22.05.2025, 11:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2025, 16:29 przez Hati Greyback.)
Typ z głuchym stukotem uderzył o ziemię, a przed oczyma Greybacka przetasowała się seria krótkich obrazów, slajdy wspomnień.
Stał nad nim - ciężki, niewzruszony, jakby odcięty od samego siebie. Mężczyzna leżał u jego stóp, wijąc się, skamląc, próbując dotknąć zakrwawionej twarzy. Ten cios zdawał się być ostatnim, kolejny byłby zbędny, niepotrzebny. A cisza po nim dźwięczała w głowie Graybacka dłużej niż sam krzyk mężczyzny.
A potem... coś się zmieniło. Rzeczywistość zdawała się tracić kontur, rozpływać się niczym mgła, którą tnie jedno ze wspomnień.
Przenikał go obraz - nie ten, który właśnie odegrał się przed jego oczyma na zimnym betonie, lecz ten sprzed lat. Wzrok zdawał się zgasnąć, zmętnieć.
Tamten też się wił na ziemi, włoski dłużnik, wspomnienie które właśnie odbijało się w jego oczach, zakrzywiając rzeczywistość, zatrzymując Hatiego na osi czasu kilka lat wcześniej.
Widział jego twarz, całą we krwi, przekrwione oczy i błagające "Per favore" które odbijało się echem w jego uszach, gdy ten błagał o jeszcze jeden tydzień.
"Błagam" - słowa jak szmaty - brudne, porzucone w kałuży krwi. A nad nim Hati Greyback, lecz młodszy, beznamiętny, niczym posag bez duszy, nieugięty. Oczy Hatiego niczym dwa kawałki lodu wbitę w jęczącą nicość - już nie wiedział gdzie jest. Nie... On nie wiedział kiedy. Czy to rzeczywistość czy przebodźcowany milford utopił go w jednym ze wspomnień, przeżywając je na nowo.
Coś prześlizgnęło się przez świadomość, wślizgnęło w zahukanej dźwiękami rzeczywistości. Szeptem, cieniem, niczym dym w szczelinie zbroi. Melodia.
Nucenie... ciepłe, włoskie, łagodne jak sierpniowy wiatr.
Dormi Dormi.. mio tesoro - poczuł ogromny ciężar, gulę w gardle na dźwięk, który słyszał tylko On, chociaż był pewny, że pochodzi z otoczenia. Tak żywy, tak namacalny mimo iż eteryczny.
Widział ją wyraźnie, chociaż nie patrzył - Giulia, jego Giulia. Siedziała na sofie w świetle lampy. Kołyszę ich córeczkę, maleńską, drobną, spokojną, z rączką zaciśniętą na jej palcu.
Dwa obrazy przecinają się jak ostrza, błaganie i kołysanka. Krew i ciepło. Stęchła piwnica i zapach mleka z wanilią. Cios, obolałe knykcie i dotyk dziecięcej dłoni.
Greyback już nie wiedział gdzie jest. Czy stoi na Horyzontalnej, czy w jednej z włoskich piwnic tkwiąc nad dłużnikiem, czy może klęczy u progu dawnego domu, dawnego życia, którego już nie ma.
Zacisnął pięści. Cisza. Malodia trwa choć milczy.
I wtedy z transu wyrwał go jeden z napastników, który wleciał z Greybacka, wymierzając cios.
W tym samym czasie rozemocjonowana kobieta, miotając spłoszonym spojrzeniem niczym zdziczałe zwierzę przemknęła gdzieś bokiem. Rzucając się do ucieczki, pozostawiając swoich wybawicieli samych sobie. Podtrzymując rozdarty materiał sukienki. Hati tego nawet nie zauważył, ale czy winiłby ją za takowe posunięcie? Nie. W zasadzie nawet byłby jej ciut wdzięczny, gdyż jasno stwierdziłby, że jej obecność jedynie przeszkadza.
Dwóch pozostałych młokosów zaszarżowało zarówno w kierunku Skolla, co i Mony. Ten co ruszył w kierunku Skolla szedł z chęcią otwartej walki, zaś ten co ruszył w kierunku Mony zechciał ją chwycić, szarpnąć, ubezwłasnowolnić, aby stała się tarczą i kartą przetargową własnej sprawiedliwości.
NO TO TERAZ RZUTY
Jak mocno ziomek mi przyjebał :
Rzut na af
Rzut na af: Npc szarżuje na Skolla z zamiarem uderzenia go pięścią w twarz
Rzut na af: Npc próbuje pochwycić Mone
//Odgrywanie zawady - no Milford mnie szczypie xD
//edycja wykonana z polecenia i za zgodą - wykonana w celu doprecyzowania rzutów (atak npc)
Stał nad nim - ciężki, niewzruszony, jakby odcięty od samego siebie. Mężczyzna leżał u jego stóp, wijąc się, skamląc, próbując dotknąć zakrwawionej twarzy. Ten cios zdawał się być ostatnim, kolejny byłby zbędny, niepotrzebny. A cisza po nim dźwięczała w głowie Graybacka dłużej niż sam krzyk mężczyzny.
A potem... coś się zmieniło. Rzeczywistość zdawała się tracić kontur, rozpływać się niczym mgła, którą tnie jedno ze wspomnień.
Przenikał go obraz - nie ten, który właśnie odegrał się przed jego oczyma na zimnym betonie, lecz ten sprzed lat. Wzrok zdawał się zgasnąć, zmętnieć.
Tamten też się wił na ziemi, włoski dłużnik, wspomnienie które właśnie odbijało się w jego oczach, zakrzywiając rzeczywistość, zatrzymując Hatiego na osi czasu kilka lat wcześniej.
Widział jego twarz, całą we krwi, przekrwione oczy i błagające "Per favore" które odbijało się echem w jego uszach, gdy ten błagał o jeszcze jeden tydzień.
"Błagam" - słowa jak szmaty - brudne, porzucone w kałuży krwi. A nad nim Hati Greyback, lecz młodszy, beznamiętny, niczym posag bez duszy, nieugięty. Oczy Hatiego niczym dwa kawałki lodu wbitę w jęczącą nicość - już nie wiedział gdzie jest. Nie... On nie wiedział kiedy. Czy to rzeczywistość czy przebodźcowany milford utopił go w jednym ze wspomnień, przeżywając je na nowo.
Coś prześlizgnęło się przez świadomość, wślizgnęło w zahukanej dźwiękami rzeczywistości. Szeptem, cieniem, niczym dym w szczelinie zbroi. Melodia.
Nucenie... ciepłe, włoskie, łagodne jak sierpniowy wiatr.
Dormi Dormi.. mio tesoro - poczuł ogromny ciężar, gulę w gardle na dźwięk, który słyszał tylko On, chociaż był pewny, że pochodzi z otoczenia. Tak żywy, tak namacalny mimo iż eteryczny.
Widział ją wyraźnie, chociaż nie patrzył - Giulia, jego Giulia. Siedziała na sofie w świetle lampy. Kołyszę ich córeczkę, maleńską, drobną, spokojną, z rączką zaciśniętą na jej palcu.
Dwa obrazy przecinają się jak ostrza, błaganie i kołysanka. Krew i ciepło. Stęchła piwnica i zapach mleka z wanilią. Cios, obolałe knykcie i dotyk dziecięcej dłoni.
Greyback już nie wiedział gdzie jest. Czy stoi na Horyzontalnej, czy w jednej z włoskich piwnic tkwiąc nad dłużnikiem, czy może klęczy u progu dawnego domu, dawnego życia, którego już nie ma.
Zacisnął pięści. Cisza. Malodia trwa choć milczy.
I wtedy z transu wyrwał go jeden z napastników, który wleciał z Greybacka, wymierzając cios.
W tym samym czasie rozemocjonowana kobieta, miotając spłoszonym spojrzeniem niczym zdziczałe zwierzę przemknęła gdzieś bokiem. Rzucając się do ucieczki, pozostawiając swoich wybawicieli samych sobie. Podtrzymując rozdarty materiał sukienki. Hati tego nawet nie zauważył, ale czy winiłby ją za takowe posunięcie? Nie. W zasadzie nawet byłby jej ciut wdzięczny, gdyż jasno stwierdziłby, że jej obecność jedynie przeszkadza.
Dwóch pozostałych młokosów zaszarżowało zarówno w kierunku Skolla, co i Mony. Ten co ruszył w kierunku Skolla szedł z chęcią otwartej walki, zaś ten co ruszył w kierunku Mony zechciał ją chwycić, szarpnąć, ubezwłasnowolnić, aby stała się tarczą i kartą przetargową własnej sprawiedliwości.
NO TO TERAZ RZUTY
Jak mocno ziomek mi przyjebał :
Rzut na af
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
Rzut na af: Npc szarżuje na Skolla z zamiarem uderzenia go pięścią w twarz
Rzut N 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Rzut na af: Npc próbuje pochwycić Mone
Rzut N 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana
//Odgrywanie zawady - no Milford mnie szczypie xD
//edycja wykonana z polecenia i za zgodą - wykonana w celu doprecyzowania rzutów (atak npc)