Miała oczy, wiedziała, jak wygląda sytuacja, ale starała się robić dobrą minę do złej gry. Nie mogli się poddawać, musieli działać. Dobrze było mieć świadomość, że inni członkowie zakonu feniksa angażowali się równie mocno w pomoc niewinnym. Na kogo bowiem mogli liczyć, jeśli nie na nich? Mało kto miał odwagę zadbać o kogoś więcej, niż siebie samego podczas podobnych wydarzeń. Tak właściwie, to nie dziwiła się ludziom, każdy chciał przeżyć, każdy chciał doczekać poranka, a angażowanie się w wyciąganie innych z kłopotów wiązało się z dodatkowym ryzykiem, a i bez tego przecież każdemu mogła stać się krzywda. Tacy jak ona dokładali sobie kolejne momenty, podczas których mogli stracić życie. Cóż, miała świadomość z czym to się wiąże, wiedziała, że może nie dotrwać poranka, ale czuła też, że nie był to dzień, w którym miała się witać ze śmiercią, jeszcze nie teraz. Nic nie powstrzymywało jej więc przed działaniem, wręcz przeciwnie adrenalina krążyła w jej żyłach i skłaniała ją do podejmowania irracjonalnych, butnych decyzji - to nie było niczym nowym w jej przypadku.
Zaklęcie, które wyczarowała było wątpliwej jakości, mogło dać im jednak chwilę, której potrzebowali. Thomas zdecydowanie lepiej odnalazł się w utrzymaniu konstrukcji, nie musiał jej powtarzać dwa razy, kiwnęła mu więc jedynie głową, żeby potwierdzić, że zrozumiała polecenie. Musieli wyciągnąć stamtąd tamtych ludzi, skłonić ich do szybszego działania. Skoro on utrzymywał daszek w powietrzu, ona powinna znaleźć się między nimi i zachęcić ich do ucieczki.
Pobiegła w stronę kamienicy, której dach jeszcze chwilę temu praktycznie się zwalił, teraz trzymał się zgrabnie utrzymany zaklęciem, jednak wiedziała, że nie będzie to trwało w nieskończoność. Każde zaklęcie, nawet to najsilniejsze w końcu musiało zostać przerwane. Tak już działały zasady magiczne.
- Uciekajcie, to zaraz runie, no już!!! - Krzyczała ile tylko miała sił w płucach. Nie wbiegła między tłum, trzymała się z boku, nie chciała, aby spanikowani ludzie ją stratowali. Nie mogła pozwolić sobie na żaden błąd, bo było jeszcze sporo osób, które potrzebowały pomocy, zamierzała dotrzeć do nich wszystkich. Oczywiście, że nie było to możliwe, nie zmieniało to jednak faktu, że nie zamierzała się poddawać. - No już, spierdalajcie stąd! - Pewnie funkcjonariuszce ministerstwa nie wypadało rzucać takimi epitetami, ale wiedziała, że te konkretne słowa miały większą siłę przebicia, właśnie dlatego po nie sięgnęła.