07.05.2025, 00:53 ✶
... nikt poza Shafiq'iem.
Nikt naprawdę więcej nie musiał widzieć to co było tak słodko oczywiste. Ciepło otulało rozmawiających ze sobą pod zielonym światłem zorzy mężczyzn, cień nocy przesłaniał wszystko to co mogło prowadzić do pewnych niezręczności.
Któż dał się złapać? Cóż, w ogólnym rozrachunku miał zostać złapany drugi z pretendentów do stołka szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Łowczy zażywał chwili relaksu, zbierał siły przed wyruszeniem w katorżniczą drogę. Dziś Anthony był jego sprzymierzeńcem, ale kto wie, czy jutro to na niego Julian nie ostrzyłby swoich aurorskich kłów? Wszak wciąż pośród zmiętych ubrań leżało to co zakazane. Wszak mogła być to pułapka, a dalsza rozmowa mogła służyć li tylko wyciągnięcia informacji dla kogo ten prezent Anthony sobie zawłaszczył.
Znalazłeś w ogóle to czego szukałeś w magazynie?
Pytanie było dla Anthony'ego jednoznaczne, pytanie, które powinno zrobić wszystko, by postawić go w stan najwyższej gotowości, gdy tymczasem dyplomata, były ambasador, ambitny, pnący się po szczeblach politycznej kariery mężczyzna tonął w czerni Julianowych oczu, ześlizgiwał się ku ustom wyginającym się w grymasie niezadowolenia na wspomnienie liny. Żart nie siadł, to oczywiste, ale może nie trafił na podatny grunt galopującej wyobraźni mężczyzny, dla którego też ten czas był relaksem, a niezobowiązująca rozmowa o tej formie rozrywek różowiła mu już i tak zaróżowione policzki. A może chciał być kiedyś złapany. A może jak każdy przestępca fantazjował o dniu, w którym znajdzie się godny jego przeciwnik. Ponoć nie chodziło o to, by złapać króliczka, ale by go gonić. Czy ktoś byłby w stanie złapać jego? Czy rzeczywiście to znajdowało się na końcu drogi? Oczywiście, nie sposób było policzyć ile by dał, żeby wymiar kary pozostawał sypialnianą zabawą, miast prawdziwą tragedią przekreślającą jego życie. W obliczu krążących we krwi procentów, w obliczy krążących po głowie fantazji na moment umilkł kontemplując urodę swojego towarzysza, rzymskie rysy mimo zachodniego pochodzenia, wilgoć osadzającą się na ciemnych loczkach lepiących się nieznacznie do chmurzącego się bruzdami, zamyślonego czoła.
–Tak byłoby najlepiej. Twoje zaangażowanie sprawi, że będę spał spokojnie, choć oczywiście w ramach naszego porozumienia i obopólnie ustanowionej dyskrecji, jestem do Twojej dyspozycji, jeśli czegokolwiek byłoby Ci potrzeba. Danych, informatorów... Co chcesz. – nie chciał brzmieć na desperata, a może właśnie chciał, aby auror poczuł, jak trzyma w swoich dłoniach całą jego przyszłość? Moneta toczyła się, orzeł czy reszka? Czy postawił na właściwego konia? Był przekonany, że tak, ale nigdy nie powinno do końca zakładać wygranej, póki wszystkie chabety nie przekroczą linii mety.
Odwrócił się od niego i zanurzył nieco bardziej, parząc nieco wychłodzoną okolicznościami przyrody odsłoniętą dotąd skórę. Oparł głowę o twardy ląd eksponując tym samym długą, niemal wężową szyję. Oddychał głęboko cal po calu zmuszając swoje ciało do poddania się żelaznej woli. Ciało spragnione dotyku, ciało gotowe zgrzeszyć, jeśli tylko w rozmowie pojawiłaby się jeszcze jedna dwuznaczność, jeszcze jeden gest sugerujący zaproszenie. Grzeszne ciało. Głupie ciało. Cal po calu zmuszał je do posłuszeństwa, wobec jedynej prawdy, która lśniła wokół nich, odbijając się od wód gorących źródeł niczym zielona zorza zdobiąca północne niebo. Nie ważne jak wiele mil znajdowaliby się od Anglii, Bletchley był żonaty. Przyrzekał wierność swojej ukochanej kobiecie i bez względu na wszystkie usprawiedliwienia, które pojawiały się wraz z rozkwitającym pragnieniem, Anthony nie zamierzał być w żadnej mierze nigdy tym, który tę obietnicę wystawiłby na próbę. Sprawnie więc zmienił temat, naprowadzając go na wizengamockie plotki lub też wystrój mieszkania, jeśli auror nie chciał w żaden sposób dotykać przestrzeni związanej z pracą. Ich pracą. Dzielił się też swoimi spostrzeżeniami na temat teatru, na temat tego jak mugolski świat przenika do czarodziejów przez mgliste ściany zaprzeczeń i świętego oburzenia na pokaz.
W końcu wrócili.
W końcu w milczeniu rozeszli się do swoich domów.
Do swoich spraw.
Nominacja Anthony'ego pojawiła się na jego biurku miesiąc później.
Gdy pod koniec roku całe śledztwo i rozprawa zakończyły się spektakularnym sukcesem, licznymi artykułami, pochwałami, uśmiechami i uściskami dłoni, gdy opadł kurz...
...do domu państwa Bletchley został dostarczony niecodzienny pakunek. Wynajęta sowa pozostawiła skórzane pudełko i niewielką tubę, po czym momentalnie odleciała. W rękach Juliana rychło znalazł się ukryty wewnątrz puzderka chłodny metalowy okrąg, spleciony wieniec z postarzanego patyną złota. Pozornie puste wnętrze było zaklęte - gdy spojrzało się na nie pod kątem, pomiędzy metalem unosiła się wygrawerowana inskrypcja:
Do wieńca w strategicznym miejscu była doczepiona karminowo-złota wstęga. Tuba - zgodnie z oczekiwaniami - zawierała dyplom, w uznaniu za zasługi. Dla niego. Od anonimowego kogoś, kto nie raczył się podpisać. Poza grubym czerpanym papierem, elegancko pokrytym wymyślnym wzorem i równie zawijasową kursywą trudną wręcz do odczytania była jeszcze jedna złożona koperta z której przez moment nieuwagi rozsypał się ciemnozielony brokat przywodzący na myśl barwę zorzy. Na moment na podłodze zalśniło krótkie grazias, które równie nagle co się pojawiło, zostało rozwiane zaklętym wiatrem, pozostawiając - ku nieszczęśliwości pani domu - wszędzie zielone drobinki, możliwe do odnalezienia w pieleszach domu jeszcze przez długi czas.
Anthony nie lubił kiedy zbyt łatwo o nim zapominano.
On z pewnością będzie pamiętał.
Nikt naprawdę więcej nie musiał widzieć to co było tak słodko oczywiste. Ciepło otulało rozmawiających ze sobą pod zielonym światłem zorzy mężczyzn, cień nocy przesłaniał wszystko to co mogło prowadzić do pewnych niezręczności.
Któż dał się złapać? Cóż, w ogólnym rozrachunku miał zostać złapany drugi z pretendentów do stołka szefa Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Łowczy zażywał chwili relaksu, zbierał siły przed wyruszeniem w katorżniczą drogę. Dziś Anthony był jego sprzymierzeńcem, ale kto wie, czy jutro to na niego Julian nie ostrzyłby swoich aurorskich kłów? Wszak wciąż pośród zmiętych ubrań leżało to co zakazane. Wszak mogła być to pułapka, a dalsza rozmowa mogła służyć li tylko wyciągnięcia informacji dla kogo ten prezent Anthony sobie zawłaszczył.
Znalazłeś w ogóle to czego szukałeś w magazynie?
Pytanie było dla Anthony'ego jednoznaczne, pytanie, które powinno zrobić wszystko, by postawić go w stan najwyższej gotowości, gdy tymczasem dyplomata, były ambasador, ambitny, pnący się po szczeblach politycznej kariery mężczyzna tonął w czerni Julianowych oczu, ześlizgiwał się ku ustom wyginającym się w grymasie niezadowolenia na wspomnienie liny. Żart nie siadł, to oczywiste, ale może nie trafił na podatny grunt galopującej wyobraźni mężczyzny, dla którego też ten czas był relaksem, a niezobowiązująca rozmowa o tej formie rozrywek różowiła mu już i tak zaróżowione policzki. A może chciał być kiedyś złapany. A może jak każdy przestępca fantazjował o dniu, w którym znajdzie się godny jego przeciwnik. Ponoć nie chodziło o to, by złapać króliczka, ale by go gonić. Czy ktoś byłby w stanie złapać jego? Czy rzeczywiście to znajdowało się na końcu drogi? Oczywiście, nie sposób było policzyć ile by dał, żeby wymiar kary pozostawał sypialnianą zabawą, miast prawdziwą tragedią przekreślającą jego życie. W obliczu krążących we krwi procentów, w obliczy krążących po głowie fantazji na moment umilkł kontemplując urodę swojego towarzysza, rzymskie rysy mimo zachodniego pochodzenia, wilgoć osadzającą się na ciemnych loczkach lepiących się nieznacznie do chmurzącego się bruzdami, zamyślonego czoła.
