Na głupi los nie ma rady. Początkowy sukces i wejście z ogromnym przytupem niestety nie okazało się preludium do nakręcającej się spirali destrukcji i terroru. Przynajmniej z jego strony. Zaklęcia ewidentnie się dzisiaj go nie słuchały, bo albo wychodziły słabo, a jeśli już to nie sięgały celu. A nawet jeśli sięgały to efekt końcowy wychodził zupełnie inaczej, niż ten oczekiwany. Tak jak to było z tą cholerną budką telefoniczną. Ale z drugiej strony należało się jej. Po tym co wydarzyło się między nim, a Millie w tym samym zejściu do Ministerstwa, miał szczerą ochotę unicestwić ten zaklęty mechaniczny pierdolnik, by już nigdy nie musiał na niego patrzeć i przypominać sobie chwil spędzonych z Moody.
Jednak liczyło się tu i teraz oraz fakt, że ani usypisko z gruzu i cegieł nie zablokowało wyjść z Sowiego Urzędu, ani nie wyrwał serca. Jak zwykle Louvain poczuł się zbyt pewnie i zamiast zakończyć sprawę najszybciej jak się dało miał ochotę pobawić się i zadręczyć na śmierć faceta. Rzucone wcześniej zaklęcie Cruciatusa nie było tak skuteczne, żeby w pełni rozbroić przeciwnika. Kiedy tylko Lestrang zbyt długo próbował z chirurgiczną precyzją wymierzyć zaklęciem translokacji w serce mężczyzny, ten ocknął się szybciej, niż Matres zakładał i najzwyczajniej w świecie zrzucił go z siebie. Louvain oczywiście był nieco zaskoczony tym zajściem i jednocześnie nieusatysfakcjonowany tym, że nie udało mu się w tak brutalny sposób zakończyć życie tego drugiego jak sobie to wymyślił. Nie było też czasu na kreatywne myślenie, a odległość między nimi była zbyt mała żeby wymachiwać teraz różdżką. Zamiast tego Lestrange rzucił się z pięściami na mężczyznę próbując wyłączyć go z walki przez cios na splot słoneczny.
af, ogłuszający cios na splot słoneczny bezimiennego bohatera
Sukces!