05.02.2023, 20:16 ✶
W ich wieku wiele wybaczano — zarówno zmiany humoru, jak i głupie odzywki czy błędy, które mogły popełnić. Młodość pod tym względem była cudowna, bo w momencie, gdy wejdą w dorosłe i odpowiedzialne życie, to już tak łatwo nie będzie. I chociaż Cyn o tym wiedziała, nie umiała żyć w tak swobodny i błyszczący sposób, jak Brenna. Czy kiedyś będzie tego żałowała? Sposobu, w jaki przeżyła swoje lata w Hogwarcie?
- Wychodzę z założenia, aby oczekiwać nieoczekiwanego i spodziewać się po ludziach wszystkiego. Może inspirację na te kaczki wzięła właśnie z zapasów? Czymkolwiek są zapasy, poza rzucaniem się na kogoś. - wzruszyła ramionami, przyglądając się wykonywanej przez siebie pracy i starając się nie uciekać zbytnio wyobraźnią w stronę tego, co mogło dziać się z ich nauczycielką po godzinach pracy. Nigdy też się nie zastanawiała nad jej pochodzeniem, ale Cynthia mało debatowała nad ludźmi, którzy jej nie interesowali.
Owszem, czasem zdarzało się jej zerkać z zainteresowaniem na mugolskie wynalazki czy dzieła kulturowe z zainteresowaniem, jednak społeczeństwo czystokrwiste dość krzywo na to spoglądało i w jakiś sposób zakorzeniło w niej to poczucie, że gdy zaangażuje się w takie rzeczy zbyt mocno, później będzie ciężej. Była ambitną nastolatką, nie chciała dodatkowych komplikacji na samym starcie swojej drogi do kariery, zwłaszcza że miała jeszcze w planach znaleźć odpowiednią żonę swojemu bratu (sam tego nie zrobi).
- Wtedy by Cię na pewno wyrzucili ze szkoły... Chyba że znalazłabyś coś, czym mogłabyś ją szantażować, żeby trzymała Twój sekret w zamian za trzymanie jej sekretu. Robimy straszne rzeczy, gdy chodzi o tajemnice. - mówiła dość spokojnie i łagodnie, jak na temat, który poruszała i który niekoniecznie godzien był damy, za którą przecież jasnowłosa się uważała. Nie był bowiem pewna, czy w obecnych czasach istniało dla młodych Czarodziejów coś gorszego niż wydalenie z Hogwartu, a patrząc po pannie Longbottom — taka rada mogłaby się jej kiedyś przydać. Na dalszą część jej wypowiedzi kiwnęła głową. Nieco zaskoczyła ją ścieżka kariery, którą jej towarzyszka wybrała i tkwiła w chwilę w milczeniu, zastanawiając się, czy do Brenny to w ogóle pasuje. Towarzyszyły temu ostatnie pociągnięcia szmatką w kociołku, aby zaraz następny wylądował na tym poprzednim, którym wyczyściła. Zmoczyła szmatkę w wodzie, płucząc ją dokładnie palcami i wbijając w spojrzenie w pianę, która nabierała zielonkawej barwy. - Zdasz?
Zdążyło tylko uciec spomiędzy jej wargi, zanim powędrowała spojrzeniem za dziewczyną, a następnie drgnęła na krześle na dźwięk okrzyku, który z siebie wyrzuciła. Szmatka wpadła jej do wody, a ruch krzesłem przewrócił jeden z kociołków, który poturlał się w stronę mniejszego stosu i dodatkowo go wywalił, tworząc dodatkowy huk. Zamrugała kilkukrotnie zaskoczona, wstając z miejsca i podnosząc miskę z wodą, podeszła do śmietnika. Wylała do niego zielonkawo-siwą ciecz z pianą, cofając się zaraz o krok z wiadrem w dłoniach. Obróciła głowę w stronę Brenny, przyglądając się jej badawczo. - Nic Ci się nie stało?
Z kosza na śmieci zaczął wydobywać się okropny smród.
- Wychodzę z założenia, aby oczekiwać nieoczekiwanego i spodziewać się po ludziach wszystkiego. Może inspirację na te kaczki wzięła właśnie z zapasów? Czymkolwiek są zapasy, poza rzucaniem się na kogoś. - wzruszyła ramionami, przyglądając się wykonywanej przez siebie pracy i starając się nie uciekać zbytnio wyobraźnią w stronę tego, co mogło dziać się z ich nauczycielką po godzinach pracy. Nigdy też się nie zastanawiała nad jej pochodzeniem, ale Cynthia mało debatowała nad ludźmi, którzy jej nie interesowali.
Owszem, czasem zdarzało się jej zerkać z zainteresowaniem na mugolskie wynalazki czy dzieła kulturowe z zainteresowaniem, jednak społeczeństwo czystokrwiste dość krzywo na to spoglądało i w jakiś sposób zakorzeniło w niej to poczucie, że gdy zaangażuje się w takie rzeczy zbyt mocno, później będzie ciężej. Była ambitną nastolatką, nie chciała dodatkowych komplikacji na samym starcie swojej drogi do kariery, zwłaszcza że miała jeszcze w planach znaleźć odpowiednią żonę swojemu bratu (sam tego nie zrobi).
- Wtedy by Cię na pewno wyrzucili ze szkoły... Chyba że znalazłabyś coś, czym mogłabyś ją szantażować, żeby trzymała Twój sekret w zamian za trzymanie jej sekretu. Robimy straszne rzeczy, gdy chodzi o tajemnice. - mówiła dość spokojnie i łagodnie, jak na temat, który poruszała i który niekoniecznie godzien był damy, za którą przecież jasnowłosa się uważała. Nie był bowiem pewna, czy w obecnych czasach istniało dla młodych Czarodziejów coś gorszego niż wydalenie z Hogwartu, a patrząc po pannie Longbottom — taka rada mogłaby się jej kiedyś przydać. Na dalszą część jej wypowiedzi kiwnęła głową. Nieco zaskoczyła ją ścieżka kariery, którą jej towarzyszka wybrała i tkwiła w chwilę w milczeniu, zastanawiając się, czy do Brenny to w ogóle pasuje. Towarzyszyły temu ostatnie pociągnięcia szmatką w kociołku, aby zaraz następny wylądował na tym poprzednim, którym wyczyściła. Zmoczyła szmatkę w wodzie, płucząc ją dokładnie palcami i wbijając w spojrzenie w pianę, która nabierała zielonkawej barwy. - Zdasz?
Zdążyło tylko uciec spomiędzy jej wargi, zanim powędrowała spojrzeniem za dziewczyną, a następnie drgnęła na krześle na dźwięk okrzyku, który z siebie wyrzuciła. Szmatka wpadła jej do wody, a ruch krzesłem przewrócił jeden z kociołków, który poturlał się w stronę mniejszego stosu i dodatkowo go wywalił, tworząc dodatkowy huk. Zamrugała kilkukrotnie zaskoczona, wstając z miejsca i podnosząc miskę z wodą, podeszła do śmietnika. Wylała do niego zielonkawo-siwą ciecz z pianą, cofając się zaraz o krok z wiadrem w dłoniach. Obróciła głowę w stronę Brenny, przyglądając się jej badawczo. - Nic Ci się nie stało?
Z kosza na śmieci zaczął wydobywać się okropny smród.