06.02.2023, 21:14 ✶
Pracując z Cynthią, ludzie musieli wiedzieć, że Castiel i Fergus są z nią niejako w pakiecie. Często wpadali niezapowiadani, ignorując absolutnie wszystkie procedury, które towarzyszyły pracy przy nieboszczykach. I z początku musiała gęsto się tłumaczyć, intensywnie mrugać i czarować rzęsami, a czasem nawet konieczne było rozpięcie górnego guzika od koszuli, aby ostatecznie machnięto na nich ręką. Bo do nich bezsensu było mówić o zasadach, odpowiedzialności, czy o perspektywie utraty przez nią pracy — nie rozumieli. Nauczyła się już po prostu z tym żyć, stąd też dzisiejsze wtargnięcie skwitowała jedynie westchnięciem i zerknięciem w stronę przemoczonego przyjaciela znad srebrnej wagi, gdzie tkwiły nerki — jedna była mniejsza.
- Dzień dobry Olivander, Ciebie też miło widzieć. Mógłbyś odwiesić płaszcz? Jak nachlapiesz na Pana Godwina, zacznie szybciej gnić, a ja muszę zbadać mu jeszcze jelita. - zaczęła spokojnym tonem, wracając spojrzeniem do liczb na urządzeniu. Machnięciem dłoni w stronę pióra sprawiła, że to zanotowało dane, a ona sama ostrożnie zdjęła nerki i odłożyła na właściwie miejsce. Podeszła do biurka, gdzie rzucił wilgotną gazetę, prosto na jej raporty. Zdjęła pokryte krwią rękawiczki, wrzucając je do kosza i podniosła gazetę, spojrzeniem przesuwając po treści.
- Ah. Ten samozwańczy wybawca czystokrwistych. - mruknęła, pochłaniając kolejne literki i nogą odsuwając krzesło, aby przyjaciel usiadł. Sama oparła się biodrami o blat biurka, przyglądając się zdjęciu czarnoksiężnika. Nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć, bo zwyczajnie nie miała na to czasu. Pochodziła z czystokrwistych, ich rodzina od pokoleń miewała różnych przedstawicieli, ale zdania o tym, że magia jest zbyt łatwodostępna, padały dość często. Ona sama nie wyzywała ludzi od szlam, ale też nie pchała się do świata, o którym nie miała pojęcia. Odłożyła gazetę na bok — daleko od papierów i skrzyżowała ręce pod biustem. Błękitne oczy schowane pod maźniętymi czernią rzęsami znów powędrowały do Fergusa, przyglądając sie jego twarzy. W jego oczach można było czytać jak w otwartej księdze. Czuł niepokój, był zdenerwowany.
- Nie powinieneś się tym przejmować. Takie ruchy i słowa padają od setek lat, a teraz po prostu więcej mugolaków wpuszczanych jest do Hogwartu, a potem do magicznego świata. A ten cały Czarny Pan.. Cóż, nie wygląda na człowieka chcącego rozgłosu w takiej formie. Może nawet nie wiedział, że będzie na okładce? Mówić można o wszystkim, prasę mamy wolną teoretycznie. Zwolennicy krwi mówią, że takie prowadzenie się z nimi osłabia potencjał magiczny, to wszystko. Dramatyzują.
Wzruszyła ramionami, siląc się nawet na delikatne uniesienie kącików ust ku górze, co by poprawić mu humor. Ludzie zbyt mocno skupiali się na plotkach i prasie, a za mało na własnym życiu i rozwoju. Zerknęła jednak w stronę gazety raz jeszcze, wprost w ciemne oczy łypiące ze zdjęcia. Brakowało im pewnej dumy, ale nie pewności siebie. Na jego pytanie uniosła brew. - Przecież to kostnica. Dopiero się zorientowałeś?
Nuta rozbawienia pojawiła się w jej głosie, gdy odeszła od biurka i podeszła do niewielkiego zlewu, gdzie umyła ręce. - Chcesz herbatę albo kawę?
- Dzień dobry Olivander, Ciebie też miło widzieć. Mógłbyś odwiesić płaszcz? Jak nachlapiesz na Pana Godwina, zacznie szybciej gnić, a ja muszę zbadać mu jeszcze jelita. - zaczęła spokojnym tonem, wracając spojrzeniem do liczb na urządzeniu. Machnięciem dłoni w stronę pióra sprawiła, że to zanotowało dane, a ona sama ostrożnie zdjęła nerki i odłożyła na właściwie miejsce. Podeszła do biurka, gdzie rzucił wilgotną gazetę, prosto na jej raporty. Zdjęła pokryte krwią rękawiczki, wrzucając je do kosza i podniosła gazetę, spojrzeniem przesuwając po treści.
- Ah. Ten samozwańczy wybawca czystokrwistych. - mruknęła, pochłaniając kolejne literki i nogą odsuwając krzesło, aby przyjaciel usiadł. Sama oparła się biodrami o blat biurka, przyglądając się zdjęciu czarnoksiężnika. Nie była pewna, co o tym wszystkim myśleć, bo zwyczajnie nie miała na to czasu. Pochodziła z czystokrwistych, ich rodzina od pokoleń miewała różnych przedstawicieli, ale zdania o tym, że magia jest zbyt łatwodostępna, padały dość często. Ona sama nie wyzywała ludzi od szlam, ale też nie pchała się do świata, o którym nie miała pojęcia. Odłożyła gazetę na bok — daleko od papierów i skrzyżowała ręce pod biustem. Błękitne oczy schowane pod maźniętymi czernią rzęsami znów powędrowały do Fergusa, przyglądając sie jego twarzy. W jego oczach można było czytać jak w otwartej księdze. Czuł niepokój, był zdenerwowany.
- Nie powinieneś się tym przejmować. Takie ruchy i słowa padają od setek lat, a teraz po prostu więcej mugolaków wpuszczanych jest do Hogwartu, a potem do magicznego świata. A ten cały Czarny Pan.. Cóż, nie wygląda na człowieka chcącego rozgłosu w takiej formie. Może nawet nie wiedział, że będzie na okładce? Mówić można o wszystkim, prasę mamy wolną teoretycznie. Zwolennicy krwi mówią, że takie prowadzenie się z nimi osłabia potencjał magiczny, to wszystko. Dramatyzują.
Wzruszyła ramionami, siląc się nawet na delikatne uniesienie kącików ust ku górze, co by poprawić mu humor. Ludzie zbyt mocno skupiali się na plotkach i prasie, a za mało na własnym życiu i rozwoju. Zerknęła jednak w stronę gazety raz jeszcze, wprost w ciemne oczy łypiące ze zdjęcia. Brakowało im pewnej dumy, ale nie pewności siebie. Na jego pytanie uniosła brew. - Przecież to kostnica. Dopiero się zorientowałeś?
Nuta rozbawienia pojawiła się w jej głosie, gdy odeszła od biurka i podeszła do niewielkiego zlewu, gdzie umyła ręce. - Chcesz herbatę albo kawę?