06.02.2023, 22:10 ✶
Zamrugała zaskoczona przedstawioną przez Brenne definicją tych całych zapasów, zastanawiając sie, jaki sens w tym mugole widzieli. Pojedynek na różdżki był efektowny, tworzył pewnego rodzaju spektakl pełen kolorów, ale wywracanie i łapanie się wzajemnie? Brzmiało trochę jak zabawa dla małych dzieci. Z drugiej strony Cynthia też nie była specjalnie zdolna sportowo. W przeciwienstwie do Longbottomówny ona nigdy nie miała styczności z książkami autorstwa niemagicznych, ale czasem była zaintrygowana, gdy słyszała jakieś rozmowy w korytarzu na tematy, które z pewnością magiczne nie były. Podobno przez brak magii, mugole rozwinęli olbrzymią kreatywność oraz wyobraźnię.
- Chyba nie byłabym specjalnie zainteresowana tymi zapasami.
Zauważyła w końcu, odstawiając szmatkę i przyglądając się błyszczącemu od wody kociołkowi. Czynność tę przerwał śmiech i stwierdzenie o żarcie, który prawdę mówiąc, Cyjanek wzięła dość dosłownie. Nigdy nie zakładała, że sie nigdzie nie będzie musiała włamać, a lubiła mieć kontrolę i być przygotowana na każdą ewentualność. Chociaż w sypialni kobiety, która nosi szlafrok w kaczki, nie mogło być absolutnie nic ciekawego. Uśmiechnęła sie więc jedynie blado, ruchem głowy zgarniając jasny kosmyk z buzi, bo nie chciała dotykać go brudną rękawiczką. Wiedziała jednak, że brunetka poradziłaby sobie w sytuacji, gdzie by ją złapali. Była dość sprytna. I mogłaby zwyczajnie nauczyciela przegadać.
Wszystko potoczyło się szybko, seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do pożaru śmietnika pełnego glutowatych substancji oraz skórek, a potem jeszcze do zalania go zgniłozieloną cieczą z pianą, co uwolniło duszący smród. Skrzywdziła sie nieco, idąc za stojącym obok głosem rozsądku. Na wszelki wypadek jednak zlustrowała wzrokiem jej ręce oraz nogi, nawet mundurek, czy nic się w tym wypadku nie stało. Oczy szczypały. Sama przetarła twarz rękawem, robiąc kolejny krok w tył.
- Całe szczęście, że nie wybuchło... - zauważyła, łapiąc oddech w podmuchu podziemnego, odrobinę stęchłego powietrza z lochów, bo tylko takie miały do dyspozycji. Jasne było, że nie mogły w takich warunkach kontynuować szlabanu, bo nie miały pojęcia, jaka i z czym właściwie reakcja w tym koszu zaszła. Bo co, jeśli je otruje? Całe kilka dni w skrzydle szpitalnym i zmarnowany czas na naukę.. Po plecach Cynthii przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
- Uczniowie w ogóle nie słuchają na eliksirach, kompletnie ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa alchemii. - powiedziała, kręcąc głową, nie wierząc zwyczajnie, że nauczyciel mógłby aż tak Brenny nie lubić, chociaż kto wie, co siedziało mu w głowie. Ludzie byli różni, okoliczności budziły w nich pokłady dziwnej odwagi, którą często źle ukierunkowywali.
Rozejrzała się po izbie z westchnięciem, pozbywając się rękawiczek — na ziemię, bo kosz był w złym stanie i ział, jak smok.
- Czytasz mi w myślach. Weź rzeczy i chodźmy, powinien być w swoim gabinecie. Jestem przekonana, że da nam popalić na zajęciach. Ty nie możesz umrzeć, bo te czekoladowe żaby, a ja nie mogę umrzeć, bo Castiel sobie nie poradzi w życiu,
Zauważyła z brutalną szczerością, chociaż głos miała dość chłodny i obojętny, jak to zwykle ona. Zebrały swoje rzeczy i opuściły sale, wciąż rozmawiając o żabach, szlabanach i kociołkach.
- Chyba nie byłabym specjalnie zainteresowana tymi zapasami.
Zauważyła w końcu, odstawiając szmatkę i przyglądając się błyszczącemu od wody kociołkowi. Czynność tę przerwał śmiech i stwierdzenie o żarcie, który prawdę mówiąc, Cyjanek wzięła dość dosłownie. Nigdy nie zakładała, że sie nigdzie nie będzie musiała włamać, a lubiła mieć kontrolę i być przygotowana na każdą ewentualność. Chociaż w sypialni kobiety, która nosi szlafrok w kaczki, nie mogło być absolutnie nic ciekawego. Uśmiechnęła sie więc jedynie blado, ruchem głowy zgarniając jasny kosmyk z buzi, bo nie chciała dotykać go brudną rękawiczką. Wiedziała jednak, że brunetka poradziłaby sobie w sytuacji, gdzie by ją złapali. Była dość sprytna. I mogłaby zwyczajnie nauczyciela przegadać.
Wszystko potoczyło się szybko, seria niefortunnych zdarzeń doprowadziła do pożaru śmietnika pełnego glutowatych substancji oraz skórek, a potem jeszcze do zalania go zgniłozieloną cieczą z pianą, co uwolniło duszący smród. Skrzywdziła sie nieco, idąc za stojącym obok głosem rozsądku. Na wszelki wypadek jednak zlustrowała wzrokiem jej ręce oraz nogi, nawet mundurek, czy nic się w tym wypadku nie stało. Oczy szczypały. Sama przetarła twarz rękawem, robiąc kolejny krok w tył.
- Całe szczęście, że nie wybuchło... - zauważyła, łapiąc oddech w podmuchu podziemnego, odrobinę stęchłego powietrza z lochów, bo tylko takie miały do dyspozycji. Jasne było, że nie mogły w takich warunkach kontynuować szlabanu, bo nie miały pojęcia, jaka i z czym właściwie reakcja w tym koszu zaszła. Bo co, jeśli je otruje? Całe kilka dni w skrzydle szpitalnym i zmarnowany czas na naukę.. Po plecach Cynthii przebiegł nieprzyjemny dreszcz.
- Uczniowie w ogóle nie słuchają na eliksirach, kompletnie ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa alchemii. - powiedziała, kręcąc głową, nie wierząc zwyczajnie, że nauczyciel mógłby aż tak Brenny nie lubić, chociaż kto wie, co siedziało mu w głowie. Ludzie byli różni, okoliczności budziły w nich pokłady dziwnej odwagi, którą często źle ukierunkowywali.
Rozejrzała się po izbie z westchnięciem, pozbywając się rękawiczek — na ziemię, bo kosz był w złym stanie i ział, jak smok.
- Czytasz mi w myślach. Weź rzeczy i chodźmy, powinien być w swoim gabinecie. Jestem przekonana, że da nam popalić na zajęciach. Ty nie możesz umrzeć, bo te czekoladowe żaby, a ja nie mogę umrzeć, bo Castiel sobie nie poradzi w życiu,
Zauważyła z brutalną szczerością, chociaż głos miała dość chłodny i obojętny, jak to zwykle ona. Zebrały swoje rzeczy i opuściły sale, wciąż rozmawiając o żabach, szlabanach i kociołkach.
Koniec sesji