• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth

[08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#8
07.05.2025, 00:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2025, 00:46 przez Lorien Mulciber.)  
Rzeczy zawsze działy się zbyt szybko. Zwłaszcza dla tych, którzy czekali zbyt długo. Kiedy ich rozmowy zamieniły się w monologi, którymi próbowali zatkać ciszę. Kiedy w ogóle odkryli, że cisza zaczyna ich uwierać jak źle zawiązany gorset czy przyciasna kamizelka.
Jordania była bliska jej sercu. Od niemal ośmiu lat nie ruszyła się o krok, wciąż uparcie stojąc przed kamienną ścianą w mugolskiej świątyni i raz po raz czytając zapomniane przez czasu i świat słowa wyryte przez jednego z krzyżowców.
"Vita brevis, amor longus, libertas aeterna."
To co dla Anthony’ego było urwiskiem, dla Lorien przypominało mur. Choćby rozbijała się o niego dłońmi, łkała i padała na kolana - monument pozostawał głuchy na jej modlitwy. Może po prostu zapomnieli, że włoski ma tak wiele dialektów? A może żadne nie potrafiło mówić jedynym potrzebnym - tym którym szeptano słowa przebaczenia.

Widziała w jego oczach, że nie rozumie. I to bolało ją jeszcze bardziej. Znał pogardę, ale nie rozumiał wszystkich niuansów. Może była niesprawiedliwa - trudno. Przestała się tym zamartwiać, gdy uświadomiła sobie z jaką lekkością podchodzi do całej sprawy. Do niej.
Była drobna różnica między pełnymi politowania plotkami o tym, że zechciał ją co najwyżej mierny świeczkarz, z podupadającego rodu, a zostaniu wprost określoną kurwą bez honoru, bo śmiała spędzić miło czas na sabacie.
Była maleńka różnica między wżenieniem się w rodzinę, z którą jeszcze przed ślubem dzieliła długą historię, a zostaniu w oczach ludzi pieprzoną damą do towarzystwa człowieka, który owej damy potrzebował, tylko po to żeby ukryć przed światem to za co świat by go wyklął.

Temat Akademii był tylko gwoździem do trumny tego co próbowali odbudować.
Nieważne jak Anthony próbował to ubrać w słowa. Nieważne zdawały się też być jego intencje, bo wystarczyło jedno spojrzenie w głębokie oczy Lorien, żeby wiedzieć czyja krew krąży w jej żyłach. Była Crouchem, a miejsce Crouchów od pokoleń było w zimnych murach Ministerstwa Magii. Czy nie wystarczyło częściej pojawiać się w swoim własnym biurze, żeby móc z nią spędzać czas w godzinach pracy? Czy naprawdę konieczne było wyrwanie ją z miejsca, które jako jedyne mogła określić mianem swojego dziedzictwa? Chciał jej sprawić przepiękny prezent urodzinowy - wolała dostać Azkaban.
Tam też mogliby być razem.
Ale tam nie miałby kontroli. A kontrolę Anthony Shafiq kochał ponad wszystko - i nie ważne jak się próbowała oszukiwać, kochał mieć kontrolę bardziej niż kochał ją.
W Ministerstwie nie mógł jej związać dłoni i patrzeć jak mości sobie miejsce w kolejnej złotej klatce, której nadałby jakiś dumny tytuł. Sędziów było tak wielu, a ona jedna w swoim rodzaju. Tylko co zrobiłby, gdyby cenne złoto jego Akademii nagle zaczęło fundować granty i badania nad czystością krwi? Co by zrobił, gdyby pod płaszczykiem pięknie utkanej biurokracji okazało się, że procent niemagicznie urodzonych w Akademii jest zaskakująco niewielki? Co by zrobił, gdyby lekturą podstawową stały się książki jej przybranej babki Philomeny? Kiedy kierunek przestawał być tym odpowiednim, a jej przenikliwy umysł o wiele niebezpieczniejszy niż chciał to dostrzec?
Więc może i lepiej, że nie doszli do sedna tej rozmowy? Może lepiej, że nie do końca pojęła co ma na myśli, gdy zaczął temat. Może lepiej, że ta żona martwego świeczkarza nie zdążyła usłyszeć szalonych idei człowieka, który chyba zapomniał jak działa ich świat - bo z tego co jej było wiadomo żyli w świecie prawa i sprawiedliwości. Nawet jeśli wypaczonej. Nawet Wizengamotowi chodziło przede wszystkim o kontrolę.

