28.04.2025, 21:33 ✶
Jej imię, a zaraz potem przeciągłe i warkliwe „Rowle, kurwa”, które rozległo się za jej plecami, wystarczyło, aby upewnić się, że miała do czynienia z braćmi Greyback. Czy w ich głosie usłyszała to specyficzne połączenie szorstkiej kpiny i czegoś, co Mona mogłaby nazwać nawet czułością w lepszych okolicznościach (pewnie wyparliby się tego na śmierć i życie)? Nie było potrzeby sięgania po wielkie słowa, żeby okazać komuś, że był swój. Najwyraźniej wystarczyło kilka przekleństw i pojawienie się wtedy, kiedy było trzeba.
— Proszę, błagam… — zaszlochała kobieta, której głos łamał się w błagalnych szeptach. Rowle nie musiała się domyślać, co to bydło przed nią zamierzało zrobić. Nie planowali zwykłej śmierci, ta w ich przekonaniu byłaby pewnie zbyt łaskawa. To było coś gorszego.
Piętno.
Znak hańby, który chcieli zostawili na twarzach, ciele, duszy. Ślad, którego ta kobieta nie miałaby szans zmyć, niezależnie od tego jakby się starała i miał ją prześladować przez resztę jej życia. Każde spojrzenie w lustro przypominałoby jej to, co przeżyła, każdy oddech miałby smak tej nocy i tego barbarzyństwa.
Być może dlatego wstręt wydał się Monie śmiesznie lekki wobec fali wściekłości, która eksplodowała w niej, kiedy wystrzeliła jak z procy w stronę jatki. Kilka głów z twarzami wykrzywionymi gniewem i oszołomieniem, odwróciło się ku niej, jak gdyby zrozumiały, że ta drobna postać wśród nich, pełna niezdarnych ruchów, była czymś, co warto było zauważyć. W ich spojrzeniach nie było już miejsca na litość, mimo że każda komórka ciała wrzeszczała: uciekaj. To nie twoja walka. Za późno, co ty właściwie robisz, idiotko? Co możesz im zrobić? Metalową rurą to im nie najebiesz. Bo gdyby w tamtym momencie cofnęłaby się i gdyby pozwoliła, aby jej serce wypełniła nicość i strach, to kim sama by się stała? Tylko jedną z tych, które ginęli w niepamięci, bo zostali zatarci przez przemoc.
Och, jednakże była za słaba. Wpadła na mężczyznę z nożem, ale zamiast go przewrócić, odbiła się od niego jak od ściany. Uderzenie było zbyt mocne, a ona nieprzygotowana na ten gwałtowny opór, stoczyła się na bok. Ten sam efekt, który odczuła tamtej nocy w ciemnej alejce Pokątnej, kiedy to w pełni przekonana, że coś ją goniło, jebnęła głową w mur z taką siłą, że prawie straciła przytomność. Upadłaby, gdyby nie to, że silne ramiona przytrzymały ją i wyrwały z tej wściekłej gry.
— Puszczaj mnie! Zaraz ci… — warknęła wystraszona, że być może zaraz to ona będzie leżeć na bruku. Strach zniknął natychmiast, kiedy rozpoznała Skolla. Zamrugała szybko, uświadamiając sobie, że nie leży na bruku tylko dlatego, że on tam był.
Na ile sensu było rzucanie się na mężczyznę z nożem, tak Mona nie miała czasu, aby dziękować bogom za choćby najmniejszą szansę na przetrwania, bo potem zaczął się małpi gaj, a Hati Greyback wyprowadził cios w ryj. Dźwięk łamanej kości rozniósł się echem po okolicy.
