06.06.2025, 23:08 ✶

9 września, 1972
Brenno,
tak się składa, że żyję. Jak zresztą można zauważyć po kreślonych przeze mnie słowach. Muszę przyznać, że jest to bardzo zaskakujące, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znalazłem podczas tej upiornej nocy. Wydawało mi się, że to ty sprowadzasz na mnie największe kłopoty, jednak wszystko wskazuje na to, że teraz po prostu trzyma się mnie okropny pech.
W najgorszych koszmarach nie przeszłoby mi przez myśl, że ktokolwiek byłby w stanie podnieść różdżkę na kapłana Najświętszej Matki w murach kowenu. I to w samym środku odmawiania modlitw w intencji pomyślnego roku dla uczniów Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Najwyraźniej nie ma na tym świecie już żadnych świętości. Według medyków oberwałem jakimś ogniowym zaklęcie. Czarnoksięskim. Mocnym.
Kto wie, co by się ze mną działo, gdyby nie chór kowenowy. Wiesz, że to im udało się załatwić mój transport do Świętego Munga? Wiara w Matkę jednak czasem popłaca. Mogłabyś się czegoś od nich nauczyć, to może teraz nie byłabyś przykuta do szpitalnego łóżka. Będę się za ciebie modlił.
PS. Sugeruję pozostanie w swojej sali. To ci wyjdzie na zdrowie. Tak mi podpowiada zdrowy rozsądek.
Sebastian