Złość nie trzymała się nigdy Lorien zbyt długo. Zresztą jak wszystkie inne emocje. Z bogatego wachlarza pozostawał z reguły smutek, który witała jak zimnego towarzysza swojej życiowej podróży. Wtedy ponoć była najpiękniejsza. Otulona bezpiecznym uczuciem samotności jak własnym pogrzebowym całunem.
Uśmiechnięta i szczęśliwa - była po prostu ludzka. Pełna wad, bolączek, słabości. Anthony mógł zrobić tyle rzeczy, a nie zrobił żadnej z nich, pchany zazdrością o której nie miała pojęcia. Jak pieprzony pies ogrodnika.

Nie, nie był Alexandrem.
To prawda.

Był po prostu jej Anthony’m, którego tak rozpaczliwie potrzebowała, gdy świat stawał się odrobinę zbyt przytłaczający, a rzeczywistość rozmazana jak w sennym koszmarze. Jak mógł sądzić, że nie lubi z nim przebywać, skoro mając wszelkie możliwości na świecie - hotele, mieszkania do kupienia od ręki, dom rodziców w Londynie, Mulciber Manor, czy nawet zapewne jakiś pokój gościnny u Prewettów w Keswick - Lorien nie zawahała się sekundę, by skierować kroki do Little Hangleton.

Był  przecież Anthony’m, którego kochała całym sercem, wiedząc że nigdy nie będzie jej. Bo go kochała. Nie tak jak kochała w młodości Hati’ego, nie tak jak Alexandra czy nawet Achillesa. Kochała Anthony’ego w milczeniu i pokorze, patrząc jak rozkwita przy każdym awansie, każdej podróży, a ostatnio miłości do swojego Słońca. Każda miłość Lorien była różna - ta akurat najbardziej bolesna z nich wszystkich.

Był Anthony’m, który… zdecydował się właśnie na nią nawrzeszczeć w jej ulubionej restauracji. Bo gniewu, kierowanego w stronę Basilliusa jej kuzyn nie słyszał, spędzając dzień w Mungu czy może kasynie. Ale ona - owszem.
Gdy przestał warczeć i rzucać się niczym zamknięte w klatce zwierzę i wreszcie odwrócił się w jej stronę, mógł dostrzec, że Lorien nie patrzy na niego z tym pozbawionym emocji, niemal narkotycznym spokojem; ani nawet z bólem, który czuła, gdy zaczął obrażać jej rodzinę. Nie. Lorien wpatrywała się w jego twarz z czystym strachem.


Nie był Alexandrem, który sprawił, że przez jeden pierdolony moment poczuła się szczęśliwa. Ale w życiu nie pomyślałaby, że będzie Anthony’m, który ją przestraszy.
Poczuła jak łzy zbierają się w jej oczach. Zbyt długo hamowane, spłynęły po jej policzkach, brudząc je rozmazanym tuszem i makijażem. Nie miał prawa tak jej traktować.

Sprowadzę ich i w trzy miesiące.
Więc odejdę za dwa.


Milczała. Po prostu patrzyła, pozwalając brudnym łzom kapać na sukienkę i szyję.
Cel był od zawsze jasny! Ale Anthony pomimo lat nie potrafił tego zrozumieć. Bo celem nie było jak najdłuższe życie. Nie było złamanie klątwy. Dlaczego na bogów miałoby nim być, skoro wilgowron był nią, a ona wilgowronem? Nikt nie odcinał sobie ręki tylko dlatego, że była pokryta bliznami, skąd pomysł, że mogłaby chcieć dokonać takiej aborcji na własnej duszy?
Dlatego jego wściekłość na Basilliusa nie powinna mieć w ogóle miejsca. Była żałosna. Bezpodstawna. I zwyczajnie w świecie głupia, gdy nie rozumiało się roli medyka w tym wszystkim. Prewett nigdy nie miał Lorien wyleczyć. Miał tylko sprawić, że proces przemiany będzie na tyle łagodny, by mogła go przeżyć z godnością. Słabnąć bez agonii. Zasnąć na własnych warunkach. Tam gdzie Anthony widział mariaż ze śmiercią, Lorien widziała przejście do świata wspomnień i  snów - tych, w które tak bardzo mocno wierzyła,że stały się jej małym pałacem pamięci.
Lubiła wieczorami wpatrywać się w upstrzone gwiazdami niebo i myśleć, że przyjdzie czas, gdy ją odnajdą - dziwaczny twór natury - odnajdą ją w pośród pachnących wrzosów, a ptasia pieśń utknie na wieki w jej gardle; przestanie opowiadać jaskółkom i krukom swoje baśnie; przestanie czuć ciepło dnia i krople rosy na ptasim łebku. Wtedy owiną jej małe, ptasie ciało w bogate, czarne atłasy i złożą w pustym porośniętym bluszczem grobie w samym rogu rodzinnego cmentarza. Grobie tak zapomnianym jak jej własna historia. Ale dzisiaj jeszcze żyła. Obracała w ludzkich palcach swoje czarne pióra. W powietrzu unosił się słodki zapach wieczoru, księżyc tkwił zawieszony na angielskim niebie jak scenografia dziwacznego przedstawienia, a gwiazd zdawało się być niemal dwukrotnie więcej niż zazwyczaj. I Lorien nie do końca wiedziała gdzie kończy się jedna dusza, a zaczyna druga, ale nie miało to dla niej znaczenia. Bo obie patrzyły na bezmiar nocy z podobnym zachwytem.

- Dlaczego tak bardzo nienawidzisz tego czym jestem?- Zapytała tylko, gdy nachylił się, żeby uzupełnić jej kieliszek. Dlaczego próbujesz to zabić?
Tak jak Anthony nie był Alexandem tak samo Lorien nie była Edith. I gdyby się nad tym dłużej zastanowić… to chyba było  jej największym grzechem. Tylko, że Lorien nie mogła nic poradzić na to, że nie urodziła się taką kobietą jak Edith - nawet jeśli teraz zajmowała jej sypialnie, spała w jej łóżku, czesała długie loki przed jej lustrem przy toaletce. Nie była kobietą, którą musiała uciekać pod kontrolę opiekę Shafiqa; nie potrzebowała od niego nazwiska, pieniędzy, dziedzica oparcia. A już na pewno nie była kimś kto pozwoliłby się po przemianie zamordować uwolnić.
Bo na nieszczęście całego świata Lorien urodziła się sobą.
Dlatego właśnie siedziała na swoim miejscu, obserwując swoje zniekształcone odbicie w kieliszku. Starała się nie myśleć jak się zniekształca. Wyciągnęła rękę i przez sekundę zdawało jej się, że widzi jedynie pokrytą liszajami rękę dementora. Zrobiło jej się niedobrze. Nie cofnęła jej jednak tylko nałożyła sobie jedną bruschettę na talerz. Zanim jednak cokolwiek zjadła wyciągnęła z torebki fiolkę eliksiru przeciwbólowego i przelała trochę do szklanki na wodę. Upiła. Tylko tyle mogła aktualnie zrobić, żeby jakkolwiek ułatwić sobie resztę lunchu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (5769), Lorien Mulciber (7066)




Wiadomości w tym wątku
[08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 24.03.2025, 09:11
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 01.04.2025, 11:24
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 09.04.2025, 17:53
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 10.04.2025, 13:54
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 17.04.2025, 10:30
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 17.04.2025, 17:58
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 05.05.2025, 21:52
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 07.05.2025, 00:43
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 14.05.2025, 16:20
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 17.05.2025, 21:57
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 09.06.2025, 08:34
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 18.06.2025, 10:48
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Anthony Shafiq - 02.07.2025, 11:19
RE: [08.09 Lorien & Anthony] Your blue eyes hold a truth - przez Lorien Mulciber - 14.07.2025, 12:32

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa