24.05.2025, 00:22 ✶
Być może był wyjątkowo pewnym siebie człowiekiem, jednak w ostatnim czasie nie łudził się już aż tak bardzo i zacięcie, by nie być w stanie jasno szacować swoich szans w tej ich niedużej rywalizacji. W przypadku, gdy chodziło o ocenę sytuacji, styl życia prowadzony przez Greengrassa raczej sam z siebie poniekąd narzucał mu bardzo jasne reguły postępowania. Jedną z nich było to, że musiał być zawsze gotowy do mierzenia sił na zamiary.
Oczywiście, naturalny talent do lekkiego przeszacowania własnych możliwości sprawiał, że Roise nie raz, nie dwa nagle odnajdował się w sytuacji, w której niemal stał już jedną nogą za krawędzią buty. Nieopodal brzegu garnka, do którego mógłby zaraz wpaść jak śliwka w kompot. Jak zwał tak zwał. Ale czy kiedykolwiek powstrzymało go to na dłuższą metę przed ponownym przypisaniem sobie miana przyszłego zwycięzcy? No niekoniecznie.
Zdecydowanie nie stronił od rywalizacji. Szczególnie takiej, która niezależnie od ostatecznego obrotu sprawy miała skończyć się dla nich obojga w niezmiernie satysfakcjonujący sposób. Oczywiście, w przypadku wygranej, Roise miał podwójnie odczuwać to zadowolenie z życia i właśnie ku temu zamierzał. Raczej nie dopuszczał do siebie innej możliwości.
A jednak mimo to dał sobie tę odrobinę nierówną przewagę. Wycyrklował ten moment w czasie, gdy mógł wystartować przed Geraldine. Skorzystał z tych paru sekund oraz tego, że miał na sobie znacznie łatwiejsze w ściąganiu ubrania. Nie musiał zdejmować butów, bo już nie miał ich na nogach. Jego spodnie miały szersze, mniej obcisłe nogawki i nie były tak dopasowane jak te Riny. Ponadto może miał tendencję do zakładania na siebie całkiem sporej ilości warstw ubrań. Nie przez to, że czuł obawę o wychłodzenie ciała a po to, by dbać o odpowiednią prezencję.
Całe szczęście, oszczędzono mu jednak konieczności noszenia tak przeuroczych dodatków jak damski stanik. Oczywiście, miał całkiem sporą wprawę we wspieraniu jego dziewczyny w zdejmowaniu tego ustrojstwa. Miał długie, sprawne palce wprawione w zgrabnym, szybkim manewrowaniu w różnych warunkach podczas lat pracy jako uzdrowiciel. Momentami wręcz traktował to niczym rozpakowywanie prezentu leżącego nie pod świątecznym drzewkiem a w łóżku, na kocu na plaży, pośród wrzosów wrzosowisk, leśnej ściółki i tak dalej.
Mimo wszystko, w tej chwili zdecydowanie cieszył się, że nie musi w tym uczestniczyć. Nie próbował też patrzeć w kierunku panienki Yaxley, bowiem wtedy raczej oboje zdawali sobie sprawę z tego jak prawdopodobnie wyglądałaby sytuacja. No cóż. W końcu był prostym człowiekiem.
W tym momencie cholernie cieszył się na okoliczność wspólnego spędzania czasu w takim miejscu jak to. Poza tym całym chaosem, który nagle ich nie dotyczył. Nie tak bardzo jak mógł, gdyby tamtego pamiętnego dnia wszystko ułożyło się inaczej. Jednak nie musieli tego roztrząsać.
Byli tu. W momencie, w którym tak naprawdę nie musieli pilnować czasu, bo mieli go już pod dostatkiem. Nie potrzebowali nigdzie się spieszyć, nie mieli żadnych konkretnych planów na resztę dnia. Ot, skrzaty zapewniły im dostatecznie dużo różnorodnego prowiantu na piknik na plaży. I, co było równie istotne, na późniejsze wylegiwanie się na piasku połączone z piciem alkoholu całkiem wysokiej klasy. Lestrange'ów nie można było posadzić o zły gust w doborze ognistej.
