28.05.2025, 19:06 ✶
Teleportowała się na miejsce zebrania już jakiś czas temu. Początkowo nie mogła usiedzieć w miejscu i co jakiś czas przechodziła z jednego fotela, na drugi. Czuła brud pod paznokciami, a, choć nie powinna się tym teraz przejmować, włosy układały się jej w najgorszy możliwy sposób. To dodawało jej poczucia normalności — chociaż teraz mogła przejmować się czymś tak błahym, jak swój wygląd.
Popiół na policzkach wręcz nieprzyjemnie szczypał, a kłujące, acz opatrzone ślady na przedramieniu po rozbitej szybie w antykwariacie dawały o sobie znać zaraz po tym, jak o nich zapomniała. Przestała zaciskać palce na pociętej skórze. Nie mogła skupić się na niczym szczególnym. Nie chciała słuchać o tym, co działo się w mieście. Przynajmniej nie teraz. Nie w chwili, kiedy to wszystko było żywe i żarzyło się nieugaszonym płomieniem.
— Razem z Millie udało nam się sprowadzić trochę osób do antykwariatu i przetrwać najgorsze bez większego uszczerbku… Mamy tam też miejsce dla innych — są koce, leki i trochę jedzenia, więc powinno wystarczyć.
Mówiła prosto i z ręką przy skroni. Nie wiedziała, co powiedzieć więcej. Skupiała się na najważniejszych rzeczach.
W pewnym momencie wyszła z pomieszczenia zebrania — cicho zamknęła za sobą drzwi i miała nadzieję, że nikt nie zauważy jej zniknięcia. Nie sądziła, żeby ktokolwiek za nią ruszył. Wolała żeby nikt nie widział jej w tym stanie.
Spojrzała na siebie przelotnie w jednym z luster i otarła wierzchem opuszków kilka łez, które samotnie wymsknęło się w końcu spod powiek. To wszystko przez niego. Wszystko przez tego starego idiotę. Nie chciała o nic pytać. Nie chciała wychodzić na desperatkę, która nie przejmuje się niczym innym, jak wydziedziczonym Longbottomem, który nie pojawił się jeszcze na zebraniu. Pieprzyć te cholerne przykrywki i ukrywanie się na Nokturnie.
Wróciła po jakimś czasie i tym razem usiadła przy Morpheusie. Postawiła przed bratem kubek z parującą jeszcze herbatą i postukała palcem o rant porcelany, niemo nakazując mu przyjęcie naparu. Jej spojrzenie nie przyjmowało żadnego sprzeciwu. Potem tylko odchyliła się na krześle i ścisnęła go drżącą dłonią za przegub, aby zjechać palcami dalej i złapać go za rękę. I słuchała, starając się ignorować ból głowy.
Popiół na policzkach wręcz nieprzyjemnie szczypał, a kłujące, acz opatrzone ślady na przedramieniu po rozbitej szybie w antykwariacie dawały o sobie znać zaraz po tym, jak o nich zapomniała. Przestała zaciskać palce na pociętej skórze. Nie mogła skupić się na niczym szczególnym. Nie chciała słuchać o tym, co działo się w mieście. Przynajmniej nie teraz. Nie w chwili, kiedy to wszystko było żywe i żarzyło się nieugaszonym płomieniem.
— Razem z Millie udało nam się sprowadzić trochę osób do antykwariatu i przetrwać najgorsze bez większego uszczerbku… Mamy tam też miejsce dla innych — są koce, leki i trochę jedzenia, więc powinno wystarczyć.
Mówiła prosto i z ręką przy skroni. Nie wiedziała, co powiedzieć więcej. Skupiała się na najważniejszych rzeczach.
W pewnym momencie wyszła z pomieszczenia zebrania — cicho zamknęła za sobą drzwi i miała nadzieję, że nikt nie zauważy jej zniknięcia. Nie sądziła, żeby ktokolwiek za nią ruszył. Wolała żeby nikt nie widział jej w tym stanie.
Spojrzała na siebie przelotnie w jednym z luster i otarła wierzchem opuszków kilka łez, które samotnie wymsknęło się w końcu spod powiek. To wszystko przez niego. Wszystko przez tego starego idiotę. Nie chciała o nic pytać. Nie chciała wychodzić na desperatkę, która nie przejmuje się niczym innym, jak wydziedziczonym Longbottomem, który nie pojawił się jeszcze na zebraniu. Pieprzyć te cholerne przykrywki i ukrywanie się na Nokturnie.
Wróciła po jakimś czasie i tym razem usiadła przy Morpheusie. Postawiła przed bratem kubek z parującą jeszcze herbatą i postukała palcem o rant porcelany, niemo nakazując mu przyjęcie naparu. Jej spojrzenie nie przyjmowało żadnego sprzeciwu. Potem tylko odchyliła się na krześle i ścisnęła go drżącą dłonią za przegub, aby zjechać palcami dalej i złapać go za rękę. I słuchała, starając się ignorować ból głowy.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you