–Tak byłoby najlepiej. Twoje zaangażowanie sprawi, że będę spał spokojnie, choć oczywiście w ramach naszego porozumienia i obopólnie ustanowionej dyskrecji, jestem do Twojej dyspozycji, jeśli czegokolwiek byłoby Ci potrzeba. Danych, informatorów... Co chcesz. – nie chciał brzmieć na desperata, a może właśnie chciał, aby auror poczuł, jak trzyma w swoich dłoniach całą jego przyszłość? Moneta toczyła się, orzeł czy reszka? Czy postawił na właściwego konia? Był przekonany, że tak, ale nigdy nie powinno do końca zakładać wygranej, póki wszystkie chabety nie przekroczą linii mety.
Odwrócił się od niego i zanurzył nieco bardziej, parząc nieco wychłodzoną okolicznościami przyrody odsłoniętą dotąd skórę. Oparł głowę o twardy ląd eksponując tym samym długą, niemal wężową szyję. Oddychał głęboko cal po calu zmuszając swoje ciało do poddania się żelaznej woli. Ciało spragnione dotyku, ciało gotowe zgrzeszyć, jeśli tylko w rozmowie pojawiłaby się jeszcze jedna dwuznaczność, jeszcze jeden gest sugerujący zaproszenie. Grzeszne ciało. Głupie ciało. Cal po calu zmuszał je do posłuszeństwa, wobec jedynej prawdy, która lśniła wokół nich, odbijając się od wód gorących źródeł niczym zielona zorza zdobiąca północne niebo. Nie ważne jak wiele mil znajdowaliby się od Anglii, Bletchley był żonaty. Przyrzekał wierność swojej ukochanej kobiecie i bez względu na wszystkie usprawiedliwienia, które pojawiały się wraz z rozkwitającym pragnieniem, Anthony nie zamierzał być w żadnej mierze nigdy tym, który tę obietnicę wystawiłby na próbę. Sprawnie więc zmienił temat, naprowadzając go na wizengamockie plotki lub też wystrój mieszkania, jeśli auror nie chciał w żaden sposób dotykać przestrzeni związanej z pracą. Ich pracą. Dzielił się też swoimi spostrzeżeniami na temat teatru, na temat tego jak mugolski świat przenika do czarodziejów przez mgliste ściany zaprzeczeń i świętego oburzenia na pokaz.
W końcu wrócili.
W końcu w milczeniu rozeszli się do swoich domów.
Do swoich spraw.
Nominacja Anthony'ego pojawiła się na jego biurku miesiąc później.
+++
Gdy pod koniec roku całe śledztwo i rozprawa zakończyły się spektakularnym sukcesem, licznymi artykułami, pochwałami, uśmiechami i uściskami dłoni, gdy opadł kurz...
...do domu państwa Bletchley został dostarczony niecodzienny pakunek. Wynajęta sowa pozostawiła skórzane pudełko i niewielką tubę, po czym momentalnie odleciała. W rękach Juliana rychło znalazł się ukryty wewnątrz puzderka chłodny metalowy okrąg, spleciony wieniec z postarzanego patyną złota. Pozornie puste wnętrze było zaklęte - gdy spojrzało się na nie pod kątem, pomiędzy metalem unosiła się wygrawerowana inskrypcja:
Najlepszemu
Do wieńca w strategicznym miejscu była doczepiona karminowo-złota wstęga. Tuba - zgodnie z oczekiwaniami - zawierała dyplom, w uznaniu za zasługi. Dla niego. Od anonimowego kogoś, kto nie raczył się podpisać. Poza grubym czerpanym papierem, elegancko pokrytym wymyślnym wzorem i równie zawijasową kursywą trudną wręcz do odczytania była jeszcze jedna złożona koperta z której przez moment nieuwagi rozsypał się ciemnozielony brokat przywodzący na myśl barwę zorzy. Na moment na podłodze zalśniło krótkie grazias, które równie nagle co się pojawiło, zostało rozwiane zaklętym wiatrem, pozostawiając - ku nieszczęśliwości pani domu - wszędzie zielone drobinki, możliwe do odnalezienia w pieleszach domu jeszcze przez długi czas.
Anthony nie lubił kiedy zbyt łatwo o nim zapominano.
On z pewnością będzie pamiętał.
Koniec sesji
![[Obrazek: TyMf2rk.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=TyMf2rk.png)