07.02.2023, 00:51 ✶
Świat by się chyba kończył, gdyby którykolwiek z nich zachował się dojrzale. A przynajmniej na tyle, w jakim stopniu ich wiek by sugerował, chociaż powszechnie było wiadomo, że mężczyźni dojrzewali wolniej. Czasem czuła się, jakby była matką dwójki i połowy dzieci, bo gdzieś tam była jeszcze przecież Brenna, z którą Cyjanek też miała kontakt. Dlatego właśnie praca w kostnicy była czymś rześkim i przyjemnym, trupy nie dyskutowały i nie łamały zasad. Nie mogły też już być martwe mocniej- same plusy.
Nie dość, że wprawiła w ruch pióro, aby zapisało wagę i odczyty z nerek, to jeszcze musiała pamiętać o skorzystaniu z zaklęcia sprzątającego, bo jej jasne kafle w pracy będą całe ubłocone, co uderzało w wewnętrzny pedantyzm jasnowłosej. Fergus zostawiał za sobą bałagan, Castiel zostawiał za sobą bałagan. Daj Merlinie cierpliwość. Westchnęła kolejny raz i znów bezgłośnie, zaciskając na ułamek sekundy usta — co było rzecz jasna efektem spojrzenia, które jej posłał. Im bardziej się wściekał o to nazwisko, tym częściej tak mówiła. Może była to drobna forma kary i tortur, którą wobec niego obrała?
Odór śmierci był za każdym razem inny, zależnie od przyczyny zgonu i czasu, który minął, odkąd zwłoki do niej trafiały. Bywały takie, że ją mdliło, ale im dłużej, im więcej czasu spędzała w pracy, co było jej centrum życia i chyba istnienia, tym mniej jej to wszystko przeszkadzało. Mogła czasem pachnieć śmiercią, co poniekąd również wpasowywało się w jej aparycję, ale miała też perfumy — mocne i kobiece, kojarzone ze stanowczością. Tak jej kiedyś ktoś powiedział na jednym z przyjęć, co uznała za nieudaną próbę podrywu.
- To popularna gazeta, gorący temat i facet ze złowieszczym spojrzeniem. Czego się spodziewasz? To ruch, który ma celowo wzbudzić jeszcze większe zainteresowanie ideologią, którą on szerzy. Robili tak od zarania dziejów, a świat się jeszcze nie skończył — zarówno dla Czarodziejów, jak i Mugoli, prawda?
Nie miała pojęcia, czy używała dobrych słów i odpowiednio przekazywała słowa, które Olivander powinien był teraz usłyszeć. Niewiele ów jegomość na pierwszej stronie szczerzący się niczym rasowy pies ją interesował, nie miała z nim nic wspólnego i z pewnością za kilka dni stanie się on tylko mglistym wspomnieniem. Ktoś, kto trafił na pierwszą stronę Proroka Codziennego z taką perfidią, nie mógł być zwiastunem końca świata.
Umyła ręce, pozbyła się rękawiczek i chociaż cały czas obserwowała go kątem oka, zaczęła przygotowywać wszystko na herbatę. Dwie filiżanki — dość duże, wykonane były z czarnej porcelany, posiadającej delikatną, złotą obwódkę dookoła talerzyka. Dostała je kiedyś w prezencie z okazji awansu i w nich ziołowy napar smakował najlepiej. Sporo ich piła, o czym świadczyć mogły ledwo dostrzegalne pęknięcia, miejscami zabarwione od czarnej kawy, okazjonalnie z wkładką. - Miętę? Rumianek? Coś z owocami? Gdy czarodzieje czystokrwiści łączą się z niemagicznymi, płodząc pól krwi dzieci i osłabiają pierwiastek magiczny. To głupia teoria, praktycznie bezpodstawna. Nie ma badań, które sprawiają, że jest prawdziwa. Wielu Czarodziejów półkrwi lub tych z pochodzenia mugolskiego ma lepsze wyniki od rodzin wpisanych w skoroszyt. Jaką gębę?
Przekręciła głowę na bok, pozwalając, aby jasny włos uwolniony z ciasnego koka opadł jej na policzek, co współgrało z uniesioną brwią. Absolutnie nie skupiała się na wyglądzie fizycznym szczerzącej się z gazety mordy. Wieczko od czajnika zaczęło dygotać, drobne dłonie o czerwonych paznokciach rozdzieliły mieszankę ziół i zalały wrzątkiem, a potem zakryły talerzykiem. Potrzebowała kilku minut. Cynthia wsunęła więc nowa parę rękawiczek i ruszyła do trupa, z którym rozmowę zdecydował się podjąć Fergus. Przysłoniła rozcięte płaty skóry, upewniła się o dobrym odłożeniu nerek i zaczęła worek zakrywać, aby nie czuł się wykluczony z ich herbaty. Przez myśl jej przemknęło, że będzie miała z nim sporo szycia.
- Wrócił z Ameryki Północnej i zmarł nagle, skarżąc się na bóle i wykręcanie wnętrzności. Jego krew była dość gęsta. Myśleli, że go ktoś otruł lub złapał jakąś nową chorobę, ale wydaje mi się, że do jego śmierci doprowadziła seria niefortunnych zdarzeń i alergia w jednym czasie. Miał też od urodzenia jedną z nerek mniejszą i niesprawną.
