07.06.2025, 20:26 ✶
Hannibal nie zdziwiłby się, gdyby za mniej niż idealny stan Jonathana odpowiadało zwykłe spotkanie z przyjaciółmi - zbyt suto zakrapiane, zbyt późno zakończone, któż tego nie znał? Ewentualnie praca, bo polityka, którą zajmował się kuzyn, była trudna i wymagająca, a w dodatku miała tendencje do pożerania prywatnego życia swoich ofiar. Ale odpowiedź - ambiwalentna w wydźwięku, starannie wymierzona, by uspokoić, ale nie powiedzieć zbyt wiele - nasuwała jeszcze trzecią możliwość. Dobrze, pomyślał młodszy Selwyn, każdy potrzebuje do kogoś się przytulić. Uśmiechnął się lekko, porozumiewawczo. Jeżeli Jonathan nie chciał dzielić się niczym więcej, Han umiał to uszanować, choć nie znaczyło to, że nie był ciekawy.
- Będę pewnie robił wieńce z mamą, jakbyś potrzebował dla siebie, to mów - Hannibal i jego matka, najlepiej uzdolnieni manualnie z rodziny (co wcale nie oznaczało, że jakoś wybitnie, przynajmniej w jego przypadku), byli etatowymi wytwórcami darów. Żadne z nich nie znało się na florystyce, ale Rose ozdabiała swoje kompozycje skomplikowanym origami w kształcie liści i małych ptaszków, a Hannibal w mozole ręcznie szył kwiaty i wypchane owoce z resztek materiału. W tym roku znalazł nawet w jakimś mugolskim czasopiśmie instrukcję wykonywania kwiatów na szydełku i miał ochotę spróbować.
- Może nie będzie tak źle, tylko musimy sobie przygotować jakąś taką wymówkę, dlaczego nikt z nas nie ma dziewczyny, żeby nikt nie miał odwagi drążyć tematu! - zachichotał - Coś w stylu “Racja, będę je wszystkie musiał kiedyś przedstawić” albo “Tak cioteczka pyta, jakby nie czytała najnowszego Żonglera!”
Uważnie obserwował reakcję kuzyna, starannie udając, że wcale tego nie robi. Pomyślał o wzmiance w rubryce towarzyskiej w “Czarownicy”, o której rozmawiały ostatnio tancerki w garderobie, głoszącej dramatycznie “Jonathan Selwyn się żeni!”. Czyżby w istocie miał opuścić rodzinne grono zatwardziałych kawalerów? A może po prostu spędził satysfakcjonującą noc, a Hannibalowi udzielała się czystokrwista obsesja na tle kwestii matrymonialnych i genealogii? Wzdrygnął się na tę myśl. Nie miał nic przeciwko małżeństwom jako takim, ale naciski ze strony starszego pokolenia czarodziejów na to, żeby znaleźć porządną dziewczynę, koniecznie z dobrego, czarodziejskiego rodu, ożenić się i jak najszybciej zacząć sprowadzać na ten świat więcej małych czarodziejów, uważał za lekko obrzydliwe. Zresztą jakby się nad tym zastanowić, to czy to było takie ważne, czy ktoś wiązał się z dziewczyną, czy chłopakiem? Czy to było w ogóle konieczne, żeby się tak formalnie, na zawsze wiązać, z tylko jedną osobą? A co, jak się zapragnie odmiany?
- Do ciebie, tak? - powiedział, nadal uśmiechnięty - Od wieków nie widziałem się z Robertem, nie było okazji. Co u niego?
Ciekawe, czy Jonathan planował jakieś jeszcze doborowe towarzystwo. Hannibal nigdy wcześniej nie uczestniczył w spotkaniach towarzyskich Jonathana, najpierw uznawany przez niego za zbyt młodego, a potem spędzając część świąt we Francji. Zaproszenie wzbudziło w nim pewną ekscytację.
- Będę pewnie robił wieńce z mamą, jakbyś potrzebował dla siebie, to mów - Hannibal i jego matka, najlepiej uzdolnieni manualnie z rodziny (co wcale nie oznaczało, że jakoś wybitnie, przynajmniej w jego przypadku), byli etatowymi wytwórcami darów. Żadne z nich nie znało się na florystyce, ale Rose ozdabiała swoje kompozycje skomplikowanym origami w kształcie liści i małych ptaszków, a Hannibal w mozole ręcznie szył kwiaty i wypchane owoce z resztek materiału. W tym roku znalazł nawet w jakimś mugolskim czasopiśmie instrukcję wykonywania kwiatów na szydełku i miał ochotę spróbować.
- Może nie będzie tak źle, tylko musimy sobie przygotować jakąś taką wymówkę, dlaczego nikt z nas nie ma dziewczyny, żeby nikt nie miał odwagi drążyć tematu! - zachichotał - Coś w stylu “Racja, będę je wszystkie musiał kiedyś przedstawić” albo “Tak cioteczka pyta, jakby nie czytała najnowszego Żonglera!”
Uważnie obserwował reakcję kuzyna, starannie udając, że wcale tego nie robi. Pomyślał o wzmiance w rubryce towarzyskiej w “Czarownicy”, o której rozmawiały ostatnio tancerki w garderobie, głoszącej dramatycznie “Jonathan Selwyn się żeni!”. Czyżby w istocie miał opuścić rodzinne grono zatwardziałych kawalerów? A może po prostu spędził satysfakcjonującą noc, a Hannibalowi udzielała się czystokrwista obsesja na tle kwestii matrymonialnych i genealogii? Wzdrygnął się na tę myśl. Nie miał nic przeciwko małżeństwom jako takim, ale naciski ze strony starszego pokolenia czarodziejów na to, żeby znaleźć porządną dziewczynę, koniecznie z dobrego, czarodziejskiego rodu, ożenić się i jak najszybciej zacząć sprowadzać na ten świat więcej małych czarodziejów, uważał za lekko obrzydliwe. Zresztą jakby się nad tym zastanowić, to czy to było takie ważne, czy ktoś wiązał się z dziewczyną, czy chłopakiem? Czy to było w ogóle konieczne, żeby się tak formalnie, na zawsze wiązać, z tylko jedną osobą? A co, jak się zapragnie odmiany?
- Do ciebie, tak? - powiedział, nadal uśmiechnięty - Od wieków nie widziałem się z Robertem, nie było okazji. Co u niego?
Ciekawe, czy Jonathan planował jakieś jeszcze doborowe towarzystwo. Hannibal nigdy wcześniej nie uczestniczył w spotkaniach towarzyskich Jonathana, najpierw uznawany przez niego za zbyt młodego, a potem spędzając część świąt we Francji. Zaproszenie wzbudziło w nim pewną ekscytację.