24.05.2025, 21:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2025, 22:15 przez Woody Tarpaulin.)
— To na chuj ci to, jak się kończy — odciął się między spadającymi na niego ciosami Tarp, którego pyskówka rabusia jedynie bardziej rozjuszyła.
Rzucam NPCtowi AF na to, jak mocno udało mu się przywalić Woody’emu, zanim Keyleth skoczyła.
Pięść napastnika dosięgła twarzy czaordzieja, zostawiając na jego lewym oku tak solidną śliwę, że na chwilę mroczki stanęły mu przed oczami i odruchowo cofnął się o krok. Nie zdążył pozbierać się i choćby zamierzyć do wyprowadzenia kolejnego ciosu, gdyż fretka skoczyła z jego pleców i… zamieniła się w locie w młode dziewczę. Trzeba przyznać, że — mimo wcześniejszych podejrzeń co do zwierzątka — Woody zdębiał na moment, a zaczynające puchnąć oko otworzyło się na taką imponującą szerokość ostatni raz tej nocy. Rozpoznał ten plecaczek, choć osoba, do której był doczepiony, nie była ani trochę tą, jako którą ją poznał.
Łotrzyka również zainteresowało to zjawisko i to dało Woody’emu szansę, aby zaatakować go ponownie i — na co liczył — przywalić na tyle mocno, aby wystarczyło na nauczkę dla owego osobnika.
Rzucam na swoje AF, monotematycznie znów cios w mordę.
Kolejny cios zdezorientował złodzieja na tyle, że Woody’emu udało się — zaraz po owym sukcesie — przycisnąć mężczyznę do ściany sklepu, który ten próbował obrabować.
— No i co się kończy? Co się kurwa kończy? — Splunął mu w twarz. — Świat się nie kończy, ale zapamiętam cię i to dokończymy.
Woody puścił rabusia i schylił się do upadłej Keyleth, złapał ją za rękaw i pociągnął za sobą.
— Idziemy — nakazał jej, może nieco zbyt ostro, jako że wciąż niosły go wcześniejsze emocje. — Co to miało być? Kim jesteś? — zapytał po kilku krokach łagodniej, po czym zerknął na nią badawczo z ukosa, nie przerywając ich marszu.
// Wykorzystane przewagi:
Rzucam NPCtowi AF na to, jak mocno udało mu się przywalić Woody’emu, zanim Keyleth skoczyła.
Rzut Z 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Pięść napastnika dosięgła twarzy czaordzieja, zostawiając na jego lewym oku tak solidną śliwę, że na chwilę mroczki stanęły mu przed oczami i odruchowo cofnął się o krok. Nie zdążył pozbierać się i choćby zamierzyć do wyprowadzenia kolejnego ciosu, gdyż fretka skoczyła z jego pleców i… zamieniła się w locie w młode dziewczę. Trzeba przyznać, że — mimo wcześniejszych podejrzeń co do zwierzątka — Woody zdębiał na moment, a zaczynające puchnąć oko otworzyło się na taką imponującą szerokość ostatni raz tej nocy. Rozpoznał ten plecaczek, choć osoba, do której był doczepiony, nie była ani trochę tą, jako którą ją poznał.
Łotrzyka również zainteresowało to zjawisko i to dało Woody’emu szansę, aby zaatakować go ponownie i — na co liczył — przywalić na tyle mocno, aby wystarczyło na nauczkę dla owego osobnika.
Rzucam na swoje AF, monotematycznie znów cios w mordę.
Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Kolejny cios zdezorientował złodzieja na tyle, że Woody’emu udało się — zaraz po owym sukcesie — przycisnąć mężczyznę do ściany sklepu, który ten próbował obrabować.
— No i co się kończy? Co się kurwa kończy? — Splunął mu w twarz. — Świat się nie kończy, ale zapamiętam cię i to dokończymy.
Woody puścił rabusia i schylił się do upadłej Keyleth, złapał ją za rękaw i pociągnął za sobą.
— Idziemy — nakazał jej, może nieco zbyt ostro, jako że wciąż niosły go wcześniejsze emocje. — Co to miało być? Kim jesteś? — zapytał po kilku krokach łagodniej, po czym zerknął na nią badawczo z ukosa, nie przerywając ich marszu.
// Wykorzystane przewagi:
- Zastraszenie, aby człowiek za nami nie podążał
- Walka wręcz
piw0 to moje paliwo