się do niego całkiem ładnie w ramach podziękowania, ale też z nutą niedowierzania, w to, jakim był złotoustym czarownikiem. Śledziła go wzrokiem, gdy zeskoczył ze skały i znalazł się po jej prawej stronie, a gdy podpalał, nie mogła się powstrzymać przed spojrzeniem mu bezpośrednio w oczy. Podpalił też swojego. Idąc jego śladem — co było błędem, brakiem doświadczenia i okropnym pomysłem, zaciągnęła się mocno. Dym wypełnił jej płuca, dość cierpki i przyduszający, sprawiając, że przymknęła powieki, bo oczy się jej zaszkliły. Kaszlnęła kilkukrotnie, gdy siwa chmura uciekła spomiędzy jej warg, które potem przetarła dłonią. Smakowały gorzko. Odchyliła głowę, aby spojrzeć na chłopaka i kiwnąć głową, bo była przecież zbyt dumna, aby stwierdzić, że nie. I nie miała pojęcia, jak palić. I jak mogło mu to smakować.
- Potrzeba czegoś więcej, żebym umarła. - zauważyła z małą chrypką, kaszląc zaraz znowu, więc zakryła usta dłonią i odchyliła głowę na bok. - Wiedziałam, że planujesz morderstwo. Jak na dziedzica piekieł przystało. - dodała pół żartem, chcąc rozładować nieco swoje własne napięcie. O dziwo popiół strzepnęła całkiem umiejętnie, zatapiając spojrzenie w rozpływającym się w powietrzu żarze. Powinna spróbować teraz łagodniej, delikatniej, to może nie będzie tak źle. - Jaki jest Twój ulubiony kolor? - zapytała ni stąd, ni zowąd, prostując głowę i poprawiając się na kamieniu, spojrzała na tafle wody. Wsunęła znów papierosa do ust, ostrożnie wciągając do płuc dym, w niewielkiej ilości. Wciąż był duszący, ale chociaż nie wyglądała, jakby miała się rozpłakać lub udusić.
Poza tym, czy zakazany owoc nie był tym, który kusił najmocniej? Oczywiście nie zakłada niczego w związku z ciemnowłosym chłopakiem, ale raczej nic się nie stanie, jak spędzi z nim jedno popołudnie. Badawczo. Myślała też, że zdawał sobie sprawę z tego, że zgraja najpopularniejszych chłopców ze Slytherina była sygnowana jego nazwiskiem, bo był chyba najstarszy lub przynajmniej na tle całej reszty, to on wypadał najrozsądniej. Do gromadzenia, a przede wszystkim utrzymania przy sobie ludzi, należało mieć odpowiednie predyspozycje. Wrodzoną charyzmę i umiejętność łagodzenia konfliktów w grupie, co niestety, ale było kombinacją zdolności wrodzonych, ekstremalnie trudnych do nabycia. Jak ktoś tego czegoś nie miał, to po prostu nie miał.
Pomimo tego, jak była cicha i raczej małomówna w tłumie, była paskudnie uparta, wysoką odporność psychiczną. Musiała dorosnąć szybciej, niż swoje rówieśniczki, co dodawało jej powagi i jakiegoś zdrowego lub też mniej rozsądku. Uleganie jego prowokacjom nie było mądre, ale nie wydawało się jej też czymś bardzo złym. A może po prostu chciała wierzyć w to, że nic się nie stanie? Wiedział, jak ją podejść i obrócić sprawę tak, żeby nie mogła odmówić — przez presję ze strony ojca i rodziny, tragicznie źle znosiła rozczarowanie innych osób, nawet jeśli ich nie znała lub byli jej obojętni.
Przezwisko się jej całkiem spodobało, bo w innym wypadku oznajmiła by, żeby tak jej nie nazywał. Ściągnęła brwi na jego teatralne zatroskanie, kręcąc zaraz głową. -No tak, jak mogłam tak się dać podejść synowi diabła, o ja głupia i naiwna.. Pewnie poza małymi dziećmi, jadasz też niewinne kobiety i owieczki? - zapytała z udawanym strachem, jakąś powagą, która miała powstrzymać drżenie kąciku jej warg na tyle, aby nie parsknęła śmiechem.
Miał ładne oczy, głębokie i z iskierką czegoś niepokojącego, jakąś emocją, której nie umiała odpowiednio nazwać. Nie dziwiła się, że mógł onieśmielać wzrokiem, pewność siebie układała się w łobuzerskie błyski, podkreślone tylko szelmowskim uśmiechem. Wzbudzał niepokój, ale wzbudzał też ciekawość. Nie była tchórzem, nie była też aż tak nieśmiała, żeby odwrócić spojrzenie przy tak bezpośrednim ich zetknięciu. Powtarzała sobie, że to nie był powód do wstydu. Myśliwy upoluje zajączka, czy zajączek okaże się sprytny i to on będzie zagrożeniem dla atakującego? Nie tylko ona dała mu do myślenia, on jej również.
Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, bo miała kolejny związany z nim lub też stworzony przez niego dylemat. Nie powiedziała jednak niczego, co dałoby mu wskazówkę odnośnie do tego, na którą stronę przechyla się szala — chęci czy też niechęci. Bo czy takie przezwiska nie zbliżały do siebie w jakiś sposób ludzi? Nie podglądała, bo była uczciwa. Bo dała słowo, że zamknie oczy pod groźbą utraty punktów. Korciło, owszem, ale miała silną wolę. Zresztą, tak skupiła się na jego dłoni, że zupełnie zapomniała o samej drodze. Była przyjemnie ciepła, wcale nie kojarzyła się Cynthii z łobuzem i łamaczem damskich serc, chociaż usilnie próbowała to powiązać.
- Tak myślałam, ale to bardziej opłacałoby Ci się porwać mojego bliźniaka, jest więcej wart. - wzruszyła ramionami, nie kryjąc rozbawienia w głosie. Kolejny raz chciała otworzyć oczy, więc mocniej zacisnęła powieki, odrobinę przyspieszając kroku, aby się tak za nim nie wlec. Miała wrażenie, że schodzą w dół, chociaż wystające z wydeptanej ścieżki korzenie mogły mamić jej zmysł orientacji, który wcześniej już naruszyły obroty.
Nie miała żadnej racjonalnej i logicznej wymówki, dlaczego w ogóle się na to zgodziła. Było to tak bardzo wbrew temu, co sobą reprezentowała, że pewnie kilka dni zajmie jej oswojenie się z tą myślą i tym odstępstwem od poczucia kontroli. Argument o ciekawości i uroczym chłopaku nie był wystarczająco sensowny, aby go uznała za wystarczający.
- To słodkie z Twojej strony, że chcesz się podzielić swoim ulubionym miejscem. Twoi koledzy nie byliby źli, że pokazałeś je komuś? Ta jaskinia.. - obróciła głowę przez ramię, gdy już siedziała na kamyku, wskazując na nią brodę. - Sprawia wrażenie miejsca, które zna wasze sekrety.
Dopowiedziała, powracając do niego spojrzeniem z dość spokojnym i łagodnym wyrazem twarzy, a potem zajęła się swoim wygranym papierosem, nie wiedząc, co właściwie czuje po jego podpaleniu. Uśmiechnęła się do niego całkiem ładnie w ramach podziękowania, ale też z nutą niedowierzania, w to, jakim był złotoustym czarownikiem. Śledziła go wzrokiem, gdy zeskoczył ze skały i znalazł się po jej prawej stronie, a gdy podpalał, nie mogła się powstrzymać przed spojrzeniem mu bezpośrednio w oczy. Podpalił też swojego. Idąc jego śladem — co było błędem, brakiem doświadczenia i okropnym pomysłem, zaciągnęła się mocno. Dym wypełnił jej płuca, dość cierpki i przyduszający, sprawiając, że przymknęła powieki, bo oczy się jej zaszkliły. Kaszlnęła kilkukrotnie, gdy siwa chmura uciekła spomiędzy jej warg, które potem przetarła dłonią. Smakowały gorzko. Odchyliła głowę, aby spojrzeć na chłopaka i kiwnąć głową, bo była przecież zbyt dumna, aby stwierdzić, że nie. I nie miała pojęcia, jak palić. I jak mogło mu to smakować.
- Potrzeba czegoś więcej, żebym umarła. - zauważyła z małą chrypką, kaszląc zaraz znowu, więc zakryła usta dłonią i odchyliła głowę na bok. - Wiedziałam, że planujesz morderstwo. Jak na dziedzica piekieł przystało. - dodała pół żartem, chcąc rozładować nieco swoje własne napięcie. O dziwo popiół strzepnęła całkiem umiejętnie, zatapiając spojrzenie w rozpływającym się w powietrzu żarze. Powinna spróbować teraz łagodniej, delikatniej, to może nie będzie tak źle. - Jaki jest Twój ulubiony kolor? - zapytała ni stąd, ni zowąd, prostując głowę i poprawiając się na kamieniu, spojrzała na tafle wody. Wsunęła znów papierosa do ust, ostrożnie wciągając do płuc dym, w niewielkiej ilości. Wciąż był duszący, ale chociaż nie wyglądała, jakby miała się rozpłakać lub udusić.