Teraz jednak chwilowo musieli zrezygnować z degustacji. Aktualnie rzucili sobie to niezmiernie poważne wyzwanie. A Ambroise zdecydowanie lubił rywalizację, zwłaszcza taką. Szczególnie wtedy, kiedy otwarcie wykorzystywał swoją przewagę, żwawo ruszając do przodu i ani myśląc oglądać się za siebie, nawet jeśli to, co by zobaczył stanowiłoby zdecydowanie satysfakcjonujący widok.
Aktualnie liczył na ten inny rodzaj satysfakcji, dlatego bez większych oporów wpadł do wody, wcześniej parskając tylko pod nosem, gdy usłyszał ten komentarz ze strony dziewczyny. Jasne, zdecydowanie za mało naściągał się z niej tych jej skórzanych spodni. Oczywiście, że musiał naprawić swoje niedopatrzenie i nadrobić straty, ale w tej chwili usiłował nie dopuścić do tego, żeby to Rina nadgoniła te jego cenne sekundy przewagi a to...
...to było trudne. Niezmiernie.
W pierwszej chwili wydawało mu się, że jego plan może mieć naprawdę duże szanse powodzenia. Zanurkowanie pod wodę okazało się być wcale nie aż tak trudne, szczególnie że najzimniej było nad powierzchnią. Kiedy Ambroise zanurzył się cały w morską toń, paradoksalnie zrobiło mu się zdecydowanie ciepłej. Być może mało co przy tym widział, ale miał wrażenie, że jest w stanie rozpoznawać kształty. Szczególnie te wyjątkowo konkretne, doskonale mu znane.
Zanurzył się więc głębiej, usiłując podpłynąć pod Geraldine, żeby ją złapać. Zmienił tor płynięcia, chwilowo zbaczając z trasy i na moment lub dwa zamierzając odłożyć plany dopłynięcia do skały z krzakiem. W końcu wierzył w siłę sabotażu, czyż nie? Liczył na to, że być może dzięki temu uda mu się chociaż na chwilę ustabilizować własną pozycję i odzyskać tamto wcześniejsze prowadzenie.
Geraldine zdecydowanie bowiem była w szczycie swojej formy. Roise widział to już wcześniej. Nie umknęło to jego uwadze tak samo jak wszystkie inne zmiany, ale w tym momencie podczas ich wyścigu było to dla niego wyjątkowo odczuwalne. Podjął więc próbę rozproszenia swojej konkurentki, sięgając ręką ku talii Yaxleyówny i...
...zdecydowanie ją mijając, bowiem zamiast tego musnął palcami zupełnie inną część chłodnego, ale bardzo znajomego ciała. Mimo to spróbował złapać ramieniem Rinę, chcąc ściągnąć dziewczynę do siebie i przynajmniej w ten sposób trochę ją tym zająć.
Zdecydowanie mógł spodziewać się tego, że ukochana przewidzi to posunięcie albo przynajmniej będzie w jakimś zakresie przygotowana na nieoczekiwane zwroty akcji. Tym bardziej, że to nie była ich pierwsza taka eskapada. Ani pod postacią morskich rywalizacji, ani tak naprawdę jakichkolwiek innych wyścigów. Jego dziewczyna zdecydowanie wzięła sobie do serca to, że powinna spodziewać się wszystkiego. Zarówno tego spodziewanego, jak i tego nie do przewidzenia.
W momencie, w którym spróbował złapać ją w swoje sidła, Geraldine zaczęła wić się niczym ludzka wersja węgorza. Być może nawet elektrycznego, bowiem biło ku nie mu od niej wrażenie prądu. Nie do końca zimnego, ale...
...no cóż, kopnąć też umiała. Szczególnie, gdy chciała nie dać ściągnąć się w dół morskiej toni. Praktycznie bez względu na to, co robił, nie mógł dłużej próbować jej do siebie przyciągnąć. Przynajmniej nie teraz, bo na lądzie zdecydowanie nie mogła oprzeć się jego wyjątkowej osobowości, czyż nie? Musiał ją puścić, jednocześnie tracąc własne cenne sekundy.