Wytłumaczyła ze spokojem, nieco żywszym może głosem, bo lubiła mówić o pracy. Być może odważnym, ale prawdziwym stwierdzeniem byłoby, że pamiętała i przywiązywała się każdego swojego trupa. I trzymała wszystkie akta ułożone alfabetycznie, nawet po pogrzebach. Przysłoniła jego twarz, odsuwając stół nieco na bok, aby znów zdjąć rękawiczki i umyć ręce, a potem odwiesić biały fartuch. Spojrzała na jego twarz, a następnie złapała za różdżkę, traktując go zaklęciem suszącym. - Przeziębisz się. Jadłeś coś?
Nie dość, że wprawiła w ruch pióro, aby zapisało wagę i odczyty z nerek, to jeszcze musiała pamiętać o skorzystaniu z zaklęcia sprzątającego, bo jej jasne kafle w pracy będą całe ubłocone, co uderzało w wewnętrzny pedantyzm jasnowłosej. Fergus zostawiał za sobą bałagan, Castiel zostawiał za sobą bałagan. Daj Merlinie cierpliwość. Westchnęła kolejny raz i znów bezgłośnie, zaciskając na ułamek sekundy usta — co było rzecz jasna efektem spojrzenia, które jej posłał. Im bardziej się wściekał o to nazwisko, tym częściej tak mówiła. Może była to drobna forma kary i tortur, którą wobec niego obrała?
Odór śmierci był za każdym razem inny, zależnie od przyczyny zgonu i czasu, który minął, odkąd zwłoki do niej trafiały. Bywały takie, że ją mdliło, ale im dłużej, im więcej czasu spędzała w pracy, co było jej centrum życia i chyba istnienia, tym mniej jej to wszystko przeszkadzało. Mogła czasem pachnieć śmiercią, co poniekąd również wpasowywało się w jej aparycję, ale miała też perfumy — mocne i kobiece, kojarzone ze stanowczością. Tak jej kiedyś ktoś powiedział na jednym z przyjęć, co uznała za nieudaną próbę podrywu.
- To popularna gazeta, gorący temat i facet ze złowieszczym spojrzeniem. Czego się spodziewasz? To ruch, który ma celowo wzbudzić jeszcze większe zainteresowanie ideologią, którą on szerzy. Robili tak od zarania dziejów, a świat się jeszcze nie skończył — zarówno dla Czarodziejów, jak i Mugoli, prawda?
Nie miała pojęcia, czy używała dobrych słów i odpowiednio przekazywała słowa, które Olivander powinien był teraz usłyszeć. Niewiele ów jegomość na pierwszej stronie szczerzący się niczym rasowy pies ją interesował, nie miała z nim nic wspólnego i z pewnością za kilka dni stanie się on tylko mglistym wspomnieniem. Ktoś, kto trafił na pierwszą stronę Proroka Codziennego z taką perfidią, nie mógł być zwiastunem końca świata.
Umyła ręce, pozbyła się rękawiczek i chociaż cały czas obserwowała go kątem oka, zaczęła przygotowywać wszystko na herbatę. Dwie filiżanki — dość duże, wykonane były z czarnej porcelany, posiadającej delikatną, złotą obwódkę dookoła talerzyka. Dostała je kiedyś w prezencie z okazji awansu i w nich ziołowy napar smakował najlepiej. Sporo ich piła, o czym świadczyć mogły ledwo dostrzegalne pęknięcia, miejscami zabarwione od czarnej kawy, okazjonalnie z wkładką. - Miętę? Rumianek? Coś z owocami? Gdy czarodzieje czystokrwiści łączą się z niemagicznymi, płodząc pól krwi dzieci i osłabiają pierwiastek magiczny. To głupia teoria, praktycznie bezpodstawna. Nie ma badań, które sprawiają, że jest prawdziwa. Wielu Czarodziejów półkrwi lub tych z pochodzenia mugolskiego ma lepsze wyniki od rodzin wpisanych w skoroszyt. Jaką gębę?
Przekręciła głowę na bok, pozwalając, aby jasny włos uwolniony z ciasnego koka opadł jej na policzek, co współgrało z uniesioną brwią. Absolutnie nie skupiała się na wyglądzie fizycznym szczerzącej się z gazety mordy. Wieczko od czajnika zaczęło dygotać, drobne dłonie o czerwonych paznokciach rozdzieliły mieszankę ziół i zalały wrzątkiem, a potem zakryły talerzykiem. Potrzebowała kilku minut. Cynthia wsunęła więc nowa parę rękawiczek i ruszyła do trupa, z którym rozmowę zdecydował się podjąć Fergus. Przysłoniła rozcięte płaty skóry, upewniła się o dobrym odłożeniu nerek i zaczęła worek zakrywać, aby nie czuł się wykluczony z ich herbaty. Przez myśl jej przemknęło, że będzie miała z nim sporo szycia.
- Wrócił z Ameryki Północnej i zmarł nagle, skarżąc się na bóle i wykręcanie wnętrzności. Jego krew była dość gęsta. Myśleli, że go ktoś otruł lub złapał jakąś nową chorobę, ale wydaje mi się, że do jego śmierci doprowadziła seria niefortunnych zdarzeń i alergia w jednym czasie. Miał też od urodzenia jedną z nerek mniejszą i niesprawną.
Wytłumaczyła ze spokojem, nieco żywszym może głosem, bo lubiła mówić o pracy. Być może odważnym, ale prawdziwym stwierdzeniem byłoby, że pamiętała i przywiązywała się każdego swojego trupa. I trzymała wszystkie akta ułożone alfabetycznie, nawet po pogrzebach. Przysłoniła jego twarz, odsuwając stół nieco na bok, aby znów zdjąć rękawiczki i umyć ręce, a potem odwiesić biały fartuch. Spojrzała na jego twarz, a następnie złapała za różdżkę, traktując go zaklęciem suszącym. - Przeziębisz się. Jadłeś coś?