Czasami z przyjemnościami i pieszczotami trzeba było poczekać, aż owoc miłości odpowiednio dojrzeje. Nie inaczej było w tym przypadku. Im więcej mijało czasu tym większą miał ochotę jebać to wszystko i ściągnąć tę maskę - niech go szukają. Tylko że wtedy życie byłoby jeszcze bardziej pojebane i pokomplikowane, niż było teraz. Z tego samego powodu należało pewne rzeczy ukrywać. Jak wampiryzm. Jak to, że potrafiło się czarować bez użycia różdżki. Kiedy ludzie z zewnątrz zaczynali dodawać dwa do dwóch, bo nie daj Boże ostał się jakiś świadek, grono podejrzanych w takim wypadku potrafiło się bardzo zawęzić. Jednocześnie wcale się jakoś bardzo ze swoim wampiryzmem nie krył. To nie była wielka tajemnica, którą zamiatał pod łóżko. Na to, że Anna widziała, co widziała, zaradzić się dało. Znając Roberta to nawet nie byłoby dziwne. Brak świadków to brak kłopotów, bo to jednego już kazał zabić, chociaż teoretycznie z nim współpracowali? Anna jednak zajmowała półkę wyżej niż byle śmiecie pozbierane z podłóg, żeby wycierać ich mordami podłogę. Tak mu się wydawało. Sam fakt, że była medykiem, podwyższało jej wartość.
Skinął głową w kierunku Roberta, podtrzymując się drugą ręką ściany. Nie oddychał - więc i jedyną oznaką, że jednak rany mogły stanowić jakąś niedogodność był fakt przytrzymywania przy nich dłoni. Nie musiał Annaleigh odpowiadać. Robert zrobił to za niego. Obrócił się i wyszedł z pokoju, zostawiając dwójkę czarodziejów sam na sam z ich celem. Chyba sobie poradzą, tak? Gość nie był w fantastycznym stanie po rozerwaniu ciała magią nekromancji. Miało się zaraz okazać, na ile pani (albo panna? wyglądała na panią) Dolohov potrafiła się posługiwać nekromancją w drugą stronę. Ta lepsza strona tęczy, ot co. Osiadł na piewszym lepszy krześle, sofie, czy fotelu, przyciskając drżącą dłoń do skóry. Paskudztwo, które nawet nie krwawi. Zdjął maskę z twarzy, zamknął czarne oczy, wziął głęboki wdech - nie z potrzeby tlenu a z potrzeby zaczerpnięcia zapachu, który rozwlekał się na dom. Wyciągnął nogi przed siebie, zjeżdżając trochę w dół. Całkowicie nieelegancko. Gdyby nie ból - mógłby zasnąć. Albo gdyby nie to drapanie domagające się krwi nieszczęśnika, którego krwawienie i dobra kondycja miały dopiero zostać naprawione. Wiecie, jak trudno było naprawić człowieka? Saurielowi się zdecydowanie za często łamali.
Wyciągnął sobie fajeczkę i zapalił. Czekał.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.