18.05.2025, 22:43 ✶
Ulżyło mu, że większość czasu spędził w towarzystwie brata. Czuł się pewniej, gdy mieli szansę chronić swoje plecy. Dym był męczący, było mu gorąco i dałby absolutnie wszystko za prysznic – wcześniej sprawdzając, jak miało się jego młodsze rodzeństwo, Rose czy najbliżsi przyjaciele. Cichy głos w jego głowie szeptał modlitwę, aby Atreus żył i był cały, aby Brenna żyła i była cała, ale nie mógł o tym nikomu powiedzieć. Zerkając jednak na Staszka,wiedział, że i on czasem o przyjacielu ze szkolnych lat pomyślał.
Sęp i Ryś, drapieżcy z przestworzy i z ziemi, obserwowali otaczających ich świat. Ludzi na ulicach było mniej niż wcześniej, a w powietrzu już pewnie unosił się swąd spalonych ciał. Paskudny. Miał kurewską ochotę zapalić, ale jedynie zacisnął i rozluźnił palce, tłumiąc nałóg, skupiając się na skórzanych rękawiczkach.
- Ona?- uniósł brew z nutą niezadowolenia, bo doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojej potencjalnej porażki. Był hipnotyzerem, umiał nawet działać bez wahadełka, ale wymagało to koncentracji i skupienia. Jak miał być skupiony po tym wszystkim, co się wydarzyło? Może to i Stanley rzuci zaklęciem pozbawiającym ją tchu, ale to on będzie miał krew na rękach, praktycznie bezpośrednio – czego unikał, jak szanujący się gentleman. Niczym szef jakiegoś gangu działał tak, aby nie robić ofiar samemu, a poprzez wykorzystanie kogoś. Westchnął, zdając sobie sprawę, że kłótnia nie miała absolutnie znaczenia. Nie mieli czasu. Przyglądał się jej chwilę, gdy z nutą przerażenia i pośpiechem szukała czegoś w zgliszczach jednego z tutejszych sklepów. - Gdyby miała inny kolor włosów, byłaby bezpieczna, co? - rzucił pół żartem, prychając pod nosem. Szeptem, tak, aby tylko jego partner usłyszał. - Miej świadomość, że nigdy w życiu nie próbowałem tego w masce. I nie wiem, w jakim stopniu kontakt wzrokowy będzie stabilny. Więc bądź gotów.
Wyjaśnił mu jeszcze po tym, jak przyjął instrukcję i wyprostował się, poprawiając kaptur. Przymknął na chwilę oczy, odliczył do dziesięciu, zgarniając wszystko to, co zaprzątało jego myśli do małych pudełek i upchnął je gdzieś na bok. Zupełnie tak, jak uczył go dawno temu mentor. Efekt zaskoczenia zawsze sprzyjał sukcesowi, więc musiał go wykorzystać. Wyczekał kilka sekund, aż kobieta będzie we właściwym miejscu tak, aby mógł przyprzeć ją do muru i zmusić, aby patrzyła mu w oczy. W kilka sekund znalazł się przed nią, ignorując stłumiony i zlękniony okrzyk, skórzaną rękawiczką unosząc jej nadgarstek. Merlinie, niech ta maska nie spierdoli, bo wyglądała na kobietę, która nie miała absolutnie nic wspólnego z wielką wojną i mogłaby mieć domek na wsi z małym pieskiem. Zwilżył wargi, a jego wzrok zadawał się próbować wedrzeć do najgłębszych zakamarków jej duszy. Trudno było dostrzec, gdy wahadło z zielonym kryształem zakołysało się na łańcuszku przed jej twarzą, rytmicznie i stabilnie – reprezentując to, czego tej nocy brakowało.- Uspokój się, odetchnij. Posłuchaj mnie. - brzmiał zupełnie inaczej, niż gdy mówił normalnie, wykorzystując odpowiedni akcent i tonację, musiała być stabilna i nieco pusta, mechaniczna – takie słowo zawsze przychodziło mu na myśl, gdy mu to tłumaczono.
rzut zauroczenie + przewaga hipnoza
Sęp i Ryś, drapieżcy z przestworzy i z ziemi, obserwowali otaczających ich świat. Ludzi na ulicach było mniej niż wcześniej, a w powietrzu już pewnie unosił się swąd spalonych ciał. Paskudny. Miał kurewską ochotę zapalić, ale jedynie zacisnął i rozluźnił palce, tłumiąc nałóg, skupiając się na skórzanych rękawiczkach.
- Ona?- uniósł brew z nutą niezadowolenia, bo doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji swojej potencjalnej porażki. Był hipnotyzerem, umiał nawet działać bez wahadełka, ale wymagało to koncentracji i skupienia. Jak miał być skupiony po tym wszystkim, co się wydarzyło? Może to i Stanley rzuci zaklęciem pozbawiającym ją tchu, ale to on będzie miał krew na rękach, praktycznie bezpośrednio – czego unikał, jak szanujący się gentleman. Niczym szef jakiegoś gangu działał tak, aby nie robić ofiar samemu, a poprzez wykorzystanie kogoś. Westchnął, zdając sobie sprawę, że kłótnia nie miała absolutnie znaczenia. Nie mieli czasu. Przyglądał się jej chwilę, gdy z nutą przerażenia i pośpiechem szukała czegoś w zgliszczach jednego z tutejszych sklepów. - Gdyby miała inny kolor włosów, byłaby bezpieczna, co? - rzucił pół żartem, prychając pod nosem. Szeptem, tak, aby tylko jego partner usłyszał. - Miej świadomość, że nigdy w życiu nie próbowałem tego w masce. I nie wiem, w jakim stopniu kontakt wzrokowy będzie stabilny. Więc bądź gotów.
Wyjaśnił mu jeszcze po tym, jak przyjął instrukcję i wyprostował się, poprawiając kaptur. Przymknął na chwilę oczy, odliczył do dziesięciu, zgarniając wszystko to, co zaprzątało jego myśli do małych pudełek i upchnął je gdzieś na bok. Zupełnie tak, jak uczył go dawno temu mentor. Efekt zaskoczenia zawsze sprzyjał sukcesowi, więc musiał go wykorzystać. Wyczekał kilka sekund, aż kobieta będzie we właściwym miejscu tak, aby mógł przyprzeć ją do muru i zmusić, aby patrzyła mu w oczy. W kilka sekund znalazł się przed nią, ignorując stłumiony i zlękniony okrzyk, skórzaną rękawiczką unosząc jej nadgarstek. Merlinie, niech ta maska nie spierdoli, bo wyglądała na kobietę, która nie miała absolutnie nic wspólnego z wielką wojną i mogłaby mieć domek na wsi z małym pieskiem. Zwilżył wargi, a jego wzrok zadawał się próbować wedrzeć do najgłębszych zakamarków jej duszy. Trudno było dostrzec, gdy wahadło z zielonym kryształem zakołysało się na łańcuszku przed jej twarzą, rytmicznie i stabilnie – reprezentując to, czego tej nocy brakowało.- Uspokój się, odetchnij. Posłuchaj mnie. - brzmiał zupełnie inaczej, niż gdy mówił normalnie, wykorzystując odpowiedni akcent i tonację, musiała być stabilna i nieco pusta, mechaniczna – takie słowo zawsze przychodziło mu na myśl, gdy mu to tłumaczono.
rzut zauroczenie + przewaga hipnoza
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana