Ruda nie miała problemu z tym, aby nakłonić ludzi do tego, aby się ruszyli. Kiedyś robiła to bardziej pewnie, jeszcze gdy była kapitanem drużyny quidditcha, jednak nadal coś jej z tego zostało. Miała w sobie odwagę, która powodowała, że nie bała się reakcji ludzi, nie obawiała się stanąć obok nich i mówić im co mają robić. W końcu zaczęli jej słuchać, poruszali się wszyscy powoli do przodu, dzięki czemu uda im się uniknąć obrażeń, które mogłyby zostać spowodowane zawalającym się daszkiem. Ten póki co nie miał runąć, bo udało im się jakoś utrzymać go w miejscu. Thomas pokazał, że świetnie sobie radzi z utrzymywaniem części budynku. Kupił im sporo czasu. Ruda czuła, że uda im się ocalić wszystkich, którzy znaleźli się w tym miejscu w nieodpowiednim czasie. Kamień z serca, bo przecież było blisko, bardzo blisko tego, aby zupełnie niewinnym osobom stała się krzywda. Na szczęście oni się tutaj pojawili, jakoś udało im się powstrzymać nadchodzącą tragedię. To było całkiem budujące, chociaż kilka żyć, mogli ruszyć dalej, aby znaleźć kolejnych ludzi, którzy mogli potrzebować ich pomocy. Na pewno jeszcze wielu bowiem znajdowało się w zagrożeniu. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości. Ta noc ciągnęła się w nieskończoność i była pełna ludzkich tragedii.
Chwilę to trwało, zanim wszyscy znaleźli się w bezpiecznym miejscu, jednak w końcu mogli zająć się ogniem. Tak właściwie to Ruda nie musiała niczego robić, Thomas po raz kolejny pokazał, że ma głowę na karku i bardzo szybko zareagował. Machnął różdżką, i wyczarował coś - dzięki czemu płomienie zaczęły gasnąć. Nie do końca wiedziała, co zrobił, ale to nie było istotne. Grunt, że zadziałało. Mogli się oddalić, szukać kolejnych ludzi, którzy potrzebowali wsparcia.
- Dzięki Thomas, to było niezłe. - Powiedziała jeszcze do mężczyzny, bo czuła, że bez niego nie poszłoby jej tak gładko. Mieli ogromne szczęście, że Zakon był pełen osób, które bez względu na wszystko chciały ryzykować i pomagać niewinnym, gdyby nie oni to po tej nocy na pewno byłoby więcej poszkodowanych osób.
- Możemy się już chyba rozdzielić. Życzę powodzenia, ja będę zmierzać w stronę Pokątnej. - Powiedziała jeszcze, machnęła mu nawet na pożegnanie, po czym oddaliła się.
Rzuciła okiem na antykwariat, o którym wspomniała jej Longbottom. Nie wydawało się Heath, aby za bardzo ucierpiał. Musiały go liznąć płomienie, jednak nadal stał - więc nie było tak źle. Przystanęła na chwilę, aby przesłać do swojej mentorki informację. Brenn, antykwariat stoi, chyba trochę ucierpiał, ale nie wygląda to, aż tak źle.
Kiedy przekazała informacje przyjaciółce, ruszyła dalej przed siebie. Noc była w końcu jeszcze młoda, musiała szukać kolejnych osób, którym mogła udzielić wsparcia. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby stanęła w miejscu, musiała być w ciągłym ruchu, wesprzeć jak najwięcej osób.
// odwaga, kompleks bohatera, lojalność organizacji, fale