No cóż. Ryzyko kalkulowane, nieprawdaż? Teraz musiał spróbować nadrobić dystans, jaki nagle zaczął ich dzielić...
Dystans, jaki nas dzieli
AF (III) na pokonanie z założeniem: wyższy wynik - nadrobienie straty
Oczywiście, naturalny talent do lekkiego przeszacowania własnych możliwości sprawiał, że Roise nie raz, nie dwa nagle odnajdował się w sytuacji, w której niemal stał już jedną nogą za krawędzią buty. Nieopodal brzegu garnka, do którego mógłby zaraz wpaść jak śliwka w kompot. Jak zwał tak zwał. Ale czy kiedykolwiek powstrzymało go to na dłuższą metę przed ponownym przypisaniem sobie miana przyszłego zwycięzcy? No niekoniecznie.
Zdecydowanie nie stronił od rywalizacji. Szczególnie takiej, która niezależnie od ostatecznego obrotu sprawy miała skończyć się dla nich obojga w niezmiernie satysfakcjonujący sposób. Oczywiście, w przypadku wygranej, Roise miał podwójnie odczuwać to zadowolenie z życia i właśnie ku temu zamierzał. Raczej nie dopuszczał do siebie innej możliwości.
A jednak mimo to dał sobie tę odrobinę nierówną przewagę. Wycyrklował ten moment w czasie, gdy mógł wystartować przed Geraldine. Skorzystał z tych paru sekund oraz tego, że miał na sobie znacznie łatwiejsze w ściąganiu ubrania. Nie musiał zdejmować butów, bo już nie miał ich na nogach. Jego spodnie miały szersze, mniej obcisłe nogawki i nie były tak dopasowane jak te Riny. Ponadto może miał tendencję do zakładania na siebie całkiem sporej ilości warstw ubrań. Nie przez to, że czuł obawę o wychłodzenie ciała a po to, by dbać o odpowiednią prezencję.
Całe szczęście, oszczędzono mu jednak konieczności noszenia tak przeuroczych dodatków jak damski stanik. Oczywiście, miał całkiem sporą wprawę we wspieraniu jego dziewczyny w zdejmowaniu tego ustrojstwa. Miał długie, sprawne palce wprawione w zgrabnym, szybkim manewrowaniu w różnych warunkach podczas lat pracy jako uzdrowiciel. Momentami wręcz traktował to niczym rozpakowywanie prezentu leżącego nie pod świątecznym drzewkiem a w łóżku, na kocu na plaży, pośród wrzosów wrzosowisk, leśnej ściółki i tak dalej.
Mimo wszystko, w tej chwili zdecydowanie cieszył się, że nie musi w tym uczestniczyć. Nie próbował też patrzeć w kierunku panienki Yaxley, bowiem wtedy raczej oboje zdawali sobie sprawę z tego jak prawdopodobnie wyglądałaby sytuacja. No cóż. W końcu był prostym człowiekiem.
W tym momencie cholernie cieszył się na okoliczność wspólnego spędzania czasu w takim miejscu jak to. Poza tym całym chaosem, który nagle ich nie dotyczył. Nie tak bardzo jak mógł, gdyby tamtego pamiętnego dnia wszystko ułożyło się inaczej. Jednak nie musieli tego roztrząsać.
Byli tu. W momencie, w którym tak naprawdę nie musieli pilnować czasu, bo mieli go już pod dostatkiem. Nie potrzebowali nigdzie się spieszyć, nie mieli żadnych konkretnych planów na resztę dnia. Ot, skrzaty zapewniły im dostatecznie dużo różnorodnego prowiantu na piknik na plaży. I, co było równie istotne, na późniejsze wylegiwanie się na piasku połączone z piciem alkoholu całkiem wysokiej klasy. Lestrange'ów nie można było posadzić o zły gust w doborze ognistej.
Teraz jednak chwilowo musieli zrezygnować z degustacji. Aktualnie rzucili sobie to niezmiernie poważne wyzwanie. A Ambroise zdecydowanie lubił rywalizację, zwłaszcza taką. Szczególnie wtedy, kiedy otwarcie wykorzystywał swoją przewagę, żwawo ruszając do przodu i ani myśląc oglądać się za siebie, nawet jeśli to, co by zobaczył stanowiłoby zdecydowanie satysfakcjonujący widok.
