Większość nocy spędziła sama. Właściwie to wpadała na znajomych ludzi gdzieś w między czasie. Wiedziała, że wszyscy chcą uratować jak najwięcej osób, musieli się rozproszyć. Na szczęście nigdy nie czuła strachu, nie bała się tego, co może się jej przydarzyć, jeśli znajdzie się sama na ulicy, raczej wiedziała, że przyjmie każde wyzwanie, że jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja, to będzie walczyć do utraty tchu - tak już miała.
Dobrze jednak było zauważyć kogoś, kogo znała, chociaż przez chwilę mieć świadomość tego poczucia, że przynależy do jakiejś grupy. Tak właśnie poczuła się, gdy dostrzegła Thomasa. Był jednym z nich, tak jak ona walczył w imię tych wszystkich niewinnych osób, wiedziała, że nie zignoruje jej prośby o pomoc, że wesprze ją w tym, co chciała zaraz zrobić. Nie mieli zbyt wiele czasu, musieli się spieszyć, aby wesprzeć tych ludzi, którzy aktualnie potrzebowali ich pomocy.
Figg podszedł do niej. To był spory sukces, zauważył ją, nie zignorował jej wołania, nie mogło być lepiej. Znaczy mogło, Londyn mógł wcale nie zajmować się ogniem, a oni mogli znowu pić magiczną herbatkę w stawie... Jednak życie nie było takie piękne i proste. Zawsze coś musiało się spierdolić, kiedy pojawiła się chociaż chwila spokoju.
- Chujowo, ale stabilnie, a jak u Ciebie? - Żyli, więc wcale nie było tak źle, prawda? Na pewno sporo osób nie miało tyle szczęścia, co oni, więc to był dość spory wyczyn, zważając na to, co działo się wokół nich.
- Musimy im pomóc. - Tutaj pokazała Thomasowi na to, co zwróciło jej uwagę, ten daszek nie wytrzyma zbyt długo, czuła, że jeszcze chwila, moment, a zaraz przygniecie ludzi, którzy znajdowali się na schodach tuż przy wejściu do kamienicy.
Bez zastanowienia ruszyła więc przed siebie, mając świadomość, że na pewno nie zignoruje jej słów, tylko ruszy za nią. Gdy znalazła się odpowiednio blisko, stwierdziła, że to dobry moment na to, by rzucić zaklęcie. Musiała pomóc tym ludziom, odczuwała jakąś wewnętrzną potrzebę, aby to zrobić.
Machnęła różdżką, wypowiedziała pewnymi słowami zaklęcie, jakby w ogóle nie zakładała, że może jej nie wyjść. Chciała wyczarować pod tym daszkiem drugi, nieco mniejszy, taki, który ochroniłby ich przed tym wyżej, który zdecydowanie wyglądał, jakby się miał zaraz rozsypać na części.
// ◉◉◉◉○ kształtowanie
Slaby sukces...
odwaga, kompleks bohatera, lojalność organizacji