Nie widziała potwora, ponieważ nie rozumiała kim był, czym się stawał przez to, że miała w sobie krew. Krew, która była synonimem życia. Nie wiedziała, że on nie był żywy. Myślała, że chciał czegoś innego, że chciał skrzywdzić ją w inny sposób. Sposób w jaki krzywdzą niegodziwi mężczyźni zbyt ufne kobiety. W pewnym sensie wampir był lepszym człowiekiem od gwałciciela, bo te stworzenia martwe nie mają wyboru – muszą pić krew, by żyć, a gwałciciele mają wybór, bo nie potrzebują tego do życia.
— To… nie krzywdź… – szepnęła czując jego usta blisko swoich.
Czuła dziwny ucisk w żołądku. Nie wiedziała, czy robiło się jej ze strachu nie dobrze, czy to co mężczyzna próbował robić zaczynało ją intrygować. Z jej ust wydobyło się sapnięcie, gdy złapał ją w talii spróbowała się odsunąć, ale nie miała szans. Był zbyt silny, a ona zbyt ostrożna. Nie chciała teraz umrze, nie chciała zostać skrzywdzona. Policzki pulsowały jej od krwi, która zbierała się pod nimi. Nie wiedziała, czy było to zawstydzenie, że był tak blisko niej, czy strach działał na nią inaczej niż na innych.
— Proszę – szepnęła, a potem poczuła jego usta na swoich. Całował i obejmował będąc cholernie silnym. Nie mogła pojąć, co się dzieje i dlaczego akurat to spotkało ją. Miała przed oczami mężćzyznę, który podarował jej skrawek najpiękniejszej magii, a teraz próbował zrobić coś w ciemnym zaułku. Dlaczego nie potrafił się powstrzymać. Nie rozumiała, to nie było trudne. Nie potrafiła zamknąć oczu choć nie chciała na niego patrzeć.
Nie chciała tego strachu, który w niej się rodził. Potem poczuła ból i posmak własnej krwi. Skąd… jak to się stało? Rozszerzyła oczy ze strachu. Zrozumiała też kogo spotkała. Dłonie drżały jej i nie była w stanie się ruszyć z powodu paraliżu, który ją dopadł. Nie mogła nawet krzyczeć, gdy trwał przy jej ustach. Nigdy czegoś tak strasznego nie przeżyła. Jego język oblizał krew z jej warg. Jego bliskość wywoływał dreszcz na jej plecach. Pocałunek, którym ją raczył był dziwny. Nie potrafiła określić, czy było to przyjemne, czy straszne. Uczucia mieszały się w niej jak w kotle z eliksirami, które warzy codziennie. Próbowała się odsunąć, ale uścisk jego był zbyt silny, a bała się wykonać jakikolwiek gwałtowny ruch, aby nie zrobił jej większej krzywdy. Nie chciała dzisiaj umierać.
Z jej ust wydostało się westchnięcie, gdy przebił jej szyję, a dłonie zacisnęły na jego kurtce. Czuła jak pił jej krew, jak zaciskał coraz mocniej ramiona na jej własnych. Jak trzymał ją w żelaznym uścisku, jak ból rozchodził się po jej szyi. Z oczu poleciały jej łzy. Nie wiedziała z jakiego powodu, czy z powodu swojej głupoty, naiwności, czy strachu, czy bólu, czy zawodu wobec zaufania względem drugiej osoby. Wiedziała, że on potrzebował krwi, aby przeżyć, ale bała się, że ona tego nie przeżyje. Robiło się jej gorąco i zimno na przemian, czuła, jak pot zbiera się w strategicznych miejscach jej ciała, jak zalewa ją strach i ból.
— Proszę… – wychrypiała. Robiło jej się słabo, a on nie przerywał. Pił i pił. Był to okropny dźwięk. Uścisk jej dłoni zaczynał tracić na sile, a powieki zaczęły robić się ciężkie. Zaczynała tracić świadomość. — Proszę… – wydusiła z siebie ostatni raz, czując jak wszystko ją boli. Potem pojawiła się ciemność.
Kogo można spotkać w ciemnych uliczkach? Głodnego potwora.