07.05.2025, 09:22 ✶
Jako prawnik, Robert wypracował w sobie swego rodzaju szósty zmysł. Odzywał się on najczęściej w sytuacjach sądowych, kiedy to podejrzany kompletnie naokoło opowiadał o rzeczach, którymi się zajmował i które podchodziły najczęściej pod mataczenie, wyłudzenie i inne niespecjalnie legalne praktyki. Fawley nie mówił do niego bezpośrednio, prostymi słowami. Znaczyło to, że albo bardzo delikatnie podchodził do Roberta jako do swojego pacjenta, albo... coś ukrywał.
Z tej umiejętności przyszła do niego jakaś ulga. Poczucie satysfakcji z tego, że coś się rozgryzło. Była to niezwykle wysublimowana, silna przyjemność.
— Panie Fawley, powiedzmy sobie jasno — Robert połączył dłonie i pochylił się lekko. Spojrzał gościowi w oczy. Te wszystkie treningi ojca w "ustanawianiu dominacji w rozmowie", jakkolwiek wydawałyby się durne, miały jakiś pozytywny efekt. Na pewno dodawały Robertowi pewności siebie. — Nie mam zamiaru uczestniczyć w żadnych szemranych praktykach okołohipnotycznych, bawić się w "narzędzia ulgi", jak to pan zgrabnie nazywa. Gdyby świat się dowiedział, że mam załamanie nerwowe, być może skierowano by mnie na przymusowy urlop i ominąłbym kilka posiedzeń. Gdyby natomiast ktoś dowiedział się, że uczestniczę w praktykach nielegalnych, rzeczywiście znalazłbym się w Wizengamocie, ale na pozycji oskarżonego. Dodam, że zwyczajna terapia, na której jak mugole, powiemy sobie o moich problemach z ojcem i innych takich psychoanalitycznych głupotach, jest świetnym rozwiązaniem. Dobre by były też ziółka rozluźniające czy co wy tam oferujecie. Jednak mój umysł jest umysłem publicznego funkcjonariusza. I nie pozwolę, by w nim jakkolwiek majstrować.
Może to była ta cała terapia? Robert czuł się świetnie, gdy to mówił. Jakby na chwilę siły do niego wróciły. Jakby zasługiwał na swoją pozycję w życiu. Może ochrzanienie terapeuty nie było długotrwałym rozwiązaniem problemu, ale doraźnym już na pewno.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Z tej umiejętności przyszła do niego jakaś ulga. Poczucie satysfakcji z tego, że coś się rozgryzło. Była to niezwykle wysublimowana, silna przyjemność.
— Panie Fawley, powiedzmy sobie jasno — Robert połączył dłonie i pochylił się lekko. Spojrzał gościowi w oczy. Te wszystkie treningi ojca w "ustanawianiu dominacji w rozmowie", jakkolwiek wydawałyby się durne, miały jakiś pozytywny efekt. Na pewno dodawały Robertowi pewności siebie. — Nie mam zamiaru uczestniczyć w żadnych szemranych praktykach okołohipnotycznych, bawić się w "narzędzia ulgi", jak to pan zgrabnie nazywa. Gdyby świat się dowiedział, że mam załamanie nerwowe, być może skierowano by mnie na przymusowy urlop i ominąłbym kilka posiedzeń. Gdyby natomiast ktoś dowiedział się, że uczestniczę w praktykach nielegalnych, rzeczywiście znalazłbym się w Wizengamocie, ale na pozycji oskarżonego. Dodam, że zwyczajna terapia, na której jak mugole, powiemy sobie o moich problemach z ojcem i innych takich psychoanalitycznych głupotach, jest świetnym rozwiązaniem. Dobre by były też ziółka rozluźniające czy co wy tam oferujecie. Jednak mój umysł jest umysłem publicznego funkcjonariusza. I nie pozwolę, by w nim jakkolwiek majstrować.
Może to była ta cała terapia? Robert czuł się świetnie, gdy to mówił. Jakby na chwilę siły do niego wróciły. Jakby zasługiwał na swoją pozycję w życiu. Może ochrzanienie terapeuty nie było długotrwałym rozwiązaniem problemu, ale doraźnym już na pewno.
Używam umiejki zastraszanie XDDD