Kiedy tak podkreślała rangę tego przedmiotu, uwypuklając, że jest bardziej narzędzie badawcze, niż przedmiot służący rozrywce, aż sam zaczął się zastanawiać, czy użył właściwego kłamstewka obracając to wszystko w fanaberię bogaczy. Z tego jak to przedstawił, u Lestrangów, ich myślodsiewnia zamieniłaby się raczej w coś w rodzaju interaktywnego albumu ze zdjęciami. W ich domu najbliżej nauki stałaby, gdyby Dorinda zapisywała w niej swoje najcenniejsze receptury alchemiczne. A przecież Hannah mocno zależało, żeby ta misa była czymś więcej, niż tylko miejscem do przechowania kilku myśli, niczym stary pamiętnik.
- Bez obaw. I bez artefaktu, podchodziliśmy do swoich sekretów z wielką ostrożnością. Odparł z możliwie jak najbardziej ukrytym przekąsem. Czy wszystkie wspomnienia, każdego Lestranga były z definicji sekretem? No cóż, jego ze pewnością. Nie mógł się wypowiadać za wszystkich, nawet gdyby bardzo chciał to wciąż nie miał takiej mocy sprawczej. Wypowiedzieć się głosem całego rodu i potępić takich Mulciberów. Ogłosić krwawą zemstę i wykastrować wszystkie ich wpływy, całe majątki które posiadali. To byłoby coś całkiem ciekawego, nie zważając nawet na koszty jakie mogliby rodzinnie ponieść.
Rozmarzył się na moment nad wizją wyrównywania rachunków na tyle że kilka słów z środka jej wypowiedzi umknęło jego uwadze. Nie to, że Hanna była nieciekawa, bo wypowiadała się całkiem z gracją, chociaż najchętniej to zamknąłby jej te uroczą buźkę. Takim solidnym buzi, najlepiej z rozpędu. Po prostu pouczające gadki działały na niego z siłą tysiąca miligramów melatoniny i nie potrafił się w nie uważnie wsłuchiwać tak długo, jak nie pochodziły od kogoś wobec którego czuł respekt. Jednak od ostatniego zdania, aż mu się włosy na rękach nastroszyły pod garniturem.
- Minionej? Powtórzył za nią, ironicznie, jakby lekko rozbawiony. - Powiedz mi to w Londynie, nie kiedy formalność trzyma mnie za język. Dodał szybciutko, wpatrując się jej bezczelnie w dekolt, kiedy tak pochylona opierała się łokciami o kamienną misę. Oj, ewidentnie uruchomiła go ta drobna prowokacja z jej strony. Nie będzie mu tu jakaś prowincjonalna dziewucha od szkolnych pamiętniczków rzucać wyzwania, bez obawy o utratę bielizny.