Aktualnie liczył na ten inny rodzaj satysfakcji, dlatego bez większych oporów wpadł do wody, wcześniej parskając tylko pod nosem, gdy usłyszał ten komentarz ze strony dziewczyny. Jasne, zdecydowanie za mało naściągał się z niej tych jej skórzanych spodni. Oczywiście, że musiał naprawić swoje niedopatrzenie i nadrobić straty, ale w tej chwili usiłował nie dopuścić do tego, żeby to Rina nadgoniła te jego cenne sekundy przewagi a to...
...to było trudne. Niezmiernie.
W pierwszej chwili wydawało mu się, że jego plan może mieć naprawdę duże szanse powodzenia. Zanurkowanie pod wodę okazało się być wcale nie aż tak trudne, szczególnie że najzimniej było nad powierzchnią. Kiedy Ambroise zanurzył się cały w morską toń, paradoksalnie zrobiło mu się zdecydowanie ciepłej. Być może mało co przy tym widział, ale miał wrażenie, że jest w stanie rozpoznawać kształty. Szczególnie te wyjątkowo konkretne, doskonale mu znane.
Zanurzył się więc głębiej, usiłując podpłynąć pod Geraldine, żeby ją złapać. Zmienił tor płynięcia, chwilowo zbaczając z trasy i na moment lub dwa zamierzając odłożyć plany dopłynięcia do skały z krzakiem. W końcu wierzył w siłę sabotażu, czyż nie? Liczył na to, że być może dzięki temu uda mu się chociaż na chwilę ustabilizować własną pozycję i odzyskać tamto wcześniejsze prowadzenie.
Geraldine zdecydowanie bowiem była w szczycie swojej formy. Roise widział to już wcześniej. Nie umknęło to jego uwadze tak samo jak wszystkie inne zmiany, ale w tym momencie podczas ich wyścigu było to dla niego wyjątkowo odczuwalne. Podjął więc próbę rozproszenia swojej konkurentki, sięgając ręką ku talii Yaxleyówny i...
...zdecydowanie ją mijając, bowiem zamiast tego musnął palcami zupełnie inną część chłodnego, ale bardzo znajomego ciała. Mimo to spróbował złapać ramieniem Rinę, chcąc ściągnąć dziewczynę do siebie i przynajmniej w ten sposób trochę ją tym zająć.
Zdecydowanie mógł spodziewać się tego, że ukochana przewidzi to posunięcie albo przynajmniej będzie w jakimś zakresie przygotowana na nieoczekiwane zwroty akcji. Tym bardziej, że to nie była ich pierwsza taka eskapada. Ani pod postacią morskich rywalizacji, ani tak naprawdę jakichkolwiek innych wyścigów. Jego dziewczyna zdecydowanie wzięła sobie do serca to, że powinna spodziewać się wszystkiego. Zarówno tego spodziewanego, jak i tego nie do przewidzenia.
W momencie, w którym spróbował złapać ją w swoje sidła, Geraldine zaczęła wić się niczym ludzka wersja węgorza. Być może nawet elektrycznego, bowiem biło ku nie mu od niej wrażenie prądu. Nie do końca zimnego, ale...
...no cóż, kopnąć też umiała. Szczególnie, gdy chciała nie dać ściągnąć się w dół morskiej toni. Praktycznie bez względu na to, co robił, nie mógł dłużej próbować jej do siebie przyciągnąć. Przynajmniej nie teraz, bo na lądzie zdecydowanie nie mogła oprzeć się jego wyjątkowej osobowości, czyż nie? Musiał ją puścić, jednocześnie tracąc własne cenne sekundy.
No cóż. Ryzyko kalkulowane, nieprawdaż? Teraz musiał spróbować nadrobić dystans, jaki nagle zaczął ich dzielić...
Dystans, jaki nas dzieli
Rzut 1d100 - 87
AF (III) na pokonanie z założeniem: wyższy wynik - nadrobienie straty
Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down