Mężczyzna z nożem patrzył przez moment na swojego kolegę, który z hukiem opadł na ziemię. Bez chwili namysłu, rozerwał przestrzeń między nimi, wpadł w furię, a dziki, bezmyślny gniew zamienił się w dziką szarżę. Oczy mu zwęziły się do malutkich szparek, twarz wykrzywiła się w grymasie, który mógłby przerazić samego diabła. Nóż w dłoni stał się przedłużeniem jego woli, nie potrzebował niczego więcej, aby zamienić Monę w martwą masę. Kątem oka widziała w rękach trzech pozostałych przeciwników, którzy wyglądali jakby szukali czegoś do... Nieważne. Byli w czarnej dupie.
af III, czy jakkolwiek go ominę T_T
— Proszę, błagam… — zaszlochała kobieta, której głos łamał się w błagalnych szeptach. Rowle nie musiała się domyślać, co to bydło przed nią zamierzało zrobić. Nie planowali zwykłej śmierci, ta w ich przekonaniu byłaby pewnie zbyt łaskawa. To było coś gorszego.
Piętno.
Znak hańby, który chcieli zostawili na twarzach, ciele, duszy. Ślad, którego ta kobieta nie miałaby szans zmyć, niezależnie od tego jakby się starała i miał ją prześladować przez resztę jej życia. Każde spojrzenie w lustro przypominałoby jej to, co przeżyła, każdy oddech miałby smak tej nocy i tego barbarzyństwa.
Być może dlatego wstręt wydał się Monie śmiesznie lekki wobec fali wściekłości, która eksplodowała w niej, kiedy wystrzeliła jak z procy w stronę jatki. Kilka głów z twarzami wykrzywionymi gniewem i oszołomieniem, odwróciło się ku niej, jak gdyby zrozumiały, że ta drobna postać wśród nich, pełna niezdarnych ruchów, była czymś, co warto było zauważyć. W ich spojrzeniach nie było już miejsca na litość, mimo że każda komórka ciała wrzeszczała: uciekaj. To nie twoja walka. Za późno, co ty właściwie robisz, idiotko? Co możesz im zrobić? Metalową rurą to im nie najebiesz. Bo gdyby w tamtym momencie cofnęłaby się i gdyby pozwoliła, aby jej serce wypełniła nicość i strach, to kim sama by się stała? Tylko jedną z tych, które ginęli w niepamięci, bo zostali zatarci przez przemoc.
Och, jednakże była za słaba. Wpadła na mężczyznę z nożem, ale zamiast go przewrócić, odbiła się od niego jak od ściany. Uderzenie było zbyt mocne, a ona nieprzygotowana na ten gwałtowny opór, stoczyła się na bok. Ten sam efekt, który odczuła tamtej nocy w ciemnej alejce Pokątnej, kiedy to w pełni przekonana, że coś ją goniło, jebnęła głową w mur z taką siłą, że prawie straciła przytomność. Upadłaby, gdyby nie to, że silne ramiona przytrzymały ją i wyrwały z tej wściekłej gry.
— Puszczaj mnie! Zaraz ci… — warknęła wystraszona, że być może zaraz to ona będzie leżeć na bruku. Strach zniknął natychmiast, kiedy rozpoznała Skolla. Zamrugała szybko, uświadamiając sobie, że nie leży na bruku tylko dlatego, że on tam był.
Na ile sensu było rzucanie się na mężczyznę z nożem, tak Mona nie miała czasu, aby dziękować bogom za choćby najmniejszą szansę na przetrwania, bo potem zaczął się małpi gaj, a Hati Greyback wyprowadził cios w ryj. Dźwięk łamanej kości rozniósł się echem po okolicy.
Mężczyzna z nożem patrzył przez moment na swojego kolegę, który z hukiem opadł na ziemię. Bez chwili namysłu, rozerwał przestrzeń między nimi, wpadł w furię, a dziki, bezmyślny gniew zamienił się w dziką szarżę. Oczy mu zwęziły się do malutkich szparek, twarz wykrzywiła się w grymasie, który mógłby przerazić samego diabła. Nóż w dłoni stał się przedłużeniem jego woli, nie potrzebował niczego więcej, aby zamienić Monę w martwą masę. Kątem oka widziała w rękach trzech pozostałych przeciwników, którzy wyglądali jakby szukali czegoś do... Nieważne. Byli w czarnej dupie.
af III, czy jakkolwiek go ominę T_T
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!